
Mecz już się zaczął, ich ulubieńcy strzelali w wielkim finale Pucharu Polski gole Ruchowi Chorzów, a oni jeszcze nie weszli na stadion. Kibice Legii Warszawa musieli we wtorek czekać i czekać a na obiekcie pojawili się tuż przed albo w trakcie drugiej połowy meczu. O tym, jak to możliwe i jak wygląda w Polsce traktowanie zmierzającego na wyjazd fana, opowiada nam jeden z kibiców Legii. Chce pozostać anonimowy. Oto jego relacja.
Zaciągniesz hamulec? Przyładują ci karę. Pewnie w to nie uwierzysz ale w pociągu panowała prohibicja. Nie pito alkoholu. Kibice byli trzeźwi. A i sam pociąg przyjechał prawie o czasie. Mój był opóźniony tylko o 15 minut. Uwierz mi, w porównaniu z pozostałymi to bardzo mało.
Wąska brama wejściowa
Była 17.00, do meczu pozostała równa godzina a ja wychodzę i widzę, że nadal przed stadionem czeka grupa około 500 kibiców Legii. To byli goście z poprzedniego pociągu. Chwilę później wyjaśniło się, dlaczego tak długo czekają.
W efekcie zaczynał się mecz a my staliśmy i czekaliśmy na wejście na stadion. Byliśmy mocno ściśnięci. Słyszałem, że tam coś się dzieje, ktoś chyba strzelił gola, do tego co chwila wibrował mi telefon. Połączenia, smsy. Niestety, nie mogłem go nawet wyjąć.
Kibiców wciąż traktuje się w Polsce jak bydło. Na zewnątrz zimno, deszcz, mróz, a wy tłoczcie się i czekajcie na swoją kolejkę. Tędy przechodzą zwykli ludzie, a tędy kibice. W takim Chorzowie to już w ogóle jest dramat. Przechodzisz przez klatkę, a potem przez błoto. Jeżeli pada, masz je po kolana.
Na stadion wszedłem dokładnie w środku przerwy. Ostatnia grupa, gdzie miałem znajomych, pojawiła się po około 65. minutach. Gdy było już pozamiatane. Wszystko co najlepsze ich ominęło bo musieli akurat stać w tej bezsensownej kolejce.
Niestety. Kibiców wciąż traktuje się w Polsce jak bydło. Na zewnątrz zimno, deszcz, mróz, a wy tłoczcie się i czekajcie na swoją kolejkę. Tędy przechodzą zwykli ludzie, a tędy kibice. W takim Chorzowie to już w ogóle jest dramat. Przechodzisz przez klatkę, a potem przez błoto. Jeżeli pada, masz je po kolana.

