
Zdjęcia z wtorkowego “Superexpressu” to kolejny dowód na to, jak bezradne okazało się polskie państwo wobec osądzenia win wysokich funkcjonariuszy PRL. Wesoło “brykający z pieskiem” generał Kiszczak to bowiem ta sama osoba, która od 1993 roku skutecznie unika sądów zasłaniając się fatalnym stanem zdrowia.
Co przedstawiają zdjęcia z wtorkowego “SE”? “Generał Kiszczak bryka z pieskiem” – opisuje je w klasycznym dla siebie stylu gazeta. I choć nie wiem, czy “bryka” to akurat najlepsze słowo, to z całą pewnością fotografie pokazują, że sędziwy generał dobrze się bawi, klaszcząc i goniąc za swoim biegającym po trawniku psem.
“I co z tego?” – zapyta ktoś. A no to, że rację ma “Super Express” zwracając uwagę, iż “brykający” z psem generał to ten sam człowiek, który został uznany przez sądy za zbyt chorego, by uczestniczyć w toczących się przeciwko niemu procesach.
Dwa lata temu, 12 stycznia 2012 r., Sąd Okręgowy w Warszawie w procesie dotyczącym stanu wojennego uznał winę Czesława Kiszczaka z tytułu członkostwa w związku przestępczym o charakterze zbrojnym. I wymierzył generałowi karę 4 lat pozbawienia wolności, łagodząc ją jednak na podstawie amnestii z 1989 r. o połowę. (...) Ten wyrok nie jest prawomocny – bo generał Kiszczak się od niego odwołał. A rok temu, 5 czerwca 2013 r., sąd apelacyjny zawiesił proces z powodu rzekomo złego stanu zdrowia oskarżonego. CZYTAJ WIĘCEJ
Z tych samych powodów zdecydowano też o wstrzymaniu procesu dotyczącego roli Kiszczaka w masakrze w kopalni “Wujek”.
Otóż okazuje się, że ten sam ciężko schorowany Czesław Kiszczak, który nie jest w stanie uczestniczyć w sądowym procesie (a w wywiadach prasowych usilnie przedstawia się jako człowiek stojący już niemal nad grobem), bez większych problemów stawił się na pogrzebie generała Jaruzelskiego. Kto by pomyślał, że ten elegancki starszy pan, na zdjęciach z Powązek czule witający się z Jerzym Urbanem, to osoba, której choroba jest "długotrwałą przeszkodą" dla kontynuowania procesu?
Sam Kiszczak stara się, by opinia publiczna odbierała go jako niedołężnego staruszka. Skarży się na słaby słuch, “dziury w mózgu”, wspomina o podejrzeniu Alzheimera. – Fizycznie czuję się jeszcze dobrze, psychicznie kiepsko. U mnie już nie będzie lepiej, będzie z każdym dniem gorzej. Mnie się rozmowa rwie już. Nie łapię wątku. Jestem strzępem człowieka – przekonywał rok temu w programie “Czarno na białym”.
Jeśli przypomnieć sobie sądową epopeję generała, którego Polska próbuje osądzić od ponad 20 lat, wnioski są przykre i świadczą chyba przede wszystkim o nieudolności naszego wymiaru sprawiedliwości. Liczne procesy, apelacje, odwołania i ciągłe próby wymigania się od odpowiedzialności ze względu na stan zdrowia (po raz pierwszy Kiszczak skutecznie użył tego argumentu już w 1993 roku! Wówczas jego sprawę wyłączono z katowickiego procesu zomowców – przypomina “Rzeczpospolita”) to jawna kpina, a nie praworządne państwo.
I nie chodzi mi wcale o to, czy generał Kiszczak jest winny czy nie. Zostawiam to sądom. Ale oczekiwałbym po prostu, żeby państwo, w którym żyję, nie dawało się robić w balona w tak oczywisty sposób. Nie rozumiem, dlaczego te procesy musiały trwać tak długo. Nie rozumiem, dlaczego kilka opinii biegłych sprawia, że proces faktycznie nie ma szans na finał.

