Jarosław Kaczyński miał wielu lepszych kandydatów na premiera technicznego niż prof. Gliński.
Jarosław Kaczyński miał wielu lepszych kandydatów na premiera technicznego niż prof. Gliński. Fot. S.Kamiński/AG

– Składamy wniosek o wotum nieufności. To wniosek konstruktywny, a kandydatem na premiera ponownie jest prof. Gliński – obwieścił Jarosław Kaczyński. To zużyta kandydatura, która ma sporo słabości. A w otoczeniu politycznym PiS jest co najmniej kilkoro lepszych kandydatów. Oto piątka z nich.

REKLAMA
Prawo i Sprawiedliwość będzie chciało obalić rząd Donalda Tuska przez konstruktywne wotum nieufności, postawić go przed prokuraturą za niepodjęcie interwencji ws. Amber Gold i postawić przed Trybunałem Marka Belkę. Ale najbardziej zauważalna będzie próba tworzenia nowego rządu. – Dlaczego znowu prof. Gliński? – spytała dziennikarka TVP INFO. – Bo jest dobrym kandydatem – odparł prezes Kaczyński.
PiS chce więc powtórzyć "projekt Gliński" i znowu złoży wniosek o konstruktywne wotum nieufności, a na premiera zaproponuje swojego etatowego "kandydata na…". Takie odgrzewanie pomysłu nie przyniesie partii Jarosława Kaczyńskiego żadnych korzyści – może jedynie stać się źródłem kpin. Właściwie już się staje – w sieci zaczynają krążyć dobrze znane memy z "technicznym premierem".

Dlatego jeśli PiS chce cokolwiek ugrać na tym wniosku powinno wykonać nieco wysiłku intelektualnego i popracować nad znalezieniem i przygotowaniem nowego kandydata. Nie trzeba szukać daleko. Nie ma też sensu udawać, że "techniczny premier" będzie niezależny od Jarosława Kaczyńskiego.
Wszak w tym wszystkim nie chodzi o stworzenie nowego rządu (na to i tak nie ma szans), ale efekt medialny. Dlatego warto przyjrzeć się listom wyborczym do Parlamentu Europejskiego, środkowym rzędom sejmowych ław czy liście prelegentów konferencji "Polska Wielki Projekt".

Andrzej Zybertowicz


Ten toruńskie profesor kandydował z drugiego miejsca list Prawa i Sprawiedliwości i dostał prawie 40 tys. głosów (jedynka PO Jacek Rostowski o 7 tys. mniej). Jego kampania była sprawna, a Zybertowicz pokazał, że nie jest typowym, sztywnym profesorem, ale może być sprawnym politykiem. Aktywnie udzielał się w mediach społecznościowych, a jego występy telewizyjne należały do jednych z ciekawszych.
Poza tym jest ekspertem od bezpieczeństwa (był doradcą premiera Kaczyńskiego i prezydenta Kaczyńskiego), więc mógłby punktować rząd w sprawie uzbrojenia i kryzysu na Ukrainie. Jego wiedza mogłaby być też cenna w kontekście afery podsłuchowej – wszak to także duża wpadka służb.
Dla PiS Zybertowicz może być jednak trudny do strawienia, bo pod koniec kampanii nie bał się wytknąć słabości partii, co nie spodobało się prezesowi Kaczyńskiemu. Podobnie było podczas konferencji "Polska Wielki Projekt". Jak relacjonował na Twitterze Łukasz Warzecha, Zybertowicz przedstawił bardzo trzeźwą, choć gorzką analizę słabości PiS.

Zdzisław Krasnodębski


Kolejny profesor, kolejny z listy PiS do PE. Krasnodębskiemu zdecydowanie brakuje charyzmy Zybertowicza, ale trudno znaleźć ją też u Glińskiego. Jednak obycie międzynarodowe wykładowcy Uniwersytetu w Bremie jest sporą zaletą. To teraz trwają prace nad kształtem nowej Komisji Europejskiej, dlatego kandydat PiS mógłby rzucać wyzwania Donaldowi Tuskowi.

Paweł Szałamacha


To nie tylko poseł PiS i były wiceminister skarbu, ale też współzałożyciel Instytutu Sobieskiego (zrezygnował z funkcji prezesa po objęciu mandatu). Jest prawnikiem, ma doświadczenie w pracy w międzynarodowej korporacji, a dzięki pracy w Instytucie zgromadził wokół siebie zespół fachowców. To on mógłby być podstawą do stworzenia części rządu. Dzięki niemu PiS mógłby skutecznie atakować niepowodzenia gospodarcze rządu (słynne "ch***, dupa i kamieni kupa" o Inwestycjach Polskich).

Anna Streżyńska


Związana ze stowarzyszeniem Republikanie Przemysława Wiplera po krótkiej przygodzie z polityką (tworzyła Polskę Razem) chyba postanowiła wrócić do znacznie spokojniejszej pracy eksperta. Ale co innego branie udziału w wewnątrzpartyjnych przepychankach (a te wstrząsały Polską Razem), a co innego misja tworzenia technicznego rządu. Dla Streżyńskiej to szansa na merytoryczne wytknięcie błędów z rozwojem infrastruktury internetowej, informatyzacji administracji i wykorzystania środków z UE na rozwój.
Poza tym nie bez znaczenia jest to, że Streżyńska jest kobietą. PiS mógłby postawić ją w kontrze do brutalnego języka nagranych polityków i przekonywać, że dzięki niej może nastąpić zmiana jakościowa w polskiej polityce.

Marek Jurek


Jurek przez lata był na marginesie – po odejściu z PiS i stworzeniu Prawicy RP nie odgrywał żadnej roli w polityce. I paradoksalnie wyszło mu to na dobre, bo opinia publiczna nie traktuje go jak polityka uwikłanego w codzienną wymianę ciosów, ale kogoś spoza polityki. Do Parlamentu Europejskiego wszedł z list z PiS, ale jako kandydat Prawicy RP. Dlatego mógłby być zaakceptowany przez polityków, którzy na PiS reagują alergicznie – Jurek byłby kandydatem znacznie bardziej kompromisowym.