Artystyczne ciasto w kształcie czarnoskórej kobiety
Artystyczne ciasto w kształcie czarnoskórej kobiety YouTube

Minister kultury Szwecji, Lena Liljeroth, kroi ciasto i z zadowoleniem zabiera je na talerzyk. Byłoby to zupełnie normalne, gdyby nie fakt, że tort ma kształt czarnoskórej kobiety. Cała sytuacja została nagrana i wywołała burzę w skandynawskim kraju. Makode Aj Linde, artysta i twórca ciasta, twierdzi, że chciał w ten sposób zwrócić uwagę na problem okaleczania kobiet w Afryce. To nie pierwszy raz, kiedy kontrowersyjna forma przysłania przekaz. Czy tak powinno być?

REKLAMA
Na poniższym filmiku widać, jak szwedzka minister kroi ciasto, po czym z zadowoleniem zabiera je na talerz. Forma tortu jest wyjątkowo odpychająca - widać, że to człowiek w dziwnej interpretacji. Jego czerwone wnętrze od razu nasuwa skojarzenia z wylewającymi się wnętrznościami. Pieprzu całej sprawie dodaje fakt, że ciasto to czarnoskóra kobieta, a jej głową była... żywa głowa artysty.
Niezrozumiany przekaz...
Wszystko to odbyło się z okazji 75. rocznicy Szwedzkiej Federacji Artystów. W muzeum sztuki nowoczesnej w Sztokholmie Makode Aj Linde skonstruował wyjątkowo okrutną, dla odbiorcy, instalację. Tułów to ciasto przeznaczone do krojenia. Głowa zaś należała do samego Linde, schowanego pod stołem. Gdy widzowie-uczestnicy performance'u kroili ciasto, głowa przeraźliwie krzyczała. W tle - śmiechy i rozluźnienie.
Popkultura też szokuje

Za naczelną prowokatorkę w kulturze popularnej uważa się Madonnę. Jej najbardziej szokującym występem było założenie korony cierniowej i "powieszenie się" na krzyżu podczas koncertu w 2006 roku. Piosenkarka chciała w ten sposób zwrócić uwagę na problem głodu na świecie.

Efekt? Narodowe Stowarzyszenie Szwedzko-Afrykańskie uznało mini-spektakl za obraźliwy i rasistowski. Ciasto to karykatura czarnoskórej kobiety, a minister kultury nie ma w sobie wyczucia sytuacji - zarzuca w rozmowie z telewizją Al-Jazeerą rzeczniczka stowarzyszenia, Kitimbwa Sabuni.
W Al-Jazeera autor żalił się, że nie został poprawnie zrozumiany. Chciał przede wszystkim zwrócić uwagę na okaleczanie kobiet w Afryce. W wielu tamtejszych plemionach, szczególnie radykalnie islamskich, dokonuje się kobiecego obrzezania. Małym, 8-9-letnim dziewczynkom zazwyczaj usuwa się łechtaczki i zaszywa pochwy tak, by aż do ślubu nie mogły stracić dziewictwa. Odbywa się to w warunkach dalekich od jakiegokolwiek humanitaryzmu. Na żywo, bez znieczulenia, na kawałku drewna udającym stół operacyjny, kuchennymi nożami, nierzadko tępymi. Potem dziewczynki muszą od razu wstać i radzić sobie same z kalectwem - fizycznym i psychicznym. To problem poważny, głęboki i poruszany już wielokrotnie w debacie publicznej na Zachodzie.
… I zła forma?
- Metoda, jaką przyjął artysta, nie ma nic wspólnego z żeńskim obrzezaniem. Może być uznane tylko za kpinę z rasizmu - stwierdza dla Al-J Kitimbwa Sabuni. Zupełnie inaczej podchodzi do tego profesor Ryszard Ługowski, specjalista od performance'u z warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. - To krojenie symbolizowało jakiś problem, forma była związana z przekazem, a artysta sam się w dziele umieścił, więc nie można tego oceniać aż tak surowo - uważa profesor.
Potwierdza to opinia szwedzkich krytyków. Chwalili oni projekt Aj Linde. Za bardzo wyrazistą formę, jasny przekaz, dzieło związane z problemem, na który kładzie nacisk autor. Pochwały środowiska po raz kolejny rozminęły się z reakcją opinii publicznej. Jedyny element, który w tej wystawie był niepotrzebny, to szwedzka minister kultury.
- To pewne nadużycie ze strony artysty. Polityk została zmanipulowana, by wziąć udział w tym przedstawieniu - ocenia prof. Ługowski. - Chociaż, oczywiście, mogła się przygotować i sprawdzić co to za instalacja i czemu służy.
Skruszona Lena Liljeroth tłumaczyła potem mediom, że nie wiedziała o co tam chodzi i na pewno nie chciała, by zostało to odebrane za rasizm. I jeśli ktoś poczuł się urażony, to pani minister przeprasza. Z drugiej strony jednak, gdyby nie jej udział, o całej sprawie nikt pewnie by się nie dowiedział.

Hollywood zniszczy Zachodnią Cywilizację CZYTAJ WIĘCEJ

Krzyż w penisie, własny pogrzeb
W Polsce podobne kontrowersje wzbudziło zdjęcia penisa w krzyżu. Takie "dzieło" w 2001 roku stworzyła Dorota Nieznalska i w jej zamyśle miała to być krytyka męskości. Wyszła zaś ogólnopolska awantura i zarzuty o obrazę uczuć religijnych. Posłowie Ligi Polskich Rodzin wkroczyli wówczas na drogę sądową, ale ostatecznie - chociaż dopiero w 2010 roku - Nieznalską uniewinniono. Uzasadnienie było takie, że artystka nie chciała nikogo obrazić. Ponownie jednak, krytycy nie wydawali się specjalnie wzburzeni ani zdziwieni.
- To delikatna sprawa. Każdy przypadek powinno się rozpatrywać indywidualnie - sugeruje prof. Ryszard Ługowski z warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, specjalista od performance'u. - Artysta może odwołać się do drastycznych metod, by zwrócić na coś uwagę. Pytanie tylko, na ile te treści są ważne i jak forma nawiązuje do tematu - ocenia wykładowca ASP.
- Jeżeli metodami publicystycznymi i politycznymi nie dajemy rady zwrócić uwagi na dany problem, to wtedy potrzebni są artyści, którzy wstrząsną społeczeństwem i pokażą to, co ważne. Ja swoją sztukę tak uprawiałam i stoję za tymi artystami, którzy mają odwagę, by stosować takie metody - dodaje Zuzanna Janin, która kontrowersje wzbudziła zorganizowaniem własnego pogrzebu. Już przed tym była uznaną twórczynią. Jej prace można oglądać, między innymi, w Niemczech, Szwajcarii, Włoszech i Polsce.
Ryszard Ługowski zauważa też pewną prawidłowość związaną z medialnym szumem wokół sztuki. - Kiedy pojawia się jakiś skandal, więcej ludzi przychodzi na wystawy. Nawet jeśli z początku są słabo nastawieni, to potem nabierają dystansu i kształcą odbiór. W efekcie, skandale służą sztuce - ocenia profesor z ASP.
Gdy idea się gubi
Czasem artyści zbyt bezpośrednio nawiązują do swojej idei. Guillermo Vargas z
Janusz Palikot - szlachetny skandalista?

W polskiej polityce jednym z największych prowokatorów jest Janusz Palikot. Zasłynął m.in. wystąpieniem na konferencji prasowej ze sztucznym penisem w ręku. Jego intencją wówczas było zauważenie problemu molestowania i gwałtów na komisariatach. Jego przekaz, niestety, zgubił się w doniesieniach medialnych. CZYTAJ WIĘCEJ

Kostaryki głodził na wystawie psa. Kiedy świat obiegła informacja o tym, że zwierzę zmarło na oczach widzów, na twórcę spadła jednoznaczna i ostra krytyka. Później okazało się, że pies jednak żyje i po prostu uciekł po tym, jak go wypuszczono, a sam Vargas regularnie go dokarmiał. Autor chciał w ten sposób zauważyć problem bezpańskich psów na ulicach. Niestety, jego przekaz, jakkolwiek słuszny, kompletnie zanikł przez zbyt ostrą formę.
- Gdy pojawia się sztuka, której treść może ginąć w formie, pojawia się rola krytyków i środowisk artystycznych. Ich zadaniem wtedy jest dotrzeć do intencji twórcy, przekazać je ludziom i mediom, by nie powtarzano błędnych informacji - uważa Zuzanna Janin. - Czasem przecież wystarczą dwa zdania, by naprowadzić odbiorców na odpowiednią interpretację.
Artystka w rozmowie z nami podkreśla, że w Polsce rzadko zdarzają się humbugi. Poziomu wystaw pilnuje cały system - kuratorzy, dyrektorzy, krytycy i wreszcie sami twórcy.
Skandal niezbędny?
- Niektórzy robią to z wyczuciem, a niektórzy przekraczają moralną granicę. Ale czasem bez kontrowersji ciężko jest coś przekazać - uważa prof. Ługowski. - To problem dzisiejszych czasów. Medialna rzeczywistość spycha artystów w niszę. Dlatego twórcy, szczególni młodzi, kiedy chcą zaistnieć, wywołują skandale - tłumaczy profesor. Jego zdaniem, artyści sięgają po kontrowersje, bo sztuka z galerii i wystaw nie jest obecna w mediach, a przecież jakoś przekaz musi trafić do szerszej grupy osób.
- Artysta, po wyjściu ze specjalistycznej szkoły, powołany jest do tego, by być zauważonym. Nie możemy tego uznawać za wadę ani coś złego. Dzieło sztuki ma być zauważone i oddziaływać - przypomina artystka. - Poza tym, wielu z nich już jest znanych w środowisku i jeśli robią coś kontrowersyjnego, to nie po to, by stać się bardziej sławnym, ale uznają to za krok dalej w swoim rozwoju. Mówią o jakimś ważnym problemie mocniejszym głosem - wskazuje Janin, której zdaniem podobnie musiało być ze Szwedem Aj Linde. Skoro ktoś go zaprosił, to znaczy, że już musiał być znany i miał po prostu w wyrazisty sposób pokazać pewną ideę.
Przy czym profesor Ługowski podkreśla, że faktycznie istnieje grupa artystów, którym chodzi wyłącznie o szum, krzyk i zaistnienie. - Oni właśnie nie mają wyczucia, chociaż zdarza się, że potem go nabierają, to też kwestia pewnej dojrzałości artystycznej - wyjaśnia nasz rozmówca. Jak uniknąć takich wpadek? - Profesjonalny artysta powinien przygotować solidną informację prasową, jak i objaśnienie przy samej instalacji czy wystawie. Krytycy mogą wiedzieć o co chodzi, ale zwykli odbiorcy nie zobaczą tego samego, co osoby obeznane ze sztuką - wskazuje prof. Ługowski.
Jakie stawiać pytanie
Zazwyczaj media, jak i opinia publiczna, pytają artystów: gdzie jest granica? Zuzanna Janin proponuje jednak, by spojrzeć na to z drugiej strony. - Ja bym raczej zadała pytanie: czy są granice braku zrozumienia lub niechęci zrozumienia wobec artysty? - mówi nam artystka. - W rozwiniętych społeczeństwach, wyedukowanych, artyści pełnią wyjątkową funkcję: są swoistym papierkiem lakmusowym, który pokazuje problemy, ograniczenia, ludzkie nieszczęścia - tłumaczy Janin.
Czy misyjna rola artystów usprawiedliwia ich, nie zawsze delikatne, działania? - To tak jak z lekarzami. Czasem robią coś, co boli, ale też leczy - podsumowuje Zuzanna Janin.