
Nic tak nie ożywia gazety, jak śmierć – do takiego wniosku doszedł w latach 70. Gunter Wallraff, który pod przybranym nazwiskiem Hansa Essera na rok zatrudnił się w niemieckim „Bildzie”. Im bardziej tragiczna, bardziej spektakularna i niezwykła – tym lepiej. Im bardziej znany czy popularny ten, kto umarł – tym lepiej. Dla sprzedaży gazety. Dziś – także dla odsłon w portalu. W mediach handel śmiercią trwa w najlepsze.
Informację, która zaczęła żyć własnym życiem, na swoim Twitterze zdementowała dziennikarka Polsat News Agnieszka Gozdyra, wyrażając oburzenie, jak można było zamieścić niesprawdzoną informację. Wściekli byli także internauci.
To koniec czytania Pudla. Nigdy już nie zajrzą na tę stronę. Wykasowałem ją ze swoich zakładek. Wyrzucam Pudla ze swojego życia. Proponuję innym zrobić to samo.
Nienormalni. Jak można pisać takie bzdury? Aniu, trzymam kciuki za długie i szczęśliwe życia.
Takich ludzi powinno się zamykać, poziom polskiego dziennikarstwa jest zerowy, tylko sensacje, najczęściej nieprawdziwe.
Zasadę, że „jeden trup na Marszałkowskiej równa się dziesięciu trupom w Paryżu, stu trupom w Nowym Jorku, tysiącu trupów w Brazylii, dziesięciu tysiącom trupów w Chinach” stosował już wydawca "Kuriera Informacyjnego i Telegraficznego" z okresu dwudziestolecia międzywojennego Henryk Butkiewicz. Śmierć dobrze sprzedaje.
Po pierwsze, zdjęcia te nie pokazują żadnego okropieństwa, którego czytelnicy by nie znali, a wręcz przeciwnie – wydaje się z nich, że żadnej wojny nie ma, a zabity wygląda identyczne jak w każdej strzelaninie mafijnej. Po drugie, istnieje taka zasada, że nie pokazuje się twarzy zabitych, z uwagi na uczucia ich rodzin.
Po trzecie, wykorzystałeś śmierć kolegi dla zarobienia pieniędzy. Wielokrotnie tłumaczyłeś, że publikowanie w gazecie rozmaitych rzeczy, których przyzwoitość ludzka a rzetelność dziennikarska nie dopuszcza, jest konieczne dlatego, że 'czytelnicy mają prawo wiedzieć'.
Im chodzi o szczególną duchową odmianę przemocy, która nie wymaga koktajlów Mołotowa ani karabinów maszynowych. Jej ofiarami są ludzie ich myśli, uczucia i godność (…) Tutaj każdy pisze o wszystkim; sprawy o którą chodzi nie musi wcale rozumieć musi tylko dostrzec historyjkę, odkryć tkwiącą w niej anomalię, osobliwość rozdmuchać ją, nawet gdyby była najbardziej błaha.
Uciekamy więc od tematu śmierci, jednak media, doskonale wiedząc, że „śmierć sprzedaje”, ze szczegółami opisują zgony gwiazd – śmierć Michaela Jacksona, Whitney Houston, Paula Walkera, Amy Winehouse czy Phillipa Seymura Hoffmana w takim samym stopniu zasmuciła fanów, co nabiła kabzy wydawcom prasy i internetu, którzy posunęli się nawet do tego, by publikować wyniki sekcji zwłok i makabryczne niekiedy szczegóły. Kiedy w 2010 roku "Time" opublikował listę wiodących wydarzeń tego roku, tylko dwa z nich nie były związane ze śmiercią.
Śmierć stała się nam bliższa w tym sensie, że coś, co jest pokazywane niemalże codziennie, z czym obcujemy w dużej ilości siłą rzeczy staje się bardziej oswojone. Śmierć staje się dla nas bliska, "normalna", codzienna, mimo że jest przeżywana obrazami, w sposób zapośredniczony.
Nie doświadczamy jej jednak w sposób intymny, bo to się po prostu kłóci z istotą masowego przekazywania informacji. Kiedy czytamy o rzekomej śmierci znanej aktorki na portalu plotkarskim, zaraz obok jest informacja o celebrycie, który zabił kobietę na pasach, a potem o aktoreczce, która zapomniała założyć bielizny, to nie ma szans, abyśmy tę wiadomość o śmierci przełożyli na jakąś głębszą refleksję.

