Fabrice Muamba
Fabrice Muamba Fot. Stuart MacFarlane/ flickr.com

17 marca. 41. minuta meczu o Puchar Anglii. Nagle, na oczach tysięcy kibiców, piłkarz Boltion Wanderers, Fabrice Muamba, upada na murawę w pobliżu linii środkowej. Następuje reanimacja. Wszyscy zamarli. Lekarze wydają wyrok - piłkarz nie żyje. Po 78 minutach jego serce na nowo zaczyna bić. Cud? Łut szczęścia? A może doskonała pomoc lekarzy?

REKLAMA
O wydarzeniu z 17 marca pisano w mediach wiele, nawet bardzo wiele. Co niektórzy mówili o cudzie, inni o farcie. Fakt jest niezaprzeczalny - 23-letni piłkarz przeżył. Po chwilach radości kibice zaczęli zadawać sobie pytanie: Jak to możliwe, że jego serce nie biło przez ponad godzinę, a później, nagle, zaczęło prawidłowo pracować? Czy medycyna zna takie przypadki?

Pływanie, rower, na końcu bieg. Oto triathlon - współczesna pasja Polaków


Cud a może szczęście

- Nie wierzę w cuda - mówi w rozmowie z nami prof. dr hab. med. Andrzej Bedermann. Ale jak nie cud, to co? - W określonych warunkach jest to możliwe. W przypadku przeprowadzenia natychmiastowej i dobrej reanimacji. Im dłużej jest ona prowadzona, tym mniejsze jest prawdopodobieństwo tego, ze człowiek przeżyje - dodaje profesor. Tak więc, piłkarz pochodzący z Zairu może mówić o niezwykłym szczęściu i skutecznej pomocy lekarzy. Jak przyznał dr Jonathan Tobin w wywiadzie dla BBC, lekarze, reanimując piłkarza, tracili powoli wiarę w jej sukces: - W czasie reanimacji baliśmy się najgorszego. Nawet nie myśleliśmy o tym, że on może się tak szybko kurować. To nieprawdopodobne - mówił. Nieprawdopodobne to najlepsze słowo, kiedy przyglądamy się tej historii: - Nie można wykluczyć, że tak nie było. Jest to możliwe, choć osobiście mam wątpliwości - twierdzi prof. Andrzej Bedermann.
...a wszystko za sprawą lekarzy
Wątpliwości profesora nie są bezzasadne. Taka sytuacja nie zdarza się często. Właściwie nie istnieją metody pierwszej pomocy w takich sytuacjach. Decydująca w takich przypadkach jest szybka fachowa pomoc medyczna. Najwidoczniej taką pomoc uzyskał nasz sportowiec. Specjaliści twierdzą. że trzeba rozróżnić zatrzymanie akcji serca od zawału. Muambę musiało spotkać to pierwsze. Na szczęście. W jego przypadku nie trzeba było długo czekać na przeprowadzenie resuscytacji, która tutaj była niezbędna, co zauważa prof. Andrzej Bedermann.

Robert Lewandowski przemówił po niemiecku. A jak z językami obcymi radzą sobie inni polscy sportowcy?
Historia z happy endem
Czy rzeczywiście piłkarz nie żył - jak to określił dr Jonathan Tobin w wywiadzie dla BBC - przez te kilkadziesiąt minut? Trudno powiedzieć, czy można tak to nazwać. Faktem jest, że Muamba żyje i właśnie został wypisany po miesiącu ze szpitala. Co ważne, wyszedł z niego o własnych siłach.
Niezwykła historia tego piłkarza to przykład tego, że należy wierzyć. Cud, czy też nie - piłkarz dostał od losu w prezencie drugie życie. Oby je teraz w pełni wykorzystał.