
Przemysław Wipler, rok temu jeden z dziesięciu najlepszych posłów, tym razem dostał żółtą kartkę. – Występując poza klub, stając się posłem niezrzeszonym, straciłem część możliwości, które miałem będąc w klubie, nawet opozycyjnym – tłumaczy poseł Kongresu Nowej Prawicy w "Bez autoryzacji". Mówi też o bezpieczeństwie gazowym Polski.
REKLAMA
„Staje się coraz mniej merytoryczny. Wędrówki po partiach mu szkodzą”. Dostał pan żółtą kartkę w rankingu posłów „Polityki”, choć w poprzedniej edycji był pan w dziesiątce najlepszych. Co się stało przez ten rok?
Przemysław Wipler: To pytanie do osób, które oceniały, nie do mnie. Przez ostatni rok nadal wykonywałem bardzo dużo pracy, ale widzę, że działanie w komisjach, podkomisjach nie są doceniane. Pierwsze dwa lata mojego posłowania były o tyle owocniejsze, że z ministrem Gowinem udało mi się przeprowadzić ponad 40 poprawek otwierających dostęp do rynku pracy, do zawodów. To były dosyć spektakularne sukcesy, ale w ostatnim roku żadne z poprawek, które zgłaszałem nie były przyjmowane.
Występując poza klub, stając się posłem niezrzeszonym, straciłem część możliwości, które miałem będąc w klubie, nawet opozycyjnym. Sam mogę zgłaszać poprawki i oświadczenia, ale mój wpływ na proces legislacyjny kończy się na pierwszym czytaniu. Nie mam również prawa zgłaszania inicjatywy ustawodawczej.
Rok temu pisano, że jest pan otwarty na dialog, że potrafi pan dogadać się z politykami innych opcji. Jak patrzę na pana ostatnią aktywność, mam wrażenie, że rzeczywiście bardziej się pan skupił na „masakrowaniu lewaków” niż na budowaniu małych koalicji wokół poprawek.
To niesprawiedliwe. W czasie, gdy te nagrody były wręczane brałem udział w posiedzeniu komisji deregulacyjnej, gdzie głosowaliśmy dziesięć moich poprawek. Proszę przejrzeć zapis wideo z tej komisji i rozmowy między mną a panią przewodniczącą Małgorzatą Janyską i panam ministrem Haładyjem z Ministerstwa Gospodarki, to zobaczy pan, że nic się w tej kwestii nie zmieniło.
Oczywiste jest, że mam bardzo dużo pracy poza parlamentem i wynikającej z tego, że jestem jedynym posłem Kongresu Nowej Prawicy. Chciałbym zobaczyć kalendarze innych posłów i sprawdzić, czy mieli tyle spotkań z wyborcami, czy zrobili tyle kilometrów co ja. W zeszłym roku powstało ponad 120 Klubów Republikańskich i to wymagało mojej intensywnej pracy. Rozbudowywałem też zaplecze merytoryczne, w Fundacji Wolność i Nadzieja powstawały projekty ustaw zmian systemowych po kolejnych wyborach.
To praca od wewnątrz, które owoce będą w najbliższym czasie się pojawiać. Wreszcie przez ten czas razem z koleżankami i kolegami ze Stowarzyszenia Republikanie opublikowaliśmy kilkadziesiąt map wydatków miast. Zbieramy też podpisy w ramach akcji „Polska bez PIT”. Mogę wymieniać wiele działań o charakterze merytorycznym. Gdyby był jakikolwiek ranking z obiektywnymi kryteriami, a nie subiektywnymi odczuciami i opiniami dziennikarzy, to zestawienie wyglądałoby inaczej.
Widziałem pana nowe oficjalne zdjęcia, wygląda pan jak James Bond. Dostał pan od szefa licencje na zabijanie?
Nie ma takich licencji w naszej formacji. Ale zrobił nam zdjęcia jeden z najlepszych fotografów w Polsce, pan Jakub Szymczuk, to była sesja w konwencji z przymrużeniem oka i te zdjęcia są bardzo dobrze oceniane.
Prezes też ma takie zdjęcia?
Oczywiście. Nie widział pan redaktor? Tam jest link do kilkunastu wybranych zdjęć.
To żeby zdać kłam tym złym dziennikarzom, którzy…
Dlaczego mówi pan takie bzdury o „złych dziennikarzach”?
Sam pan mówił o tym, że są nieobiektywni, że ten ranking…
Nie, powiedziałem tylko, że gdyby był ranking według zobiektywizowanych kryteriów, to spokojnie bym do tego podchodził. Jeżeli jest ranking Paying Taxes Banku Światowego, to jest cała lista kryteriów, którymi się kierowali oceniający. W przypadku takich rankingów, jak ten „Polityki”, to subiektywna ocena dziennikarzy, do której każdy dziennikarz ma prawo.
W Ministerstwie Gospodarki był pan szefem Departamentu Dywersyfikacji Dostaw Nośników Energii. Pana zdaniem zimą możemy stanąć wobec konieczności uruchomienia rezerw i kupowania gazu z innych kierunków niż Rosja?
Wychodzą wszystkie zaniedbania rządów Donalda Tuska, przede wszystkim najpierw Waldemara Pawlaka, później Janusza Piechocińskiego.
Eksperci mówią, że jesteśmy przygotowani do przerwania dostaw z Rosji najlepiej w historii.
To nieprawda, bo zapasy gazu ziemnego mamy tylko na kilkadziesiąt dni. Dodatkowo one działają tylko wtedy, kiedy nie jest za zimno, bo poniżej pewnej temperatury ich wydajność spada. W przypadku przerwania dostaw z Federacji Rosyjskiej właściwie pewne są przerwy w dostawach dla przemysłu, mam nadzieję, że nie dotknie to gospodarstw domowych.
Nie ma też gazoportu, który miał być gotowy w 2012 roku. Ministrowie mówili na tzw. taśmach „Wprost”, że w ogóle nie wiadomo kiedy on będzie. Premier w czasie kampanii wyborczej w 2011 roku mówił, że 2014 roku na przemysłową skalę będzie płynął gaz łupkowy. Nie ma dzisiaj żadnego odwiertu, który byłby eksploatowany przemysłowo.
Jaka jest przyczyna klęski w sprawie gazu łupkowego?
To jest brak regulacji. Ustawa prawo geologiczne i górnicze oraz prawo podatkowe dostosowane do gazu łupkowego zostały przyjęte dopiero trzy miesiące temu, branża musiała na nie czekać siedem lat. Wszyscy kluczowi międzynarodowi inwestorzy się wycofali. Tylko państwowe firmy, takie jak Orlen, zmuszane ręcznie, prowadziły takie inwestycje, choć nie było regulacji prawnych. W tym czasie potentaci wycofali się z Polski, bo uznali, że rząd nie podchodzi do tego poważnie.
