
– Nigdy nie wrócę do partii, w której za kolegę będę miał tego człowieka – mówi były poseł PiS Jan Tomaszewski. To o 30-letnim Marcinie Mastalerku, jednym z młodych wilków prezesa Kaczyńskiego, który w ciągu kilku lat z szefa partyjnej młodzieżówki stał się jednym z bardziej wpływowych polityków PiS. Złośliwi dodają – tylko dlatego, że jest politycznym dzieckiem Joachima Brudzińskiego...
Mastalerek, jak wynika z ostatnich doniesień "Newsweeka", to jeden z bohaterów wewnątrzpartyjnej rozgrywki w PiS przed wyborami samorządowymi. Jest w sztabie, więc w teorii odpowiada za kampanię, ale tak naprawdę swoje wysiłki koncentruje na tym, by wygryźć rzecznika partii Adama Hofmana. Między dwoma młodymi politykami trwa otwarta wojna o to, kto będzie miał bliżej do ucha prezesa i kto zostanie przywódcą grupy pisowskich młodziaków. Przy tym "Breivik", bo tak w partii nazywają Mastalerka, z każdym miesiącem rośnie w siłę.
Jak młody polityk, który jeszcze trzy lata temu zasiadał w sejmiku województwa łódzkiego, tak szybko wspiął się po szczeblach partyjnej hierarchii? – Dla nikogo w PiS nie jest tajemnicą, że Marcin jest politycznym dzieckiem Joachima Brudzińskiego, który jest nr 2 albo 3 w partii. To on wciągnął go na szczyt za uszy – opowiada Jan Tomaszewski, poseł z Łodzi, który odszedł z PiS, kiedy jego szefem w regionie został Mastalerek.
Wiem, że z Joachimem i środowiskowo, i towarzysko jest związany. Pewnie miało to wpływ na awanse. Także dzięki temu Marcin Mastalerek znalazł się wśród kilku młodych osób, które postanowiliśmy wyróżnić.
Kaczyński wywindował go tak wysoko, bo zgodnie ze swoją starą zasadą chciał mieć przeciwwagę dla Hofmana, któremu nigdy do końca nie ufał.
Na pozycję w PiS pracuje nie tylko budując sojusze i wycinając rywali. Stara się też zaistnieć w mediach, przy niektórych okazjach skutecznie. Tak było, kiedy wybuchła afera Amber Gold. To Mastalerek stał się czołowym ekspertem PiS od tej sprawy. Wcześniej skutecznie walczył o o przywrócenie 50 proc. ulgi komunikacyjnej dla studentów.
