Zdjęcie jest tylko ilustracją do tekstu
Zdjęcie jest tylko ilustracją do tekstu Fot. Radosław Jóźwiak / Agencja Gazeta

Ten tekst bierze się ze zdziwienia. Jednego zdziwienia mojego i jednego cudzego. Redaktor Machała, niedużo starszy ode mnie – chociaż twierdzi inaczej – zdziwił się ostatnio, gdy powiedziałam mu, że urządzam imprezę urodzinową w Wielki Piątek. Był to dla niego pretekst do napisania wielkanocnego „wyznania wiary”. Ja zdziwiłam się za to jego autentycznym zdumieniem, które wywołała moja deklaracja, że od lat głosuję na lewicę. Jako posiadaczka drogich torebek, uzależniona od jeżdżenia taksówkami, poglądów lewicowych mieć przecież nie mogę. Postanowiłam zrobić małe sprostowanie. Lewicowe, kawiorowe, w dniu Święta Pracy.

REKLAMA
Kiedy chodziłam do liceum, czyli w drugiej połowie lat 90., poglądy lewicowe wśród znanej mi młodzieży nie były popularne. Jeśli już ktoś takowe miał, musiał je skrzętnie ukrywać. Inaczej groził mu lincz ze strony przepełnionych moralnością koleżanek i kolegów, których rodzice rzekomo działali w opozycji. W mojej klasie – a była to klasa humanistyczna w stołecznym liceum Czackiego – lewicowy światopogląd utożsamiano wówczas z komunizmem.
Upiory minionej epoki nadal straszyły: dzieciaki postrzegały siebie przez pryzmat działalności swoich rodziców i dziadków. Takie hasła, jak „klasa” czy „pochodzenie” ożywały, w zupełnie nowym, zaskakującym kontekście. Niektórzy chodzili na lekcje „ubrani” w rodowe sygnety. Jeśli czyjś ojciec działał w Solidarności, nosił bibułę lub „siedział”, należało to eksponować w rozmowach prowadzonych na szkolnych korytarzach. Jeśli czyjś ojciec był w partii, należało milczeć. Już samo bycie w partii było zbrodnią. Niewybaczalną.

Wielkanocne wyznanie wiary CZYTAJ WIĘCEJ

Nie wiem, czy coś się zmieniło w mentalności pokolenia, do którego przynależę, które podrosło wraz ze mną, czy to ja zradykalizowałam się w poglądach i znalazłam w środowisku, w którym lewicowych ciągot ukrywać nie trzeba. Jeśli tak, owa ewolucja towarzyska przebiegła łagodnie i naturalnie. Grunt, że wśród moich przyjaciół o „podstawach” dyskutować nie trzeba.
To jasne, że wszyscy jesteśmy za uchwaleniem ustawy o związkach partnerskich. Jesteśmy feministkami i feministami. Optujemy za refundacją in vitro, antykoncepcji oraz liberalizacją ustawy antyaborcyjnej. Tępimy homofobię, ksenofobię, antysemityzm, szowinizm. W głowach, ale również w języku. „Kochajmy się jak przyjaciele, liczmy się jak Żydzi” – takimi żarcikami raczej się nie wymieniamy. Neoliberalny stosunek do kultury nas mierzi. Uważamy, że kulturę wysoką należy dotować, bo NIE jest produktem, tylko wartością. Sortujemy śmieci, oszczędzamy wodę. Idea przyjaznego państwa, które dba o swoich obywateli, otacza ich niezbędną opieką jest nam bliska. Podobnie, jak prawo kobiet do samostanowienia. Rzecz jasna w obrębie mojego środowiska występują różnice poglądów. Zdarzają się ostre rozmowy, spory polityczne. Trzon światopoglądowy mamy jednak wspólny. Nie mogłabym przyjaźnić się z człowiekiem, który uważa, że homoseksualizm należy leczyć. Być może jest to przejaw mojego braku otwartości, nietolerancji – znajdą się z pewnością tacy, którzy mi to zarzucą. Z mojej perspektywy jest to wyłącznie elementarna przyzwoitość. Odruch bezwarunkowy mojego organizmu.
Komunizm, św. Józef, czy słodkie lenistwo, co świętujemy 1 maja?

Dzisiaj Święto Pracy. Dzień, który jednym kojarzy się z PRL-owskim paździerzem i pierwszomajowymi pochodami, a innym ze zbiorem uniwersalnych lewicowych ideałów. Ideały te mogą wyznawać i wyznają również ci, którzy nie odpowiadają stereotypowemu wyobrażeniu „napalonego lewaka”. Redaktor Machała uniósł brew, gdy dowiedział się, że moje serce bije bardzo na lewo. Spojrzał znacząco na moje błyszczące szpilki i chrząknął. Cóż, faktycznie nie noszę dreadów, nie mieszkam na squacie, nie jeżdżę stopem na wakacje. Czy to coś zmienia?
Uważam, że ludzka praca musi być godziwie wynagradzana. Państwo powinno – w mądry sposób – roztaczać opiekę nad tymi, którzy sobie życiowo nie radzą. Powinno przeciwdziałać społecznemu rozwarstwieniu, zapobiegać wzrostowi grupy osób wykluczonych ze względów ekonomicznych, fundować stypendia dla wiejskiej młodzieży, wspierać samotne matki i ojców, szkolić bezrobotnych. Przeraża mnie światopogląd konserwatywnych liberałów, którzy czczą Boga z jednej strony, a z drugiej ślepo wierzą w wolny rynek (w każdej sferze życia oraz, co ważne, niczym nieograniczony). Takie myślenie, moim zdaniem, nie ma przyszłości.
Patrząc już czysto pragmatycznie: syci, wyspani, wypieszczeni powinni – w swoim własnym interesie – dbać o głodnych, zmęczonych, odrzuconych. Inaczej system, którego są beneficjentami, załamie się. Oburzeni, prędzej czy później, zburzą parkany zamkniętych osiedli. Już dzisiaj czują się oszukani przez bankierów i rynkowych spekulantów, którzy doprowadzili do mitycznego Kryzysu. Kto na nim cierpi najbardziej? Oczywiście biedni.
Odkąd skończyłam liceum, sporo się zmieniło. Dla ludzi w moim wieku lewicowy światopogląd powoli odrywa się od historycznych konotacji, traci PRL-owski „ogon”. Poglądy nie są (nie muszą być) logicznym przedłużeniem biografii naszych rodziców. Dzisiaj działamy sami, na własny rachunek. W państwo opiekuńcze wierzą również ci, którzy radzą sobie dobrze zawodowo, ci, którzy nie odpadają wcale w obliczu wolnorynkowej konkurencji. Ich wiara nie wynika bowiem z osobistych kompleksów i frustracji, tylko z głębokich przekonań. Ewentualnie: z rozsądku.
O takich, jak ja, redaktor Machała mówi „kawiorowa lewica”. Tego określenia, w stosunku do siebie, używa również Małgorzata Szumowska. Jest w nim spora doza autoironii, która mi się podoba. Zastanawia mnie tylko, czy ów przysłowiowy kawior (jako metafora pewnego stylu życia) faktycznie tak kłóci się z soc-ideałami? Czy kawior musi występować osobno na tym talerzu? Czy trzeba akcentować go już w nazwie? Czy walka o lewicowy światopogląd przystoi tylko robotnikom? Czy nie czas już spojrzeć z dystansu na pojęcia „lewica” oraz „prawica”, by odkryć – być może ze zdumieniem – w której szufladce mieszczą się teraz nasze poglądy? Nie, żebym sugerowała odpowiedź. Ja tylko pytam.