
– Jak oni mogą? Czy to nie jest powód, by każdego z nich postawić przed Trybunałem Stanu? – pytał w Tok FM Jacek Żakowski o tych 451 posłów, którzy nie zadali sobie trudu zapoznania się z wnioskiem prokuratury ws. Kamińskiego. Ale wielu komentatorów dziwi się temu oburzeniu: – Niby na ogół wszyscy posłowie czytają wszystko, co głosują? – pyta Michał Szułdrzyński na Twitterze.
“I tak właśnie rządzona jest Polska przez suto wynagradzanych parlamentarzystów, którzy mają tak wysokie wynagrodzenia, że z lenistwa przestało im się chcieć czytać o sprawach o których decydują” – irytował się “Fakt” dodając, że “posłowie mają nie tylko problem z czytaniem ze zrozumieniem, oni mają problem z czytaniem w ogóle”.
Skąd to oburzenie na parlamentarzystów? Chodzi o to, jak posłowie (nie)przygotowali się do wzbudzającego ogromne emocje wtorkowego głosowania nad uchyleniem immunitetu byłemu szefowi CBA Mariuszowi Kamińskiemu. Gazeta.pl poinformowała bowiem, że na 460 posłów z przygotowanym (pół roku temu) przez prokuraturę wnioskiem w tej sprawie zapoznało się zaledwie… 9 parlamentarzystów.
Skąd wiadomo, że było ich tylko tylu? Ponieważ wyjątkowy, tajny charakter tego konkretnego głosowania wiązał się także z ograniczeniami w dostępie do przygotowanych dokumentów:
Gazeta.pl
Łatwo było więc sprawdzić, jak niewielu posłów pofatygowało się do kancelarii, by te dokumenty zobaczyć…
"Gdzie my, kurcze, żyjemy?" Ale nie tylko tabloidy były oburzone. Informacja PAP zdenerwowała m.in. Jacka Żakowskiego. – To jest niesamowite. Gdzie my, kurcze, żyjemy? Jak oni mogą? Czy to nie jest powód, by każdego z nich z osobna postawić przed Trybunałem Stanu za lekceważenie podstawowych obowiązków wobec państwa? – pytał retorycznie publicysta w radiu Tok FM.
Ale nie wszyscy podzielają te emocje. Jest wśród nich Michał Szułdrzyński z “Rzeczpospolitej”, który tak pisał na Twitterze:
Śmieszy mnie oburzenie,że tylko kilku posłów przeczytało wniosek o immunitet MK. Niby na ogół wszyscy posłowie czytaja wszystko,co głosują?
— Michał Szułdrzyński (@szuldrzynski) June 11, 2014
– To prawda, takie są sejmowe standardy. Co nie znaczy, że trzeba załamywać ręce. Tak było, jest i chyba będzie też w przyszłości. Ale zakładam, że nie inaczej jest w innych parlamentach – ocenia Piasecki.
Dziennikarz jest dość wyrozumiały dla posłów, bo jak zauważa, trudno znać się na wszystkich sprawach, których dotyczą liczne głosowania. – A przecież w ciągu jednego posiedzenia głosuje się np. 150 razy. W takiej sytuacji trzeba się zdać na posła sprawozdawcę, partyjnego kolegę opiekującego się daną ustawą, albo po prostu ściągawkę do głosowań – tłumaczy Piasecki.
Zacznijmy od siebie Tę opinię podziela Michał Szułdrzyński, jednak dodaje jednocześnie, że nad takim stosunkiem posłów do ich obowiązków nie powinniśmy przechodzić do porządku dziennego.
@TomaszSkory @szuldrzynski nikt sie chyba nie dziwi, bo taka jest sejmowa norma, ze jak nie jestes sprawozdawca, to - ściąga. Ale to wkurza.
— Renata Grochal (@renatagrochal) June 11, 2014
– W efekcie powstają bowiem buble prawne, jak choćby głośna ustawa refundacyjna, która na jakiś czas sparaliżowała naszą służbę zdrowia – mówi Szułdrzyński przypominając, że sejmowe prace nad nią przebiegały tak niedbale, iż ostatecznie chyba nikt z posłów do końca nie wiedział, co się w tej ustawie znajduje.
I choć posłów łatwo jest za taką postawę potępiać, to rację ma Szułdrzyński, gdy zwraca uwagę, że i my-wyborcy nie jesteśmy przecież bez winy, a zwyczaje polityków są odbiciem szerszego problemu z polską kulturą polityczną: – Zastanówmy się na przykład, ilu spośród tych, którzy poszli 25 maja do urn, przeczytało przedtem wyborcze programy partii, na które głosowali – zauważa Szułdrzyński.
A jeśli już jesteśmy przy urnach, to warto przypomnieć, że problem posłów, którym nie chce się sumiennie przygotować do głosowań, właśnie przy urnach można rozwiązać. Parlamentarne wybory już wkrótce… wystarczy tylko mądrze wybrać. I choć może to wymagać od nas mniejszego czy większego wysiłku, to może warto go podjąć, żeby potem nie musieć narzekać na leniwych posłów.
