Kibice Legii i race - podobnie było też na stadionie w Kielcach
Kibice Legii i race - podobnie było też na stadionie w Kielcach fot. Mateusz Baj / Agencja Gazeta

Mecz już się zaczął, ich ulubieńcy strzelali w wielkim finale Pucharu Polski gole Ruchowi Chorzów, a oni jeszcze nie weszli na stadion. Kibice Legii Warszawa musieli we wtorek czekać i czekać a na obiekcie pojawili się tuż przed albo w trakcie drugiej połowy meczu. O tym, jak to możliwe i jak wygląda w Polsce traktowanie zmierzającego na wyjazd fana, opowiada nam jeden z kibiców Legii. Chce pozostać anonimowy. Oto jego relacja.

REKLAMA
Tak naprawdę całe zamieszanie zaczęło się dopiero tuż przy stadionie. W pociągach, którymi podróżowaliśmy, było bardzo spokojnie. Kibice wiedzieli, kogo należy się słuchać. Wszystko zorganizowało stowarzyszenie i to jego przedstawiciele wydawali nam polecenia.
Prohibicja, trzeźwi kibice
Zaciągniesz hamulec? Przyładują ci karę. Pewnie w to nie uwierzysz ale w pociągu panowała prohibicja. Nie pito alkoholu. Kibice byli trzeźwi. A i sam pociąg przyjechał prawie o czasie. Mój był opóźniony tylko o 15 minut. Uwierz mi, w porównaniu z pozostałymi to bardzo mało.
Po dojechaniu do Kielc bardzo szybko zapakowano nas w autobus. Tu też miła niespodzianka. Swego czasu w Krakowie, jadąc na stadion, byliśmy stłoczeni jak sardynki w puszce, panował potworny ścisk a przy hamowaniu pojazdu urywały się rączki. W Kielcach tego nie było. Autobus przeładowany nie był, dało się swobodnie oddychać i dojechaliśmy sprawnie na stadion.
Oto jak kibice Legii dojeżdżali na kielecki stadion:

Wąska brama wejściowa
Była 17.00, do meczu pozostała równa godzina a ja wychodzę i widzę, że nadal przed stadionem czeka grupa około 500 kibiców Legii. To byli goście z poprzedniego pociągu. Chwilę później wyjaśniło się, dlaczego tak długo czekają.
Wiesz, w Kielcach jest tak. Mają taki sektor gości, gdzie normalnie na mecz wchodzi około 770 fanów drużyn przyjezdnych. Nasz postanowiono wpuścić tą samą drogą. Tylko problem w tym, że nas na finał Pucharu Polski przyjechało 3100. A tam ogrodzony parking, cztery kołowrotki i na trybunę wchodzi się przez bramę o szerokości 3 metrów. Ludzie ze stowarzyszenia stali wokół nas i pilnowali, by nikt nie napierał na bramki. Bo wtedy zrobiłoby się nerwowo, doszłoby do zamieszania i interweniowałaby tamtejsza ochrona. A taka interwencja oznacza najczęściej pałki i gaz. Nie prowadzi też do niczego dobrego.
Ktoś jest niespełna rozumu
W efekcie zaczynał się mecz a my staliśmy i czekaliśmy na wejście na stadion. Byliśmy mocno ściśnięci. Słyszałem, że tam coś się dzieje, ktoś chyba strzelił gola, do tego co chwila wibrował mi telefon. Połączenia, smsy. Niestety, nie mogłem go nawet wyjąć.
Nasz rozmówca:

Kibiców wciąż traktuje się w Polsce jak bydło. Na zewnątrz zimno, deszcz, mróz, a wy tłoczcie się i czekajcie na swoją kolejkę. Tędy przechodzą zwykli ludzie, a tędy kibice. W takim Chorzowie to już w ogóle jest dramat. Przechodzisz przez klatkę, a potem przez błoto. Jeżeli pada, masz je po kolana.


Na stadion wszedłem dokładnie w środku przerwy. Ostatnia grupa, gdzie miałem znajomych, pojawiła się po około 65. minutach. Gdy było już pozamiatane. Wszystko co najlepsze ich ominęło bo musieli akurat stać w tej bezsensownej kolejce.
Mam nadzieję, że ta sytuacja da komuś do myślenia. Przecież wszystko było jasne na długo przed meczem. Było wiadomo ilu nas będzie w Kielcach, do tego pociągi były znane już tydzień wcześniej. Jeżeli przed stadionem dzieje się takie coś, to ktoś jest tutaj niespełna rozumu. Ktoś musi przemyśleć, prawdopodobnie PZPN, ale dobrze wiesz jacy ludzie tam pracują i jak mało mają oni wspólnego z jakimkolwiek procesem myślenia.
Niebezpieczne kurtki i bluzy
Niestety. Kibiców wciąż traktuje się w Polsce jak bydło. Na zewnątrz zimno, deszcz, mróz, a wy tłoczcie się i czekajcie na swoją kolejkę. Tędy przechodzą zwykli ludzie, a tędy kibice. W takim Chorzowie to już w ogóle jest dramat. Przechodzisz przez klatkę, a potem przez błoto. Jeżeli pada, masz je po kolana.
Dla ciebie pewnie kurtka to zwyczajny ubiór ale nie dla policji i dla ochrony. Słyszałem od znajomych, że w Kielcach przy bramkach, jeśli ktoś miał kurtkę i bluzę, musiał je oddać w depozyt. Wiesz jaki był powód? Taki, że mogłyby one służyć do zamaskowania twarzy.
Z racami nie wiem jak było. Ja ich nie odpalałem, słyszałem, że oprawa meczowa przyjechała wcześniej samochodami. Ja się tym nie interesuję kto i jak wnosi to na stadion.
Ale nie ukrywam, że lubię pirotechnikę. Robi wrażenie, ładnie wygląda a przy tym nikomu krzywdy nie robi.