
Z Kancelarii Premiera płyną kolejne sygnały o innym niż za Donalda Tuska sposobie sprawowania urzędu przez jego następczynię.
REKLAMA
Ewa Kopacz zanim jeszcze na dobre zaczęła rządzić, już kilkakrotnie pokazała, co zamierza zmienić. Najpierw zadeklarowała, że chce mieszkać w hotelu sejmowym i w nim rzeczywiście mieszka, mimo nalegań BOR, żeby wprowadziła się do rządowej willi na ul. Parkowej. Niedługo potem oznajmiła, że nie zamierza korzystać z nieformalnego funduszu reprezentacyjnego Platformy. Tego samego, z którego Donald Tusk kupował sobie garnitury, a działacze partii cygara i wina.
Do tej samej kategorii zalicza się najnowszy przeciek: pani premier nie zamierza polegać na spin doktorach i kategorycznie odmawia na propozycje szkoleń medialnych, które partyjni życzliwie jej podpowiadają.
Krytycy wskażą, że brak pomocy ekspertów był aż nadto widoczny podczas odbiegającej od politycznej normy prezentacji nowego gabinetu, czy podczas niesławnej wizyty w Berlinie. Niechęć do medialnego pudrowania Ewa Kopacz dzieli jednak z Bronisławem Komorowskim. Prezydentowi, po serii początkowych wpadek, ta strategia przyniosła wizerunkowe korzyści i dziś ufa mu kosmiczne 79 proc. wyborców.
Jak pisze w naTemat Kamil Sikora, ta sama strategia może się szefowej rządu podobnie opłacić.
