
Odwołanie Roku Rosji w Polsce i Roku Polski w Rosji to najlepsza decyzja, jaką polski rząd mógł podjąć po zestrzeleniu pasażerskiego samolotu przez prorosyjskich separatystów? Nie wszyscy są co do tego przekonani. Część komentatorów, w tym także artystów, utrzymuje, że trzeba rozdzielić politykę i kulturę. Co ma Puszkin do Putina? - pytają.
REKLAMA
Już po rosyjskiej inwazji na Krym pojawiały się komentarze, że polski rząd powinien wycofać się z organizacji planowanych na 2015 rok obchodów Roku Polski w Rosji i Rosji w Polsce. Wtedy jednak oficjalny komunikat dyplomacji głosił, że "wydarzeń o charakterze kulturalno-promocyjnym nie należy łączyć z sytuacją polityczną wokół konfliktu rosyjsko-ukraińskiego".
Teraz, tuż po zestrzeleniu malezyjskiego samolotu przez prorosyjskich separatystów, ta ocena uległa zmianie. Minister Radosław Sikorski stwierdził, że polsko-rosyjskich imprez kulturalnych pod patronatem rządu nie będzie. Plany zostają odłożone, "i to na bardzo długo".
Politycy, wara od sztuki
Czy słusznie? Choć w publicznej dyskusji na ten temat dominują słowa aprobaty i zrozumienia, wciąż wiele osób uważa, że sztuka i polityka powinny chodzić swoimi drogami, a nasi rządzący przez wzgląd na Władimira Putina stają na drodze współpracy polskich i rosyjskich artystów.
Politycy, wara od sztuki
Czy słusznie? Choć w publicznej dyskusji na ten temat dominują słowa aprobaty i zrozumienia, wciąż wiele osób uważa, że sztuka i polityka powinny chodzić swoimi drogami, a nasi rządzący przez wzgląd na Władimira Putina stają na drodze współpracy polskich i rosyjskich artystów.
"Mimo że głęboko nie aprobuję tego, co Rosja robi dziś na Ukrainie, to jestem za tym, żeby ten rok się odbył, choć bez oficjałek, nie jako impreza państwowa, ale jako spotkanie artystów" - powiedział w rozmowie z "Rzeczpospolitą" Krzysztof Zanussi, polski reżyser, który często pracuje w Rosji.
O tę sprawę zapytaliśmy też aktorów znanych z występów w rosyjskich produkcjach. Joanna Moro, Michał Żebrowski, Mateusz Damięcki zgodnie odpowiedzieli, że nie chcą się publicznie wypowiadać. Inny artysta zgodził się na komentarz, ale anonimowo, bo "nie chce być okrzyknięty ruskim agentem".
Zwrócił uwagę, że przecież tak naprawdę to miał być Rok Kultury Rosyjskiej w Polsce i Rok Kultury Polskiej w Rosji. Nasze ministerstwo zaakceptowało 87 projektów, w tym m.in. promocję dramatów Tadeusza Różewicza, festiwal piosenek Anny German, pokaz filmu "Wałęsa. Człowiek z nadziei" czy "promocję polskiej muzyki tradycyjnej podczas International Choral Festival w Sankt Petersburgu". Gdzie tu polityka?
– Co ma Puszkin do Putina? Takie pytanie trzeba dzisiaj zadać. Moim zdaniem współpraca kulturalna może być dobrym sposobem oddziaływania na rosyjską opinię publiczną. Izolować można polityków, ale nie artystów. Izolacja w stosunkach międzyludzkich i kulturalnych do niczego nie prowadzi. Niestety, polski rząd wybrał kurs konfrontacji – stwierdził.
Nie przyjmuje argumentu, że wielu rosyjskich artystów popiera Putina i jego politykę na Ukrainie. – Rosjanie popierają Putina, ale czy to znaczy, że mamy nie wpuszczać ich do kraju. Mamy zamknąć przed nimi granice albo prześladować, bo deklarują sympatię do prezydenta? – zapytał.
Putin, nie Puszkin
Krytyka płynie też z innych środowisk. "No to odwołaliśmy Rok Rosji w Polsce. Moim zdaniem bez sensu. Mam podrzeć Annę Kareninę, Trzy siostry - po powrocie do domu?" – napisała na Twitterze dziennikarka Polsatu Agnieszka Gozdyra.
Krytyka płynie też z innych środowisk. "No to odwołaliśmy Rok Rosji w Polsce. Moim zdaniem bez sensu. Mam podrzeć Annę Kareninę, Trzy siostry - po powrocie do domu?" – napisała na Twitterze dziennikarka Polsatu Agnieszka Gozdyra.
"Oba wydarzenia stanowiły dużą szansę, żeby pokazać naszą umiejętność połączenia stanowczości w sprawie Ukrainy i jednocześnie szacunek dla rosyjskiej kultury. Polska wiele traci na przyprawianej jej w wielu zachodnich krajach gębie wrogów Rosji. To paradoksalnie zmniejsza nasze możliwości manewru w prowadzeniu polityki zagranicznej i wspieraniu Ukrainy" -–skomentował bloger naTemat Michał Matlak.
Co ciekawe, podobne argumenty słychać dziś w rosyjskich mediach. Publikacje na temat decyzji polskiego rządu śledzi dziennikarz Zygmunt Dzięciołowski. Jak mówi w rozmowie z naTemat, przyjazne Kremlowi ośrodki medialne forsują przekaz, że kultura właśnie padła ofiarą polityki. A główna argumentacja jest taka, że współpraca artystów mogłaby zbliżyć społeczeństwa obu krajów.
– Ale to nie tylko polski przypadek. Wczoraj w Rosji głośno było o popularnej piosenkarce Walerii, której mąż jest zaprzyjaźnionym z władzą biznesmenem. Zabroniono jej wjazdu na festiwal piosenki na Łotwie. To był duży cios. Waleria cały dzień opowiadała w telewizji, że kultura powinna być wyłączona spod sankcji – relacjonuje Dzięciołowski.
– Oczywiście są też media niezależne, które o decyzji Polski poinformowały szeroko i ze zrozumieniem – dodaje.
W jego ocenie słusznie wycofano się planów organizacji Roku Rosji w Polsce. – Wybitne dzieła kultury rosyjskiej czy polskiej dotrą do obu krajów bez celebry państwowej. W Rosji kochają na przykład polski teatr i polscy reżyserzy będą zapraszani niezależnie od tego, czy impreza się odbędzie - stwierdza.
Wojna na wszystkich frontach
Są i tacy, którzy jeszcze niedawno byli przeciwni anulowaniu polsko-rosyjskich wydarzeń kulturalnych, ale, podobnie jak rządzący, zmienili zdanie po zestrzeleniu malezyjskiego samolotu. Jest wśród nich Alosza Awdiejew, znany aktor i piosenkarz rosyjskiego pochodzenia.
Są i tacy, którzy jeszcze niedawno byli przeciwni anulowaniu polsko-rosyjskich wydarzeń kulturalnych, ale, podobnie jak rządzący, zmienili zdanie po zestrzeleniu malezyjskiego samolotu. Jest wśród nich Alosza Awdiejew, znany aktor i piosenkarz rosyjskiego pochodzenia.
– Dwa miesiące temu uważałem, że taka decyzja to byłaby przesada. Ale w tej chwili myślę, że jest racjonalna i uzasadniona. Wszystkie wydarzenia rozwijają się w kierunku konfrontacji Rosji z Europą i, czy chcemy czy nie, ona rozprzestrzenia się na kulturę – komentuje dla naTemat.
Ja nie chciałbym pojechać do Rosji i tam grać. Nie zgodzę się na to. Moralnie jesteśmy związani z Ukrainą i sam fakt, że codziennie giną tam dziesiątki ludzi, jest przesądzający. Jest mi wstyd za to, że ludzie kultury w Rosji wciąż stoją za Putinem.
Awdiejew nie chce przewidywać, kiedy sytuacja ulegnie zmianie. – Może Rosjanie w jakiś sposób uświadomią sobie, na czym polega całe nieszczęście. Ale może być też inny scenariusz: wojna. I wtedy tym bardziej nie wyobrażam sobie tutaj rosyjskich artystów – podkreśla.
