
Okazuje się, że biznesmen Marek Falenta przewija się nie tylko w tej najgłośniejszej aferze podsłuchowej. O próbę założenia podsłuchu oskarżali go bowiem także partnerzy z branży węglowej.
REKLAMA
O tym, że oskarżenia o zakładanie podsłuchów nie są Markowi Falencie obce, informuje najnowszy „Newsweek”. Z ustaleń tygodnika wynika, że pod koniec kwietnia Falenta zaczął przewijać się w aferze na nieco mniejszą skalę. Na posterunku w Bielsku Podlaskim pojawił się wówczas szef firmy węglowej Krex, którego zaniepokoiła zawartość teczki z pismami, jakie dotarły do niego w korespondencji z firm Falenta Investments i związanej z Kremlem KTK Polska.
W teczce z tymi dokumentami miał być ukryty podsłuch. W przeciwieństwie do najważniejszych polityków w kraju, szef Krex mógł jednak liczyć na czujność swoich współpracowników. Co prawda, zagrożenia nie zauważyli ochroniarze, a... główny księgowy firmy. To on zwrócił uwagę, że teczka ma nietypowe dodatki. Gdy w firmie Krex rozcięto jej okładkę, okazało się, iż znajduje się tam urządzenie złożone z małych baterii i mikrofonu.
Najnowszy „Newsweek” sporo uwagi poświęca jednak także kelnerom, których Marek Falenta miał opłacać, by ci prowadzili dla niego małe studio nagrań, w którym nieświadomie występowali wpływowi politycy i biznesmeni. Tygodnik zwraca szczególną uwagę na różnice w rzekomych zarobkach pierwszego oskarżonego w sprawie afery podsłuchowej Łukasza N z „Sowa i przyjaciele”, a na przykład somelliera Konrada L. Z „Amber Room”.
Z przecieków przedostających się z prokuratury do mediów wynika, że Łukasz N. miał dostać od Marka Falenty 100 tys. zł i luksusowy zegarek, gdy Konrad L. zadowolił się jedynie 10 tys. zł. Być może na różnice w zarobkach wpływało to, iż N. mógł pochwalić się sporym zaufaniem prominentów. Jak donosi „Newsweek”, najważniejsi Polacy ufali mu tak bardzo, że chorej żonie jednego z biznesmenów zawoził on rosół do domu, a młody polityk PO chętnie zapraszał go na wspólne treningi na siłowni.
Więcej na temat kulisów afery taśmowej i roli jaką odgrywali w niej Marek Falenta, kelnerzy, a także dziennikarz Piotr Nisztor w najnowszym wydaniu tygodnika „Newsweek”
