"Opętany przez diabła" poszukiwany przez cztery afrykańskie armie i jednostki specjalne

youtube.pl
W Ugandzie mówi się, że kierują nim demony. On sam nazywa się Mesjaszem. Ukrywającego się w afrykańskiej dżungli Josepha Kony'ego poszukują armie Ugandy, Konga, Sudanu Północnego i Południowego, wspierane przez jednostki specjalne Stanów Zjednoczonych.


Joseph Kony, ugandyjski zbrodniarz wojenny, przywódca Lord Resistance Army (LRA) jest "sławny" ze względu na film, który niedawno obiegł internet - "Kony 2012". Mówi on o zbrodniach jakich ten człowiek się dopuścił, terrorze jakim zastraszył wszystkich mieszkańców Ugandy i zagrożeniu jakie nadal dla nich stanowi.


Lord Resistance Army to partyzancka grupa, prowadząca brutalną kampanię o ustanowieni teokratycznego rządu w Ugandzie. Grupa chce przeforsować zmiany, które pozwolą na wprowadzeni prawa opartego na Dekalogu i tradycji miejscowego ludu Aczoli. Działają już od 1987 roku. Rekrutacja do ich szeregów jest co najmniej nietypowa. Porywają dzieci z okolicznych wiosek i wcielają je do "armii" Szacuje się, że od początku konfliktu, którego są zarzewiem, LRA uprowadziło około 25-30 tysięcy dzieci.


KONY 2012 - chodzi o dzieci czy ropę?

Organizacja wraz ze swoim przywódcą przebywa w tej chwili w głębokiej dżungli w Sudanie. Ten rejon Afryki nazywany jest "strefą niedostępną". To nie przeszkadza jednak, żeby w poszukiwaniach brały udział aż cztery afrykańskie armie. Dodatkowo wspomaga je stu żołnierzy z oddziałów specjalnych USA. To właśnie oni koordynują całą operację. Jest to ta sama jednostka - Navy Seals - która doprowadziła niedawno do śmierci Osamy Bin Ladena.



Opętany przez diabła
Oburzające są przede wszystkim warunki w których dochodziło i dochodzi do porwań przez LRA. Przy okazji uprowadzeń zabijane były i są często całe rodziny dzieci oraz ich sąsiedzi. Wszystko prowadzone jest pod sztandarem dziwacznie rozumianej pobożności. Jedną z jego przejawów były na przykład ataki tej paramilitarnej organizacji, które na początku przeprowadzały oddziały w formacji krzyża.

Po atakach z 11 września ruch ten został uznany za organizację terrorystyczną. Ci, którym udało się uciec o przywódcy mówią, że jest "opętany przez demony, albo diabła". I tak też postrzegany jest przez całą grupę. On sam uważa się za mesjasza niosącego światu wartości chrześcijańskie. Nosi ubrania pokropione wodą święconą, a swoim dzieciom-żołnierzom zakłada na szyję małe krzyżyki, które mają je ocrhonić przed kulami przeciwnika.

Internet kontra porywacz dzieci, milionowy odzew


Wielu mieszkańców Ugandy wierzy, że Joseph Kony nosi w sobie jednego z "duchów przodków", który pozwala mu ukrywać się i uniemożliwia złapanie go. To pokazuje, jak wielką ma siłę oddziaływania na psychikę mieszkańców tego kraju. Zarówno Kony, jak i żołnierze jego armii, są nieobliczalni i sieją od lat postrach wśród miejscowych.

Uganda to druga Arabia Saudyjska
Działalność tego człowieka jest w sposób oczywisty naganna i wszelkie środki, jakie są potrzebne aby go zatrzymać, powinny zostać podjęte. Dla wielu osób amerykańska interwencja w tej sprawie - po tak długim czasie i w tak nietypowych okolicznościach - jest jednak zastanawiająca. Nie jest to pierwszy i ostatni człowiek tego typu, prowadzący tak zbrodniczą i szkodliwą działalność. Wielu uważa, że jedyną motywacją za wkroczeniem wojsk na tereny Ugandy są ogromne złoża ropy naftowej, które znajdują się na jej terytorium. Szacuje się, że zasoby są znacznie większe niż te należące do Arabii Saudyjskiej. W ten sposób amerykańskie korporacje chcą utorować sobie do nich drogę dostępu.