
"Śmiech to zdrowie", "wszyscy lubimy się pośmiać" - dla niektórych to tylko frazesy, ale trudno zaprzeczyć, że pozytywne spojrzenie na życie to jeden z lepszych wyborów. Dowcipy - przaśne, kwaśne, prostackie, absurdalne w stylu brytyjskim lub inteligentne w stylu akademickim - to jeden z najlepszych sposobów na dobre samopoczucie. Czasem natknąć się jednak możemy na dowcipy, których nie jesteśmy w stanie zrozumieć, ale inni bawią się przy nich znakomicie.
Niektórzy po prostu wolniej kojarzą fakty. Jest jednak kategoria dowcipu, którą pojąć może tylko wąska grupa wtajemniczonych. Ostatnio w radiu usłyszałem:
Większość domyśli się po chwili o co chodzi (Argon, jako gaz szlachetny nie wchodzi w reakcje chemiczne), ale dowcip na łopatki nie rozkłada. Nie ma za to wątpliwości, że każdy chemik na załapanie żartu nie będzie potrzebował kilku dodatkowych sekund. Gorzej będzie z dowcipem zasłyszanym na wydziale matematyki:
Cóż, do dzisiaj go nie rozumiem. Gdzieś na forum w internecie znalazłem jednak wyjaśnienie:
Ale i po nim czuję się dosyć "ciemny" w tej materii. Znajdzie się też dowcip dla specjalistów z dziedziny fizyki:
Haha, bazę… Tak, też nie wiem o co chodzi.
To może coś z dziedziny informatyki. Dzisiaj przecież wszyscy znają się na komputerach.
Dobra, to było dosyć proste. Ale następny to nie tylko dla znających tematykę, ale też rezolutnych i szybko "kapujących":
Ci którzy pamiętają zajęcia z fizyki wiedzą przecież, że niuton na metr^2 to paskal. Ciekawe tylko, ile osób pamiętało.
Na szczęście jest jednak wiele dowcipów, które pomimo swojej naukowości rozumieją wszyscy:
Nie każdego jednak taki dowcip śmieszy. Podobnie jest z następnym:
Zostawiając jednak dowcipy naukowe, warto wspomnieć o innej kategorii śmiesznych historyjek, które nie każdego bawią. Chodzi totalnie absurdalny i do bólu abstrakcyjny dowcip brytyjski
No i są też "typowe", krótkie frazy, raczej bez większego sensu:
A czy wy znacie takie naukowe rodzynki, albo dowcipy których sens nie każdy rozumie?