Wiceminister skarbu Wojciech Kowalczyk - czy ma apetyt na zmiany w zarządzie PZU?
Wiceminister skarbu Wojciech Kowalczyk - czy ma apetyt na zmiany w zarządzie PZU? Fot. Ministerstwo Skarbu

– Niech się Staszek sprawdzi w biznesie – mówił w 2001 roku ówczesny minister skarbu Wiesław Kaczmarek. Skomentował w ten sposób nominację dziś już zapomnianego Stanisława Dobrzańskiego na stanowisko szefa Polskich Sieci Energetycznych. Od tamtej pory minęło 13 lat, ale w polityce niewiele się w tej kwestii zmieniło. Władze dalej mianują prezesów, członków zarządów czy rady nadzorcze wedle własnego widzimisię – najczęściej ze negatywnymi skutkami dla samych spółek. Teraz, według plotek, podobny los może spotkać PZU.

REKLAMA
Huczna nocna zmiana
Najgłośniejszą polityczną nominacją ostatnich miesięcy była ta Igora Ostachowicza. Doradca premiera Tuska i minister w jego kancelarii trafił na 24 godziny do zarządu PKN Orlen. W tym przypadku trudno nawet napisać, że nominacja wywołała "kontrowersje". Od razu bowiem pojawiło się oburzenie.
Informacja o zmianach w spółce pojawiła się bowiem znienacka, tuż po tym, jak Donald Tusk wyjechał do Brukseli i powołano nowy rząd. Odbiór był jednoznaczny: oto były premier nie pozwala zginąć swojemu najbliższemu współpracownikowi – więc poprzez ministra skarbu Włodzimierza Karpińskiego „umieszcza” w Orlenie Ostachowicza. Kariera PR-owca w państwowej spółce skończyła się równie szybko, jak zaczęła. Premier Ewa Kopacz uznała, że nie może pozwolić sobie na takie wizerunkowe problemy i w efekcie Ostachowicz „zrezygnował”.
logo
Igor Ostachowicz - najbardziej tragiczny bohater politycznych nominacji ostatnich miesięcy Fot. S. Kamiński / Agencja Gazeta
Niezależnie od tego, jak oceniamy kompetencje byłego doradcy premiera, ta sytuacja przypomina, że politycy mają tendencję do patologicznego "zarządzania" spółkami skarbu państwa. Cudzysłów nieprzypadkowy. W efekcie tego "zarządzania" szkody są często bardzo wymierne i kosztowne. Swoje polityki kadrowe prowadziły wszystkie rządy: AWS-UW, SLD-UP-PSL, PiS.
Również Platforma Obywatelska, która ustami Donalda Tuska zapowiadała jeszcze kilka lat temu, że tak być nie może. Spółki miały być prywatyzowane, a nadzór nad tymi, które zostają w rękach SP, zwiększony. Problem w tym, że „zwiększony nadzór” wcale nie przełożył się na efektywne zarządzanie.
Do PGE Energia Jądrowa 1 trafił z MSWiA Grzegorza Schetyny Witold Dróżdż. Na krótko, bo w kolejnej kadencji zastąpił go były minister skarbu Aleksander Grad. Po 19 miesiącach Grad zrezygnował. Co miesiąc zarabiał 55 000 złotych. Teraz jest wiceprezesem firmy Tauron Polska Energia. To pojedynczy przykład. W 2012 roku Puls Biznesu wyliczył, że w państwowych spółkach i agencjach pracuje co najmniej 400 działaczy platformy, członków ich rodzin i znajomych. Ich wynagrodzenie to co najmniej łącznie 200 milionów złotych.
Lista Pulsu Biznesu

Na naszej liście działaczy PO, zarabiających „na państwowym”, jest dwóch byłych ministrów (Aleksander Grad, Zbigniew Derdziuk) i jedenastu wiceministrów (Zdzisław Gawlik, Marcin Idzik, Lilla Jaroń, Adam Leszkiewicz, Andrzej Panasiuk, Zbigniew Rapciak, Joanna Schmid, Radosław Stępień, Maciej T., Jacek Weksler, Krzysztof Żuk), czterech senatorów PO (Jan Michalski, Franciszek Adamczyk, Stanisław Bisztyga, Tadeusz Maćkała) oraz jedenastu posłów (Jarosław Charłampowicz, Marcin Kierwiński, Lucjan Pietrzczyk, Krystyna Poślednia, Leszek Cieślik, Józef Klim, Adam Krupa, Michał Marcinkiewicz, Jan Tomaka, Łukasz Tusk, Marek Zieliński)


Nie ma młotka na nepotyzm
Zmian tych dokonywał m.in. minister Mikołaj Budzanowski, zapowiadany przez Donalda Tuska jako „apolityczna miotła” w spółkach Skarbu Państwa. Nieoficjalnie jednak mówiło się, że Budzanowski nie robi nic innego, jak czyści spółki z ludzi wspomnianego wcześniej Grzegorza Schetyny. Budzanowski przyznał zresztą w końcu, że „nie ma młotka na nepotyzm”.
Badanie CBOS

Ponad cztery piąte (82 proc.) badanych jest zdania, że wyżsi urzędnicy państwowi i politycy zatrudniają swoich krewnych, kolegów, znajomych w urzędach, spółkach, bankach itp., a trzy czwarte (75 proc.) twierdzi, że załatwianie kontraktów, zamówień rządowych dla rodziny, kolegów, znajomych prowadzących firmy prywatne jest częste. Czytaj więcej

Innym ciekawym przypadkiem zmiany warty w spółce Skarbu Państwa jest wymiana prezesa Grupy PGE – z Krzysztofa Kiliana na Marka Woszczyka. Tego pierwszego opisywano zawsze jako bliskiego przyjaciela Donalda Tuska. Gdy jednak Kilian przeciwstawił się drogiej i w jego ocenie nieopłacalnej inwestycji w elektrownię Opole, nastąpiła niemal natychmiastowa wymiana prezesa. Zastąpił go Marek Woszczyk, który problemu z inwestowanie w Opolu nie miał, choć w ocenie wielu ekspertów PGE nie tylko nie potrzebowało tej inwestycji, ale wręcz będzie ona nierentowna.
Za kadencji Donalda Tuska rządzącym udawało się jednak jednocześnie obsadzać spółki ludźmi z koalicji, a jednocześnie sprawiać wrażenie, że trwa walka z nepotyzmem i kolesiostwem. Tusk skutecznie odcinał się od różnych afer, w tym PSL-u – głośnej „afery taśmowej”, w której wyszło na jaw, że państwowa spółka Elewarr i Agencja Rynku Rolnego były niemal „przechowalniami” ludzi dla Ludowców.
Ta karuzela nazwisk, kręcąca się wokół państwowych spółek dotyka nawet firm zarządzanych bez zarzutu. Niedawno pisaliśmy o tym, jak Andrzej Klesyk zbudował wizerunkową siłę PZU, oraz doprowadził do tego, że zarządzana przez niego firma stała się jednym z największych graczy na rynku ubezpieczeń w Europie.
Tymczasem, wraz ze zmianą rządu, pojawiła się plotka, jakoby „w PZU miały zajść zmiany” - o czym pisał serwis 300polityka. Wszystko przez to, że personalną karuzelą kręci pozostający w cieniu wiceminister skarbu Wojciech Kowalczyk. To on ma marzyć o trzęsieniu ziemi w zarządzie PZU. Biorąc pod uwagę, że Kowalczyk jest w Skarbie dopiero od czerwca uznać można, że te marzenia są śmiałe. Klesyk kieruje PZU od 2007 roku.
Czemu akurat PZU miałby paść ofiarą politycznego łupu powiedzieć łatwo. Ubezpieczyciel ma rok do roku kilka miliardów zysku, Andrzej Klesyk uporządkował sytuację w spółce, mimo niższych przychodów, raportował ostatnio rekordowe zyski. Klesyk zapowiedział także przedstawienie w listopadzie strategii do 2020 roku.
Andrzej Klesyk
prezes PZU

Grupa konsekwentnie realizuje przyjętą strategię: przeprowadziliśmy akwizycje spółek należących do RSA, rozwijamy też biznes zdrowotny poprzez akwizycje na rynku świadczeniodawców. Wdrażamy projekty zorientowane na potrzeby klienta, takie jak bezpośrednia likwidacja szkód. Wprowadzamy też kolejne elementy platformy Everest, która technologicznie przeniesie naszą firmę w XXI wiek. Intensywnie pracujemy nad strategicznymi kierunkami rozwoju PZU na najbliższe lata. Efekt tych prac zaprezentujemy na jesieni tego roku Czytaj więcej


Trudno wyobrazić sobie gorszą decyzję niż zmiany w zarządzie PZU. Politycy jednak robili już nie takie rzeczy.
W spółkach Skarbu Państwa wiedzą o patologii
Bo o tym, że nominacje z politycznego klucza są szkodliwe, wiadomo także w samych spółkach SP. W badaniach dr hab. Igora Postuły, specjalisty ds. zarządzania, zajmującego się właśnie sektorem SSP, aż 72 proc. managerów z państwowych spółek uznało, że „zależność obsady stanowisk w spółkach Skarbu Państwa od cyklu wyborczego” ma negatywny wpływ na kondycję tych firm. Podobnie źle – wyraziło to 74 proc. badanych – oceniono zależność składów organów spółek od „czynników politycznych”.
logo
Fot. Zrzut z badań dr. hab. Igora Postuły / http://bit.ly/1pHskBy
By żyło się lepiej. Kolesiom
W 2010 roku podobną konkluzję w swoim raporcie podała Najwyższa Izba Kontroli.
Najwyższa Izba Kontroli

Tylko 2008 r. dokonano zmian w prawie połowie zarządów spółek, przy czym blisko 50 proc. tych zmian nie miało nic wspólnego z upływem kadencji członka zarządu. Także nabór członków do rad nadzorczych w latach 2004 - 2008, w 65% przypadków nie miał związku z upływem kadencji. Członków rad nadzorczych z ramienia Skarbu Państwa wybierano uznaniowo, gdyż procedury naboru były nieprzejrzyste. W Nafcie Polskiej SA w latach 2004-2008 funkcję Prezesa Zarządu Spółki pełniło siedem osób, a stanowiska dwóch członków Zarządu Spółki zajmowało 10 osób. Żaden członek Zarządu Spółki nie pełnił swej funkcji przez całą kadencję.

Dr Postuła jednoznacznie wskazuje w swojej pracy, że wpływ polityków na spółki SP może powodować, że do zarządów i rad nadzorczych powoływani są kandydaci według klucza partyjnego, a nie kompetencyjnego. I tak się wciąż dzieje, mimo hucznych zapowiedzi Donalda Tuska. Ze szkodą dla spółek, oczywiście.