
Nazywa się Jarosław Kaczyński i jest byłym wiceszefem BOR. Na spotkaniach wyborczych z kandydatami PiS Marzeną Drab i prof. Andrzejem Zybertowiczem, których wspiera, jest gwiazdą. Jednocześnie jest też ekspertem prokuratury w sprawie katastrofy smoleńskiej. Nie widzi w tym problemu. - Jestem obiektywny i apolityczny - mówi.
REKLAMA
- Moja obecność na spotkaniach kandydatów PiS nie ma nic wspólnego z ekspertyzą i nie jest żadnym dowodem na moje zaangażowanie polityczne czy brak obiektywizmu - powiedział płk. Kaczyński "Gazecie Wyborczej".
Podstawą oskarżenia innego wiceszefa BOR, gen. Pawła Bielawnego, o niezapewnienie beczpieczeństwa premierowi oraz prezydentowi i pierwszej damie w czasie dwóch oficjalnych wizyt (w tym w Smoleńsku), były właśnie ekspertyza płk. Kaczyńskiego. Pułkownik, który ma takie samo imię i nazwisko jak prezes PiS, uważa, że BOR powinien zbadać lotniska przez wizytami polskiej delegacji oraz mieć funkcjonariuszy na miejscu
Problem w tym, że ekspert, który wydał negatywną opinię o działaniach funkcjonariuszy BOR przed katastrofą smoleńską, starał się o zwrot 406 tys. zł ekwiwalentu za mieszkanie służbowe oraz starał się o pomoc finansową z Biura Ochrony Rządu. Było to w 2011 roku, już kiedy był biegłym prokuratury.
Były szef BOR gn. Marian Jerzy Janicki uważa, że Kaczyński "depcze po grobach kolegów". Generał uważa, że fakt, iż Kaczyński starał się o pieniądze z BOR, podważa jego wiarygodność jako eksperta.
W czasie, gdy pracował jako ekspert prokuratury w sprawie katastrofy smoleńskiej, prokuratury, ta stanowczo zaprzeczała zarzutom o jakiekolwiek prywatne motywacje Kaczyńskiego. Obecnie prokuratura nie udziela komentarzy, czy Kaczyńskiemu, autorowi ekspertyzy o działaniach BOR w Smoleńsku, wypada wspierać PiS.
