Posłowie tak przeciągają procedury, by nie płacić mandatów.
Posłowie tak przeciągają procedury, by nie płacić mandatów. Fot. Tomasz Rytych / Agencja Gazeta

Nie tylko w sprawie wejścia Polski do NATO czy UE w Sejmie obowiązywała ponadpartyjna koalicja. Dzisiaj posłowie dogadują się bez względu na partyjne barwy, by unikać płacenia mandatów za przekroczenia prędkości i rozmawianie przez komórkę. Tak przeciągają prace w komisji, która musi wydać zgodę na ich ukaranie, że sprawy się przedawniają.

REKLAMA
Co łączy Antoniego Macierewicza z PiS, Wojciecha Penkalskiego z Twojego Ruchu i Eugeniusza Kłopotka z PSL? Wszyscy trzej, jak i wielu innych posłów, uniknęli płacenia mandatu z powodu przedawnienia sprawy – informuje „Gazeta Wyborcza”. Wszystko dzięki komisji regulaminowej i spraw poselskich, która zgodnie z przepisami z 2009 roku musi wydać zgodę na ukaranie posła mandatem.

Sprawy ukarania posłów za niezgodną z przepisami jazdę rozpatrywano kilka razy. Schemat był podobny: policyjny wniosek przetrzymywano, a zgodę na poddanie się karze - nawet jeżeli poseł wydał ją wcześniej - komisja opiniowała tak, że sprawa "łapała się" na przedawnienie. CZYTAJ WIĘCEJ

Źródło: "Gazeta Wyborcza"

Często komisja zajmuje się wnioskami policji dawno po przedawnieniu. Jesienią 2012 roku rozpatrywała wniosek z lipca 2009 r., w styczniu 2013 r. sprawę z 2010 r. Gdyby nie to część posłów straciłaby już prawo jazdy. Spod topora uciekł rekordzista Wojciech Penkalski czy Antoni Macierewicz, który na ograniczeniu do 70 km/h jechał 112, 104 i 133 km/h. Ta ponadpartyjna sztama sprawia, że ściganie posłów za wykroczenia drogowe jest fikcją.
Mając taką ochronę posłowie nie boją się więc o to, że kolejna zaostrzanie przepisów drogowych uderzy ich po kieszeni. Zdaniem posłów PO mandaty powinny być wystawiane wszystkim kierowcom, którzy przekroczyli dozwoloną prędkość o 5 procent lub więcej. Z tego wynika, że każdy, kto w terenie zabudowanym jechałby w ciągu dnia z prędkością 52,5 km/h, płaciłby mandat (53 zł).