
W latach osiemdziesiątych aparaty od Polaroida były krzykiem mody i awangardą technologicznego postępu w fotografii. Później zostały niemal całkiem wyparte przez standardowe aparaty cyfrowe. Ale nie zginęły. Dziś fotografia błyskawiczna znów wraca do łask.
Choć popularne Polaroidy kojarzą się przede wszystkim z zabawą, w przeszłości chętnie korzystali z nich także profesjonaliści. Służyły im do sprawdzania światła, ale również jako główne narzędzie – aparat, którym robiono zdjęcia będące końcowym efektem pracy.
Poremba tłumaczy, że specyfika tych aparatów i robionych z ich pomocą zdjęć wpływała na sposób pracy fotografów: w czasie sesji robiło się zaledwie 4-5 zdjęć. – To zupełnie inna energia, wielkie skupienie – mówi Poremba, przyznając, że w tych zdjęciach cenił sobie nie tylko ich unikalność, ale także malarskość i plastyczność.
Opierał się on na jednoetapowej metodzie konwersji obrazów negatywowych w pozytywy. Aparat Polaroid zawierał rolkę dwuwarstwowego papieru fotograficznego, złożonego ze światłoczułej emulsji negatywowej i materiału pozytywowego. Mieścił się w nim również zamknięty pojemnik zawierający odczynniki wywołujące. Cały skomplikowany proces wywoływania zdjęć odbywał się automatycznie we wnętrzu aparatu i trwał około minuty. CZYTAJ WIĘCEJ
Niestety, firma Polaroid była zmuszona zawiesić proces wytwarzania swojego sztandarowego produktu: w 2008 roku wydawało się, że fotografia natychmiastowa przeszła do historii…
Stało się jednak inaczej: już w 2010 grupa zapaleńców zebrana pod marką Impossible wznowiła produkcję filmów do klasycznych aparatów Polaroid. Ale nie tylko oni wyczuli, że prędzej czy później klienci zatęsknią za fotografią natychmiastową: wkrótce na rynek trafiły nowe (zarówno analogowe jak cyfrowe) aparaty Polaroida oraz Fuji (te drugie firmowane marką Instax).
– Nowe, cyfrowe aparaty również oferują natychmiastowy druk. W porównaniu z klasycznymi modelami z lat osiemdziesiątych wydruki są jednak bardziej trwałe, lepszej jakości. A zdjęcia można przed wydrukowaniem poddać obróbce: wstawiając grafiki czy ramki – mówi Michał Ludowicz, przedstawiciel firmy dystrybuującej w Polsce produkty Polaroida.
– Takie zdjęcie możemy komuś od razu wręczyć. Zamiast leżeć na dysku trafia niemal natychmiast w czyjeś ręce – tłumaczy Ludowicz dodając, że z nowej generacji aparatów do fotografii natychmiastowej korzystają nie tylko młodzi ludzie, ale i choćby firmy organizujące imprezy integracyjne. Na wielu z nich pojawiają się zresztą specjalne “fotobudki”.
Dominika Gazda mówi, że gdy trzy lata temu wchodzili na rynek, byli trzecią tego typu firmą w kraju. – Dziś podobnych firm jest ok. 70 – mówi.
Widać więc wyraźnie, że po lekkim cyfrowym liftingu idea fotografii błyskawicznej ma się całkiem dobrze. Coraz więcej wesel, potańcówek integracyjnych czy klubowych imprez nie może się odbyć bez drukowanych od ręki zdjęć, które uczestnicy mogą na pamiątkę zabrać do domu.

