
Mark Simpson – człowiek, który wymyślił określenie “metroseksualność” – na łamach brytyjskiej prasy ogłosił kres takiego właśnie modelu męskości. Wedle Simpsona metroseksualni mężczyźni coraz częściej ewoluują w stronę “spornseksualności”. Co to właściwie znaczy?
Brazylijski piłkarz Neymar na trwającym mundialu strzelił już dla swojej reprezentacji 4 gole. Ale ci, którzy znają się na piłce nożnej wiedzą, że napastnik Canarinhos lubi chodzić w świetle fleszy nie tylko na boisku. Neymar od zawsze przyciągał uwagę wystylizowaną fryzurą, błyszczącą biżuterią i niebanalnym strojem.
– Wprawdzie jestem troszkę ekstrawagancki, dla przykładu lubię mieć ogolone nogi, lecz nie postrzegam siebie jako osoby w typie Davida Beckhama – mówił przed rokiem gwiazdor. – Owszem, lubię kupować sobie nowe ubrania, miło jest pachnieć dobrymi perfumami, a także posiadać modną fryzurę. Jednak nie określiłbym siebie jako metroseksualistę – dodawał.
Z tym, że Neymar nie jest mężczyzną metroseksualnym, zgodziłby się zapewne Mark Simpson – twórca tego określenia. Najprawdopodobniej jednak podsunąłby piłkarzowi nowy termin opisujący model męskości lansowany przez Neymara i jemu podobnych: to “spornseksualność”. Simpson niedawno pochwalił się tym neologizmem w brytyjskiej prasie.
Ciało zamiast ubrania Swój tekst w “The Telegraph” Simpson zaczyna od przypomnienia, że “mężczyzna metroseksualny” ma już 20 lat: po raz pierwszy bowiem autor użył tego słowa w swoim artykule podsumowującym targi męskiego stylu magazynu “GQ” w 1994 roku.
Metroseksualizm
za WIkipedią
Przez te dwie dekady mężczyźni wznieśli jednak widoczną już wówczas tendencję na kolejny poziom: kiedyś męski narcyzm zaspokajały kosmetyki, ubrania i fryzury. Dziś, w świecie mediów, selfies i internetowego porno, mężczyźni “chcą być pożądani dzięki swoim ciałom, nie dzięki zawartości szafy” – twierdzi Simpson.
“The Telegraph”
Dlatego też w centrum męskości znajdować się ma dziś właśnie troska o ciało: atletyczne i piękne niczym u piłkarza lub aktora porno.
“Ta nowa fala wstawia ‘seksualność’ do metroseksualności” – pisze Simpson tłumacząc barwnie, że “spornseksualny” to najlepsze słowo, by określić “przytyranych potomków Ronaldo i Beckhama z reklam na pudełkach śniadaniowych, gdzie sport poszedł do łóżka z pornosami podczas gdy pan Armani robił zdjęcia”.
Być jak Neymar Z obserwacją Marka Simpsona zgadza się psycholog Barbara Stawarz, która rozmawiała w naTemat z Jakubem Nochem o współczesnych wzorcach męskości.
– Jak najbardziej się zgadzam. Proszę choćby rzucić okiem na lansowanych w telewizji aktorów: role “typowych” facetów grają mężczyźni przystojni, umięśnieni, wypielęgnowani. Ci, którzy są nikłej postury i naprawdę przeciętnej urody są wrzucani do szufladki “aktor charakterystyczny” i skazani na pomniejsze, często groteskowe role – ocenia Stawarz w rozmowie z naTemat.
Zdaniem psycholog ta tendencja nie ominęła też naszego kraju.
Barbara Stawarz
psycholog
Wygląda więc na to, że “tyrania pięknego wyglądu”, podsycana jeszcze przez biznes, który na męskich kosmetykach, ubraniach czy siłowniach zarabia krocie, staje się coraz mocniejsza. Kiedyś, by nie być kojarzonym z niezadbanym “facetem w starym stylu”, wystarczyło ratować się modnym ciuchem czy wizytą u fryzjera. Teraz wymagania zdają się być znacznie bardziej wyśrubowane: dawny Beckham to już za mało. Nadchodzi czas Ronaldo i Neymara.
