
– Składamy wniosek o wotum nieufności. To wniosek konstruktywny, a kandydatem na premiera ponownie jest prof. Gliński – obwieścił Jarosław Kaczyński. To zużyta kandydatura, która ma sporo słabości. A w otoczeniu politycznym PiS jest co najmniej kilkoro lepszych kandydatów. Oto piątka z nich.
@janmikruta dlaczego? Przecież on się na to zgadza. Dobrowolnie
— Agnieszka Rucińska (@AgaRucinska) czerwiec 26, 2014
GlIński ponownie kandydatem na kandydata... PiS chyba nie chce jednak wygrać wyborów... Współczuje prof. Glińskiemu takich partnerow
— Cezary Tomczyk (@CTomczyk) czerwiec 26, 2014
Gliński - reaktywacja / wotum nieufności. To ja przepraszam.
— Wojciech Mucha (@WojciechMucha) czerwiec 26, 2014
Pierwszy kandydat na premiera, który jest jednocześnie kandydatem na prezydenta RP i prezydenta Warszawy
— Ojciecredaktor (@OjciecRedaktor) czerwiec 26, 2014
Gliński. Powrót pic.twitter.com/VFmk0IxkKR
— Tomasz Bona (@TomaszBona) czerwiec 26, 2014
Dlatego jeśli PiS chce cokolwiek ugrać na tym wniosku powinno wykonać nieco wysiłku intelektualnego i popracować nad znalezieniem i przygotowaniem nowego kandydata. Nie trzeba szukać daleko. Nie ma też sensu udawać, że "techniczny premier" będzie niezależny od Jarosława Kaczyńskiego.
Andrzej Zybertowicz

Ten toruńskie profesor kandydował z drugiego miejsca list Prawa i Sprawiedliwości i dostał prawie 40 tys. głosów (jedynka PO Jacek Rostowski o 7 tys. mniej). Jego kampania była sprawna, a Zybertowicz pokazał, że nie jest typowym, sztywnym profesorem, ale może być sprawnym politykiem. Aktywnie udzielał się w mediach społecznościowych, a jego występy telewizyjne należały do jednych z ciekawszych.
Zdzisław Krasnodębski

Kolejny profesor, kolejny z listy PiS do PE. Krasnodębskiemu zdecydowanie brakuje charyzmy Zybertowicza, ale trudno znaleźć ją też u Glińskiego. Jednak obycie międzynarodowe wykładowcy Uniwersytetu w Bremie jest sporą zaletą. To teraz trwają prace nad kształtem nowej Komisji Europejskiej, dlatego kandydat PiS mógłby rzucać wyzwania Donaldowi Tuskowi.
Paweł Szałamacha

To nie tylko poseł PiS i były wiceminister skarbu, ale też współzałożyciel Instytutu Sobieskiego (zrezygnował z funkcji prezesa po objęciu mandatu). Jest prawnikiem, ma doświadczenie w pracy w międzynarodowej korporacji, a dzięki pracy w Instytucie zgromadził wokół siebie zespół fachowców. To on mógłby być podstawą do stworzenia części rządu. Dzięki niemu PiS mógłby skutecznie atakować niepowodzenia gospodarcze rządu (słynne "ch***, dupa i kamieni kupa" o Inwestycjach Polskich).
Anna Streżyńska

Związana ze stowarzyszeniem Republikanie Przemysława Wiplera po krótkiej przygodzie z polityką (tworzyła Polskę Razem) chyba postanowiła wrócić do znacznie spokojniejszej pracy eksperta. Ale co innego branie udziału w wewnątrzpartyjnych przepychankach (a te wstrząsały Polską Razem), a co innego misja tworzenia technicznego rządu. Dla Streżyńskiej to szansa na merytoryczne wytknięcie błędów z rozwojem infrastruktury internetowej, informatyzacji administracji i wykorzystania środków z UE na rozwój.
Marek Jurek

Jurek przez lata był na marginesie – po odejściu z PiS i stworzeniu Prawicy RP nie odgrywał żadnej roli w polityce. I paradoksalnie wyszło mu to na dobre, bo opinia publiczna nie traktuje go jak polityka uwikłanego w codzienną wymianę ciosów, ale kogoś spoza polityki. Do Parlamentu Europejskiego wszedł z list z PiS, ale jako kandydat Prawicy RP. Dlatego mógłby być zaakceptowany przez polityków, którzy na PiS reagują alergicznie – Jurek byłby kandydatem znacznie bardziej kompromisowym.
