
Platforma Obywatelska straszy składem przyszłego rządu Prawa i Sprawiedliwości. Ale jej wyborców prawdziwym przerażeniem napawa to, kto spoza partii Jarosława Kaczyńskiego zostanie dokooptowany do rządu. Partii Janusza Korwin-Mikkego tak dramatycznie brakuje kadr, że ministrowie, wiceministrowie i szefowie departamentów z Kongresu Nowej Prawicy mogą być zmorą.
REKLAMA
Pakt stabilizacyjny w wersji turbo – tak może wyglądać koalicja PiS-KNP po wyborach parlamentarnych w 2015 roku. Kto tylko jest w stanie przypomnieć sobie codzienność rządów trójporozumienia PiS-LPR-Samoobrona wie, czego się spodziewać: wszystkiego.
Bo Kongres Nowej Prawicy będzie takim samym koalicjantem, jakim byli Andrzej Lepper i Roman Giertych: nieprzewidywalnym, żądnym stanowisk i zupełnie nieprzygotowanym do rządzenia. Prawo i Sprawiedliwość, według większości dzisiejszych prognoz, będzie tworzyło rząd z ludźmi Janusza Korwin-Mikkego.
Otwarte pozostaje pytanie, czy Korwin-Mikkemu uda się utrzymać jedność swojego klubu. Bo PiS-owi będzie się opłacało przeciągać pojedynczych posłów, tak jak próbowano to zrobić z Samoobroną (słynne taśmy Renaty Beger). Ale jeśli Korwin przekona swoich ludzi, że razem mogą ugrać więcej, Jarosław Kaczyński będzie musiał podzielić się ministerstwami.
Ale prezes PiS będzie negocjował twardo, oferując Kongresowi Nowej Prawicy raczej mało ważne ministerstwa. Ten sam scenariusz powtarzają wszystkie partie rządzące. W 2006 roku Samoobrona i LPR dostały resorty edukacji, rolnictwa, pracy i polityki społecznej oraz specjalnie utworzone ministerstwo gospodarski morskiej. Później Andrzej Lepper wynegocjował jeszcze ministerstwo budownictwa.
Wydaje się, że Janusz Korwin-Mikke może liczyć na podobny zestaw posad. Do tego dochodzą jeszcze stanowiska sekretarzy i podsekretarzy stanu w pozostałych resortach. To dalekie od tego, co chciałby Korwin-Mikke (finanse, gospodarka, sprawy zagraniczne, obrona, sprawiedliwość), ale jego ludzie nie pozwolą mu odrzucić propozycji Kaczyńskiego.
My nie musimy być przy władzy, mieć stołków. My nie będziemy robić ustępstw programowych, tylko techniczne – nie będziemy chcieli posad ministrów, premiera i innych. Zgadzamy się, by nas nie wybierać i dzięki temu mamy morderczą przewagę. Czytaj więcej
Bo chociaż sam Korwin-Mikke, jak i posłowie jego partii przekonują, że nie są żądni stanowisk, to raczej zaklinanie rzeczywistości. Ale ministerstwa mogą okazać się zbyt wysokimi progami dla ludzi Kongresu Nowej Prawicy. Jakieś doświadczenie w zarządzaniu urzędami mają tylko Przemysław Wipler (był szefem departamentu w Ministerstwie Gospodarki) i Stanisław Żółtek (w połowie lat 90. był wiceprezydentem Krakowa).
Janusz Korwin-Mikke
Sam Korwin-Mikke, choć był już posłem, nie był nawet wiceprzewodniczącym żadnej komisji. Być może dlatego właśnie chce zostać wicepremierem bez teki. Miałby wtedy wgląd w prace Rady Ministrów, mógłby na nie wpływać, ale sam nie byłby odpowiedzialny za żadną konkretną działkę.
Przemysław Wipler
Ale w rządzie nie może być pięciu ministrów bez teki, dlatego ludzie Kongresu Nowej Prawicy zostaną upchnięci po mniej ważnych resortach. Przemysławowi Wiplerowi mógłby przypaść w udziale znacznie dzisiaj osłabiony resort gospodarki. To w tym ministerstwie Wipler już pracował, zna je stosunkowo najlepiej.
Jeśli tylko Jarosław Kaczyński byłby w stanie przełamać urazę spowodowaną odejściem Wiplera z PiS, mógłby mu powierzyć prace nad deregulacją gospodarki oraz ułatwianiem procedur związanych z prowadzeniem firm. Dotychczas zajmowało się tym Ministerstwo Sprawiedliwości, ale to raczej z powodu Jarosława Gowina, który zaczął ten proces.
Artur Dziambor
Wiceprezes Kongresu jest z wykształcenia anglistą i prowadzi szkołę językową. Podobnie jak 8 lat temu Jarosław Kaczyński może zrezygnować z Ministerstwa Edukacji Narodowej dla PiS. Korwin-Mikke nie ma co liczyć na całkowitą likwidację państwowej edukacji, ale częściowe urynkowienie jest w zasięgu. Dlatego Dziamborowi może przypaść w udziale wprowadzanie bonów edukacyjnych.
Ale to bardziej praca dla ekonomisty niż nauczyciela. A z tą wiedzą bywa źle, co wyraźnie było widać w jednym z programów „Tak czy Nie” w Polsat News. Podczas dyskusji o OFE wyraźnie było widać, że Dziambor ma spore braki w wiedzy ekonomicznej i będzie musiał dużo popracować, aby poradzić sobie na stanowisku wymagającym umiejętności menadżerskich.
Jacek Wilk
Ten Warszawski adwokat jest też ekonomistą i informatykiem, a jego kancelaria zajmuje się prawem informatycznym. Dlatego Wilk z powodzeniem mógłby objąć stworzony dla Michała Boniego resort administracji i cyfryzacji. Wtedy mógłby przyciągnąć do resortu Annę Streżyńską, która po odejściu z Urzędu Komunikacji Elektronicznej współpracowała ze Stowarzyszeniem Republikanie Przemysława Wiplera.
Wilk mógłby realizować tam jeden z priorytetów korwinistów, czyli ograniczenie administracji. Ale musiałby włożyć wiele energii w pokonanie inercji maszyny urzędniczej i przełamanie oporu większego koalicjanta. Mniej urzędników to mniej synekur. Informatykiem jest też Konrad Berkowicz, młoda gwiazda KNP. Nie można zapominać o Kamilu Frydlewiczu, który był szefem sekcji informatycznej w swoim liceum.
Jarosław Iwaszkiewicz
Kongres Nowej Prawicy nie ma co liczyć na stanowisko ministra sprawiedliwości, ale człowiek Korwina może zostać jednym z jego zastępców. Zaraz po wyborach do Parlamentu Europejskiego zapowiedziano, że wszyscy deputowani z KNP wrócą do Polski i ustąpią miejsca młodszym. Dlatego wiceministrem sprawiedliwości mógłby zostać Jarosław Iwaszkiewicz, dziś członek Sądu Naczelnego KNP.
Stanisław Żółtek
Drugim, obok Wiplera, najbardziej doświadczonym w zarządzaniu sporą maszyną urzędniczą politykiem KNP jest były wiceprezydent Krakowa. Z wykształcenia matematyk (bez dyplomu), zajmował się głównie prowadzeniem własnego biznesu i polityką. Mógłby zajmować się samorządami w Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji. Niewykluczony jest też scenariusz, że to Żółtek zostałby ministrem, a Jacek Wilk jego zastępcą.
Poszukanie kilku kandydatów ministrów i wiceministrów wśród nadal niewielkiej grupy działaczy (nie sympatyków) Kongresu Nowej Prawicy to nie lada problem. To nie wróży dobrze jakości pracy nowej fali, bo do obsadzenia będą jeszcze dziesiątki i setki stanowisk niższego szczebla, a także synekury w rządowych agencjach i spółkach Skarbu Państwa. Ludzie Korwin-Mikkego będą przechodzić przyspieszony kurs państwowości, a my będziemy musieli sobie radzić z konsekwencjami błędów, które są nieuniknioną częścią tego procesu.
