
W latach osiemdziesiątych aparaty od Polaroida były krzykiem mody i awangardą technologicznego postępu w fotografii. Później zostały niemal całkiem wyparte przez standardowe aparaty cyfrowe. Ale nie zginęły. Dziś fotografia błyskawiczna znów wraca do łask.
– To, co pociągało mnie w nich to niepowtarzalność wykonanych zdjęć: natychmiastowy druk i brak negatywów sprawiały, że nie można było robić odbitek. Był tylko jeden, oryginalny egzemplarz każdej fotografii – wspomina czasy świetności aparatów firmy Polaroid znany polski fotograf i Jacek Poremba.
Jacek Poremba
fotograf
Poremba tłumaczy, że specyfika tych aparatów i robionych z ich pomocą zdjęć wpływała na sposób pracy fotografów: w czasie sesji robiło się zaledwie 4-5 zdjęć. – To zupełnie inna energia, wielkie skupienie – mówi Poremba, przyznając, że w tych zdjęciach cenił sobie nie tylko ich unikalność, ale także malarskość i plastyczność.
Nie dziwi jednak, że wraz z popularyzacją fotografii cyfrowej zainteresowanie wynalazkiem Edwina H. Landa z 1947 roku spadało – coraz mniej sposób chciało korzystać z “systemu fotografii natychmiastowej”.
O systemie fotografii natychmiastowej
za Polskim Radiem
Niestety, firma Polaroid była zmuszona zawiesić proces wytwarzania swojego sztandarowego produktu: w 2008 roku wydawało się, że fotografia natychmiastowa przeszła do historii…
"Masa śmiechu" Stało się jednak inaczej: już w 2010 grupa zapaleńców zebrana pod marką Impossible wznowiła produkcję filmów do klasycznych aparatów Polaroid. Ale nie tylko oni wyczuli, że prędzej czy później klienci zatęsknią za fotografią natychmiastową: wkrótce na rynek trafiły nowe (zarówno analogowe jak cyfrowe) aparaty Polaroida oraz Fuji (te drugie firmowane marką Instax).

– Nowe, cyfrowe aparaty również oferują natychmiastowy druk. W porównaniu z klasycznymi modelami z lat osiemdziesiątych wydruki są jednak bardziej trwałe, lepszej jakości. A zdjęcia można przed wydrukowaniem poddać obróbce: wstawiając grafiki czy ramki – mówi Michał Ludowicz, przedstawiciel firmy dystrybuującej w Polsce produkty Polaroida.
Ludowicz przyznaje jednak, że zabawa w błyskawiczną fotografię jest dość kosztowna: poza aparatem, który kosztować może od 200-300 zł (w przypadku analogowych) po 800-1000 zł (za cyfrówki) tego trzeba doliczyć koszt wkładów: – W przypadku analogowych aparatów wychodzi jakieś 3-4 zł za zdjęcie. Z cyfrowymi jest taniej – 2-3 zł za jeden wydruk – mówi Ludowicz.

– Takie zdjęcie możemy komuś od razu wręczyć. Zamiast leżeć na dysku trafia niemal natychmiast w czyjeś ręce – tłumaczy Ludowicz dodając, że z nowej generacji aparatów do fotografii natychmiastowej korzystają nie tylko młodzi ludzie, ale i choćby firmy organizujące imprezy integracyjne. Na wielu z nich pojawiają się zresztą specjalne “fotobudki”.
– To zawsze wywołuje masę śmiechu. Fajne jest to, że z imprezy wychodzimy z gotowym zdjęciem w ręku – mówi Dominika Gazda z firmy HahaFoto, projektującej i wytwarzającej popularne fotobudki. Choć te eleganckie konstrukcje nie są oparte o aparaty Polaroida czy Fuji, lecz bazują na zestawie klasyczny aparat + drukarka, filozofia działania jest dokładnie taka sama: niemal natychmiastowy wydruk.

Dominika Gazda mówi, że gdy trzy lata temu wchodzili na rynek, byli trzecią tego typu firmą w kraju. – Dziś podobnych firm jest ok. 70 – mówi.
"To nie to samo" Widać więc wyraźnie, że po lekkim cyfrowym liftingu idea fotografii błyskawicznej ma się całkiem dobrze. Coraz więcej wesel, potańcówek integracyjnych czy klubowych imprez nie może się odbyć bez drukowanych od ręki zdjęć, które uczestnicy mogą na pamiątkę zabrać do domu.
– Mam wrażenie, że całkiem sporo młodych ludzi interesuje się fotografią błyskawiczną w jej nowej postaci – mówi Jacek Pormba. Zauważa jednak, że oferowana dziś przez cyfrowe polaroidy możliwość wykonania wielu wydruków jednego zdjęcia sprawia, iż fotografie te straciły swoją wyjątkowość. – To już nie to samo – mówi fotograf.
