Przemysław Wipler to obok Korwin-Mikkego czołowa postać Kongresu Nowej Prawicy
Przemysław Wipler to obok Korwin-Mikkego czołowa postać Kongresu Nowej Prawicy Fot. konto Przemysława Wiplera na Facebooku

„Smutny koniec kariery posła”, „A tak dobrze się zapowiadał…” – komentowano, kiedy Przemysław Wipler po aferze z bójką przed klubem pozował do zdjęcia w zakrwawionej koszuli. Minęło kilka miesięcy, a Wipler zamiast kłaść się do politycznego grobu znów pnie się na szczyt. Z Januszem Korwin-Mikkem chce podbić najpierw europejski, a potem krajowy parlament. Jest tylko jeden problem – gdy upadnie Nowa Prawica, nie będzie już dla niego ratunku.

REKLAMA

Wipler to dziś numer 2 Kongresu Nowej Prawicy. A właściwie druga po Korwinie rozpoznawalna twarz tego ugrupowania. Po sukcesie w wyborach do Parlamentu Europejskiego ma dużo pracy. To on kompletuje sejmową reprezentację KNP. „Mogę pokazać liczbę SMS-ów z gratulacjami i pytaniami, kiedy się widzimy, kiedy gadamy, kiedy działamy. Jest naprawdę z kim rozmawiać” – mówił ostatnio Superstacji. I tak polityk, który już był na oucie, stał się rozgrywającym...

Od Kaczyńskiego do Korwina Co pan myśli przypominając sobie komentarze wieszczące koniec pańskiej politycznej kariery? - pytam Wiplera. – Żaden z komentatorów nie przewidywał rok temu, że wystąpię z PiS. 3 czerwca będzie rocznica mojego wystąpienia z tej partii. Mówiłem wtedy, że jest miejsce na wolnorynkową formację, która będzie alternatywą dla PO i PiS. Mówiłem, że Polacy, którzy wierzą w niskie podatki i chcą więcej wolności, w końcu znajdą swoją partię – przekonuje w odpowiedzi.

– Wszystkie działania, które przez ten rok podejmowałem, zmierzały w tym kierunku. Na bieżąco zbierałem informacje i już pół roku temu mówiłem Gowinowi, że jeśli nie połączy sił z Korwinem, nie odniesie sukcesu w wyborach – dodaje.

Rzeczywiście, ostatni rok był dla niego bardzo intensywny. Po pierwsze, zmieniał ugrupowania jak rękawiczki. Wystąpił z PiS, by stworzyć stowarzyszenie Republikanów. Potem dołączył do Polski Razem Jarosława Gowina, a w końcu połączył siły z Korwinem.

Widmo zarzutów Może nawet ważniejsze było inne wydarzenie: słynna bójka z policjantami pod warszawskim klubem. Na razie ta sprawa nie posuwa się do przodu. Prokuratura planuje co prawda postawić posłowi zarzuty, ale wciąż czeka na dokumenty z Sejmu potwierdzające, że zrzekł się immunitetu.

– Minęło już siedem miesięcy, a ja nie miałem żadnego kontaktu ani z policją, ani z prokuraturą. Co więcej, wielokrotnie wzywałem do ujawnienia zapisu z monitoringu, niezwłocznie z własnej woli zrzekłem się immunitetu i po swojej stronie zrobiłem wszystko, żeby tą sprawę wyjaśnić  – mówi parlamentarzysta.

Jak twierdzi, to nie powinno mu zaszkodzić także dlatego, że może się pochwalić osiągnięciami w parlamencie. Przypomina, że dostał nagrodę od dziennikarzy politycznych za najlepszy debiut w Sejmie, a potem znalazł się wśród 10 najlepszych posłów 2013 roku w plebiscycie „Polityki”.

"Książe" albo "wicekrul" Nawet te wyróżnienia nie mają specjalnego znaczenia, bo Wiplera niesie dziś popularność korwinistów. Sam zdefiniował sobie rolę w nowym otoczeniu. "Jestem promyczkiem. Będę ocieplał wizerunek Korwina" – zapowiadał kilka miesięcy temu. Zarzeka się, że nigdy nie miał obaw, czy przejście do KNP było dobrym pomysłem. – Byłem przekonany, że Nowa Prawica przekroczy próg wyborczy. Wiedziałem też, że moje przystąpienie zwiększy szanse na przekroczenie przez nią progu w wyborach do Parlamentu Europejskiego – ocenia.

Według dr. Olgierda Annusewicza, specjalisty od marketingu politycznego, układ między Wiplerem a Korwinem to "handlowa wymiana usług". – Wipler powoduje, że Korwin-Mikke ma w Sejmie swoją reprezentację. Korwin-Mikke sprawia, że Wipler może występować pod popularnym w ostatnich dniach partyjnym logo, które go trochę nobilituje – komentuje w rozmowie z naTemat.

Nie jest jednak przekonany, czy te pięć minut Wiplera to coś, co potrwa dłużej. – Gdyby nie przejście do Nowej Prawicy, Wipler nie znaczyłby kompletnie nic. Może się za chwilę okazać, że znowu nie będzie nic znaczył, bo polityczna wiarygodność polityka, który w ciągu 12 miesięcy był w stanie obskoczyć trzy ugrupowania, jest mocno nadszarpnięta. Ja, będąc wyborcą, widziałbym faceta, który się miota i nie potrafi dać spójnego przekazu: czego chce i po co jest w polityce – dodaje.

Tu wychodzę z PiS, hamletyzuję, idę do Gowina. Z Gowinem mi nie po drodze, wychodzę, potem mnie nie ma. W końcu nadarza się okazja, by pogrzać się w świetle kamery, to wybieram Korwina. Z perspektywy bardziej wnikliwego wyborcy to jest mało wiarygodne.

dr Olgierd Annusewicz

specjalista od marketingu politycznego

Dramat zacznie się więc, jeśli Nowa Prawica straci te kilka procent społecznego poparcia. Wipler spalił za sobą wszystkie mosty. – Z partii, do których mógłby pójść, został już chyba tylko Ruch Narodowy. Upadek Korwina może oznaczać koniec jego kariery – kwituje Annusewicz.

Czytaj także: