
Do poniedziałku można było oddawać głosy w warszawskim plebiscycie "Knajpa Roku 2014". Spośród czterech lokali warszawiacy i jury wybiorą tę najlepszą, a werdykt poznamy już dziś. Konkurs przeprowadzany jest po raz dziewiąty, a my pytamy - co o warszawiakach takie plebiscyty i ich wyniki mówią.
Rozsmakowana Warszawa Plebiscyt na "Knajpę Roku" Gazeta Stołeczna organizuje już po raz dziewiąty. Przez te wszystkie lata redakcji warszawskiego dziennika udało się sprawić, by konkurs na restaurację godną polecenia stał się ważnym elementem gastronomicznej branży tego miasta. W ciągu tych wszystkich edycji wybrano restauracje, które zaraz po otrzymaniu tytułu “Knajpy Roku” stawały się najpopularniejszymi lokalami w mieście.
Tak było z zeszłorocznym zwycięzcą "Jung & Lecker" czy wygraną knajpą z roku 2012 - "Nabo". I z pewnością tegoroczna knajpa stanie się popularna i chętnie odwiedzana przez wygłodniałych mieszkańców miasta. Szanse na to mają: Dwie Trzecie, ul. Wilcza 50/52, L'enfant terrible, ul. Sandomierska 13, Naam Thai, ul. Saska 16 oraz Zielony Niedźwiedź, ul. Smolna 4.

Wybór "Knajpy Roku" tradycyjnie przebiega dwutorowo. Nagradzają czytelnicy oraz jury, które także czuwa, aby wyniki plebiscytu były wiarygodne i faktycznie mówiły nam, w jakiej kondycji znajdują się stołeczne lokale. W tym roku wśród jurorów znaleźli się Katarzyna Nosowska, aktor Maciej Stuhr, redaktor "Stołecznej" Seweryn Blumsztajn oraz krytyk kulinarny Małgorzata Minta. Pani Małgorzata przyznaje, że popularność plebiscytu wynika z bardzo prostej przyczyny - w Polakach rośnie zainteresowanie kulinariami:
Weronika Lewandowska, Aioli
- Za to nominacje mogą się mieszkańcom Warszawy podobać, lub nie - mnie osobiście bardzo się podobają - twierdzi Lewandowska. - Szczególnie cieszy w tym zestawieniu obecność Zielonego Niedźwiedzia, miejsca podchodzącego z ogromną pasją do produktu, którego jakość jest w gastronomii nawet ważniejsza od umiejętności kucharza. W Niedźwiedziu produkt jest pieczołowicie wyszukiwany, sprawdzany i traktowany z niesamowitym szacunkiem. Takie podejście pojawia się w Warszawie coraz częściej i to jest wspaniałe. Nie można jednak nazwać tego trendem, bo to wręcz obraza dla naprawdę pięknych wartości.
Stolica dobrego smaku, barów mlecznych i food trucków. Opinie mogą być różne, ale nie zmienia to faktu, że taki plebiscyt ma sens i rację bytu. Na przestrzeni ostatnich 10 lat Warszawa kulinarnie rozkwitła. Można nawet śmiało powiedzieć, że nauczyliśmy się “kultury restauracyjnej” na nowo, choć jeszcze w 2005 roku nic nie zapowiadało, że nabierzemy na to takiego apetytu. No dobrze, powiedzmy sobie to wprost - warszawskie lokale jeszcze kilka lat temu były tematem ciężkim do strawienia. Kiedy przyszedł prawdziwy boom, a co za tym idzie, zmiany na lepsze?
W 2012 roku, kiedy Warszawa była gospodarzem europejskich mistrzostw świata w piłkę nożną. Dzięki Euro 2012 stolica otworzyła się na zmiany, także na nowe smaki i lokale. Okazało się, że musieliśmy nie tylko nakarmić gości, ale sprawić, by Warszawa stała się kulinarnie atrakcyjna. I się udało, bo jak wszyscy dobrze wiemy - Polak potrafi.

Nasz narodowy smak kształtowały także… podróże. Młodzi Polacy zaczęli coraz częściej zwiedzać świat, a co za tym idzie - wracali z wypraw bogatsi o kulinarne doświadczenia. Także ci, którzy wyjechali za pracą i na stałe zamieszkali za granicami Polski się do tego przyczynili . Zaczęli bowiem przywozić do Polski nie tylko nowe smaki, ale i dobre jedzeniowe zwyczaje. Potwierdza to Izabella Budryn - właścicielka warszawskiego lokalu Patio Kredytowa 9:
Izabella Budryn, Patio Kredytowa 9, Warszawa
To wszystko spowodowało, że dziś, w Warszawie, jest miejsce dla restauracji, ale także ukochanych przez warszawiaków barów mlecznych, popularnych w ostatnim sezonie food-trucków czy burgerowni. Ba, dziś możemy zjeść świeże owoce morza w “Warszawie Wschodniej” - jednej z praskich restauracji, albo wybrać się na hummus wraz z przyjaciółmi na ulice Poznańską - kulinarną mekkę stolicy. Jedno nie wyklucza drugiego, co dobrze świadczy o Warszawie. Jest na nowe doznania kulinarne bardzo otwarta. Warto wspomnieć o kulinarnym przedsięwzięciu, jakim jest Targ Śniadaniowy. Odbywa się w Warszawie, ale mówi o nim cały świat. To kolejny powód do dumy. Przeczytajcie koniecznie wywiad z Krzyśkiem - pomysłodawcą TŚ.
Minta, która jest dziennikarką Gazety Wyborczej i autorką bloga MintaEats.com przyznaje, że takie zmiany ją cieszą:
Małgorzata Minta, dziennikarka kulinarna
Cuda nad Wisłą Stolica Polski pełna jest dziś miejsc multikulturowych, które łączą w sobie zarówno dobre jedzenie z kulturalnymi wydarzeniami. Mowa o klubokawiarniach. To właśnie w nich od kilku sezonów chcemy spędzać czas wolny, w gronie rodziny czy przyjaciół i chcemy nie tyle posłuchać muzyki, co dobrze zjeść. A właściciele modnych warszawskich knajp musieli te oczekiwania spełnić. I tak dziś na Placu Zbawiciela możemy zajadać się kuchnią azjatycką, wspomnianym już hummsem, zasmakować w polskich wypiekach, a na deser spróbować lodów “tradycyjnych”. Na bogato! Podobnie jest z lokalami nad Wisłą, takimi jak Cud Nad Wisłą czy Temat Rzeka, gdzie w okresie letnim organizowane są zjazdy food-trucków.


Podczas takiego zjazdu można spróbować niemieckich wurstów, polskich placków ziemniaczanych czy amerykańskich burgerów. Są także propozycje dla wegan, zarówno podczas gastronomicznych zlotów, jak i w warszawskich lokalach. I na to się otworzyliśmy, czego dowodem jest menu w słynnym "Tela Avivie". Poprosiłem Wojciecha Kacperskiego - miejskiego publicystę z "Kultury Liberalnej" o wypowiedź na temat tego, co o nas - Warszawiakach - takie zmiany i plebiscyty mówią:
Wojciech Kacperski, publicysta miejski z „Kultury Liberalnej”

Smaczna historia Warto wspomnieć, że warszawska gastronomia jeszcze przed wojną miała się bardzo dobrze. Ba, ilość restauracji i lokali gastronomicznych przypominała opasłe menu, w którym mogliśmy znaleźć smaki z całego niemal świata. I nie trzeba daleko szukać dobrych przykładów tego, jak potrafiliśmy się tu, nad Wisłą, stołować. Jedną z najsłynniejszych restauracji była ta należąca do Fukierów. Na początku była to winnica z najstarszymi winami na świcie! Niestety, czasy II Wojny Światowej spowodowały, że po słynnych zbiorach nie zostało śladu. Podobnie było z kulturą restauracyjną, która może nie zniknęła na dobre, ale bardzo zanikła.
Na szczęście dziś restauracja “U Fukiera” działa i kontynuuje tradycje nie tylko te przedwojenne, ale także te sięgające aż XVII wieku. Podobnie jest z lokalem “U Barassa”, którego historia sięga XIX wieku. Restauracja mieszcząca się na Rynku Starego Miasta wróciła na dobre dopiero w 1995 roku, ale gości raczy smakami kuchni staropolskiej. Z historycznego punktu widzenia jest ważnym punktem na kulinarnej mapie stolicy.

No dobrze, a co mogliśmy zjeść w Warszawie po 1944? Trzeba pamiętać, że po wojnie już tak bogato w smaki nie było. Są jednak na mapie stolicy wciąż takie adresy, kryjące restauracje, które można nazwać legendarnymi. Chociażby “Pod Samsonem”, którą otworzono 1958 roku i działa nieprzerwanie do dziś. Usytuowana w okolicach Rynku Nowego Miasta restauracja przyciąga dziś klientów z całego świata. Przede wszystkim przysmakami kuchni polskiej i żydowskiej.
Jedno jest pewne - Warszawa nabiera smaku Maciej Nowak w jednym z ostatnich swoich tekstów o konkursie “Knajpa Roku” pisze tak:
Maciej Nowak, krytyk kulinarny
I naprawdę trudno z Nowakiem się nie zgodzić. To, jak zmienia się Warszawa pod niemal każdym względem, także tym gastronomicznym, napawa optymizmem i z sukcesem leczy z kompleksów. Co nam to mówi o Polakach? Przede wszystkim to, że nie boimy się zmian, szybko się uczymy i - doganiamy Zachód i cały świat. A bywa coraz częściej i tak, że potrafimy i jednych i drugich wyprzedzić.
Bo jak wszyscy dobrze wiemy - polska kuchnia jest najlepsza na świecie.
Chcesz więcej stylu? Znajdź nas na facebooku.
