
Zmiana na czele rządu jest przez niektórych polityków i komentatorów postrzegana jako ostatnia szansa dla PO na wygranie przyszłorocznych wyborów. Inni sądzą, że Ewa Kopacz odejdzie od strategii „ciepłej wody w kranie” i ostatni rok przed głosowaniem poświęci na reformowanie. Nic bardziej złudnego.
REKLAMA
W przededniu odebrania przez Ewę Kopacz nominacji na premiera oczekiwania są wysokie. Ale rewolucji nie będzie. I przyczyny, a przynajmniej ich większość, nie leżą po stronie obecnej Marszałek Sejmu. Okoliczności i sytuacja polityczna powodują, że nie ma szans na dużą zmianę wobec tego, co obserwowaliśmy przez siedem lat rządów Donald Tuska.
"Kierowniczka"
Ale zacznijmy od samej Ewy Kopacz. Trudno będzie jej wejść w buty obecnego lidera, w PO nazywanego „kierownikiem”. Parafrazując Ludwika XIV, Tusk śmiało może mówić „Platforma to ja”. Kopacz, choć jest jedną z liderek partii, nie jest tą jedyną, niepodważalną „kierowniczką”. Będzie musiała wywalczyć sobie pozycję, a to nie będzie łatwe.
Ale zacznijmy od samej Ewy Kopacz. Trudno będzie jej wejść w buty obecnego lidera, w PO nazywanego „kierownikiem”. Parafrazując Ludwika XIV, Tusk śmiało może mówić „Platforma to ja”. Kopacz, choć jest jedną z liderek partii, nie jest tą jedyną, niepodważalną „kierowniczką”. Będzie musiała wywalczyć sobie pozycję, a to nie będzie łatwe.
Choć, jak dowodziłem w naTemat kilka tygodni temu poradzi sobie jako premier, kryzysy, z którymi wiąże się kierowanie rządem i partią będą dla niej obciążeniem. Zamiast planować strategię na wybory parlamentarne w 2015 roku i reformować państwo, będzie musiała gasić pożary. Przez siedem lat Tusk nauczył się tego do perfekcji, Kopacz trochę to zajmie. A na naukę nie ma czasu.
Partia w rozsypce
Bo poza radzeniem sobie z mediami i z opozycją Kopacz będzie musiała trzymać w ręku wszystkie sznurki prowadzące do rywalizujących frakcji. A już widać, że napięcia będą znaczne. Jak pisałem w naTemat, choć Grzegorz Schetyna nie ma szans na przejęcie partii, to może sypać piach w tryby platformerskiej machiny. Wszak wielokrotnie mówił o konieczności szybszych reform, jest też znacznie bardziej liberalny gospodarczo niż główny nurt PO i sama Kopacz.
Bo poza radzeniem sobie z mediami i z opozycją Kopacz będzie musiała trzymać w ręku wszystkie sznurki prowadzące do rywalizujących frakcji. A już widać, że napięcia będą znaczne. Jak pisałem w naTemat, choć Grzegorz Schetyna nie ma szans na przejęcie partii, to może sypać piach w tryby platformerskiej machiny. Wszak wielokrotnie mówił o konieczności szybszych reform, jest też znacznie bardziej liberalny gospodarczo niż główny nurt PO i sama Kopacz.
Nowa przewodnicząca PO będzie musiała na nowo skonsolidować ugrupowanie, pogodzić sprzeczne interesy. Do Kopacz już ustawia się kolejka działaczy, którzy chcą ułożyć partyjne klocki na nowo. Oczywiście z kosztem innych.
Idą wybory
Wiele konfliktów wygeneruje też układanie list wyborczych. Każdy ma świadomość, że jesienią 2015 roku PO może stracić część mandatów, z kimś trzeba będzie się pożegnać. To Kopacz w miejsce Tusk będzie podejmować decyzje personalne i to ona będzie musiała ponieść ich konsekwencje. Zbliżające się wybory są ważne także dlatego, że całkowicie sparaliżują jakiekolwiek zapędy reformatorskie.
Wiele konfliktów wygeneruje też układanie list wyborczych. Każdy ma świadomość, że jesienią 2015 roku PO może stracić część mandatów, z kimś trzeba będzie się pożegnać. To Kopacz w miejsce Tusk będzie podejmować decyzje personalne i to ona będzie musiała ponieść ich konsekwencje. Zbliżające się wybory są ważne także dlatego, że całkowicie sparaliżują jakiekolwiek zapędy reformatorskie.
Przecież już po tym, jak Platforma przespała pierwsze dwa lata drugiej kadencji - nie licząc podniesienia wieku emerytalnego i rozmontowania OFE - prognozowano, że partia nie zdecyduje się na żadne kolejne reformy. I tak się stało: w maju rozpoczął się dwuletni maraton wyborczy. Dlaczego więc Kopacz miałaby się narażać jakimś grupom na kilka miesięcy przed wyborami?
Zakręci kurek z "ciepłą wodą"?
Trudno też oczekiwać, by Kopacz stała się reformatorem, nadrabiającym przez 12 miesięcy to, na co odwagi nie miał Donald Tusk. Okoliczności to jedno, drugie to polityczny charakter Kopacz. To Tusk wprowadził ją do wielkiej polityki, uczynił najpierw szefową PO na Mazowszu, członkinią gabinetu cieni Jana Rokity, później uczynił ministrem zdrowia i Marszałkiem Sejmu.
Trudno też oczekiwać, by Kopacz stała się reformatorem, nadrabiającym przez 12 miesięcy to, na co odwagi nie miał Donald Tusk. Okoliczności to jedno, drugie to polityczny charakter Kopacz. To Tusk wprowadził ją do wielkiej polityki, uczynił najpierw szefową PO na Mazowszu, członkinią gabinetu cieni Jana Rokity, później uczynił ministrem zdrowia i Marszałkiem Sejmu.
Dlatego trzeba się wykazać dużą naiwnością, by sądzić, że wyrzuci do kosza dziedzictwo Tuska alergicznie reagującego na słowo reforma. Nie zrobi tego nie tylko z powodu lojalności (za którą już dziś jest atakowana), ale i dlatego, że tak samo postrzega politykę. Przez lata na wszystkich naradach słuchała argumentów dlaczego nie można spieszyć się ze zmianami, dlaczego trzeba zaczekać, dlaczego tak ważna jest „ciepła woda w kranie”.
Także w Ministerstwie Zdrowia Kopacz pokazała, że nie jest typem zapalonego reformatora, a raczej administratora reagującego na pojawiające się problemy. I to niezbyt sprawnie – dopowie zaraz opozycja. Bo Kopacz nie jest żadną nową twarzą, należy do czołówki polityków PO od niemal dekady. Była przez całą kadencję ministrem konstytucyjnym, i to na piekielnie trudnym odcinku, a przez kolejne trzy lata Marszałkiem Sejmu, drugą osobą w państwie.
Znana świeżość
PiS już planuje jak uderzać w Kopacz. Będzie więc obwiniana za zapaść służby zdrowia, przetrzymywanie projektów opozycji w tzw. zamrażarce sejmowej, a do części elektoratu trafi retoryka smoleńska – przyszła szefowa PO błędnie powiedziała, że „przekopano ziemię metr wgłąb”. Z racji długiej obecności Kopacz w polityce jej konkurenci wiedzą, na jakie odciski nadepnąć. Nie będzie im też przeszkadzało to, że jest kobietą. A nawet politycznym hejterom da nowy wiatr w żagle.
PiS już planuje jak uderzać w Kopacz. Będzie więc obwiniana za zapaść służby zdrowia, przetrzymywanie projektów opozycji w tzw. zamrażarce sejmowej, a do części elektoratu trafi retoryka smoleńska – przyszła szefowa PO błędnie powiedziała, że „przekopano ziemię metr wgłąb”. Z racji długiej obecności Kopacz w polityce jej konkurenci wiedzą, na jakie odciski nadepnąć. Nie będzie im też przeszkadzało to, że jest kobietą. A nawet politycznym hejterom da nowy wiatr w żagle.
Trudno uwierzyć też w efekt świeżości. Tym bardziej, że nie zmienia się partia rządząca, nie zmienia się koncepcja państwa, program gospodarczy czy światopogląd największej partii. Zmienia się tylko osoba, która będzie to wszystko firmowała.
Obniżanie oczekiwań
Dzisiaj mało kto o tym pamięta, ale 9 miesięcy temu, kiedy na wicepremiera awansowano Elżbietę Bieńkowską to ją stawiano na piedestale, koronowano i namaszczano na następczynię Donalda Tuska. Tymczasem, po kilku miesiącach "efekt Bieńkowskiej" się skończył. Efekt Kopacz, jeśli w ogóle nastąpi, czeka to samo.
Dzisiaj mało kto o tym pamięta, ale 9 miesięcy temu, kiedy na wicepremiera awansowano Elżbietę Bieńkowską to ją stawiano na piedestale, koronowano i namaszczano na następczynię Donalda Tuska. Tymczasem, po kilku miesiącach "efekt Bieńkowskiej" się skończył. Efekt Kopacz, jeśli w ogóle nastąpi, czeka to samo.
Wiele musi się zmienić, żeby wszystko zostało po staremu. Tak będzie z odejściem Donalda Tuska do Brukseli. Dlatego Platforma nie powinna za bardzo pompować balonu z napisem premier Kopacz. Żeby nie utrudniać jej i tak niełatwego zadania.
