
"Podnieście podatki 'tłustym misiom' i obniżcie najuboższym, (...) żeby najwyżej kilku misiów odłożyło na później zakup maserati. A jak im się nie podoba, niech sobie wyjeżdżają do Rosji jak Depardieu, nie będę po nich płakać" – napisał do polityków Platformy Obywatelskiej Wojciech Orliński z "Gazety Wyborczej". I wywołał burzę. Redakcyjny kolega zarzuca mu "łamanie ideowych fundamentów 'GW'", a prezes Almy Jerzy Mazgaj twierdzi, że to "idiotyczna, pusta demagogia" rodem z czasów stalinizmu.
Co ten zwrot miałby oznaczać? Publicysta wymienia m.in. "obronę świeckości państwa" i "dowartościowanie pracy", ale najwięcej emocji wzbudził jego postulat dotyczący podatków. Jak pisze, nie rozumie, dlaczego zarabiający kilka czy kilkadziesiąt razy więcej od niego prezesi spółek giełdowych "mają płacić liniowe 19 procent".
Platforma kiedyś proponowała liniowy podatek dla wszystkich według formuły 3×15. To był moim zdaniem głupi pomysł. Na taką Platformę nigdy bym w życiu nie zagłosował. Ale już nie ma polityków forsujących takie pomysły. A PIT w Polsce nadal jest praktycznie liniowy, w dużym stopniu dzięki Zycie Gilowskiej. To znaczy, że nieproporcjonalnie surowo opodatkowani są najubożsi, ku pożytkowi „tłustych misiów”. Czytaj więcej
Pomijając sam postulat bardziej progresywnego systemu podatkowego, uderza prowokacyjna retoryka. Bogaty to "tłusty miś" (określenie to wymyślił nie Orliński, a szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz), którego główną ambicją jest zakup maserati. "Misiów" jest niewiele, więc po co się z nimi liczyć. Będą się sprzeciwiać? Droga wolna, nikt ich w Polsce nie trzyma.
– Jak można karać ludzi za to, że są pracowici? Że zamiast leżeć pod palmami czy kupować maserati otwierają fabryki. Dziś rozwijają się te kraje, które postawiły na klasę średnią. To ona napędza popyt, tworzy miejsca pracy. Uważam, że w interesie Polski są jak najniższe podatki. Tam, gdzie jest podatek liniowy, żyje się całkiem dobrze. Wpływy do budżetu wcale nie maleją, a jeśli już, to tylko w pierwszych dwóch miesiącach. To tak jak z akcyzą: podwyższono ją, a dochody wcale nie wzrosły – tłumaczy.
Zresztą, o czym my tu rozmawiamy? PO nie podwyższy podatków dla najbogatszych. W pewnych momentach może nie jest tak probiznesowa, jak mogłaby być, ale jednak, jak się popatrzy na ostatnie 7 lat, to w biznesie nie działy się straszne rzeczy. Najważniejsze, że nie przeszkadza.
To i tak wyważone wypowiedzi. Redakcyjny kolega Orlińskiego Wojciech Maziarski skomentował "list do Platformy" w dużo ostrzejszych słowach. Zarzucił wręcz publicyście, że "bez skrępowania ujawnia ciągoty autorytarne".
A co na postulat Orlińskiego adresat jego listu, czyli Platforma? Zapytałem Marcina Święcickiego, posła PO z sejmowej komisji finansów. Też nie podoba mu się retoryka, bo hasła o misiach, maserati i Rosji uznaje za "ideologiczne zadęcie". – Raczej powinniśmy iść w kierunku jednolitej stawki podatku z dużymi kwotami wolnymi na dzieci. To jest system progresywny. Podwyższanie podatków byłoby karaniem za pracę – stwierdza.

