"Chciałeś zaoszczędzić? To teraz cierp cwaniaku". Internetowy hejt wylewa się na frankowiczów

W pułapce długu zaciągniętego we franku szwajcarskim znalazło się ok. 550 tys. Polaków.
W pułapce długu zaciągniętego we franku szwajcarskim znalazło się ok. 550 tys. Polaków. Fot. Lisa S. / www.shutterstock.com
Dramatyczny wzrost wartości szwajcarskiej waluty po raz kolejny już wywołał wielką dyskusję o tym czy i jak rząd powinien pomóc Polakom zadłużonym we franku. A dyskusja z kolei, której do merytorycznej często bardzo daleko, po raz kolejny udowodniła, że nie jesteśmy narodem życzliwym. Nawet wobec samych siebie.


Mów o swoich problemach, poglądach i wątpliwościach i gotuj się na wielki hejt. Przykład tego schematu mieliśmy już okazję oglądać wielokrotnie. Teraz obserwujemy to przy "dyskusji" o sytuacji 550 tys. frankowiczów po dramatycznym skoku wartości franka szwajcarskiego. "Dyskusji", w której stroną nacierającą są posiadacze kredytów w złotówkach.
Królik Okrutnik

Kto kogo zmuszał do brania kredytów we franku? Każdy wiedział,że jest ryzyko a jeśli nie posiadał takiej wiedzy to znaczy, że jest debilem, który nie wie, że waluta ma wahania na kursie. Tak, k**** nawet frank. Mam znajomego, któremu średnio się wiedzie i musiał wziąć kredyt. Wziął go w naszej walucie, bo zdawał sobie sprawę,że z kursem franka różnie bywa. No i teraz ma spokój.

Wiedzieli na co się piszą
Każdy, kto decydował się na kredyt w walucie obcej, czy to we franku czy w euro, był w banku informowany o tzw. ryzyku kredytowym. O możliwych wahaniach kursu w szczególności. Ale wszystko przesłaniała wizja bardzo niskiej raty i mantry doradców, że "raczej nie wzrośnie".


– Chociaż, biorąc to wszystko pod uwagę, wzięcie kredytu we frankach wydawało się stąpaniem po polu minowym, banki przedstawiały to raczej jako chodzenie po wodzie – pisze Paweł Strawiński w Onecie.
Przemysław Małkowski

Kredytobiorcy dzielą się na dwie główne grupy. Pierwsza to ci co brali w złotówkach, nazwijmy ją "Grupą A" i ci co brali we frankach nazwijmy ją "Grupą B". Człowiek, przynajmniej większość ma coś takiego że zazdrości jeden drugiemu. Najpierw Grupa A zazdrościła Grupie B że ci mają mniejszą ratę o te kilkaset złotych i Ci z Grupy B się wozili jacy to oni nie są fajni a ci z Grupy A są głupi i płacą więcej. Teraz sytuacja się odwróciła i ci z Grupy A mogą się poznęcać nad tymi z Grupy B. Należy jeszcze wziąć pod uwagę fakt iż jeżeli ktoś dogryzał mi to ja mu się odgryzę dwa razy mocniej. Bo raz że muszę zaspokoić swoje połechtane ego a dwa że muszę mieć pewność że pójdzie mu w pięty. I tak to te dwie grupy sobie dogryzają.

WSZYSTKIM zarówno z Grupy A jak i Grupy B życzę zdrowia, aby starczyło sił na pracę, która pozwoli spłacać zarówno jednym jak i drugim zaciągnięte kredyty.

My Wam nie pomożemy
Kto wie jednak, czy nie mamy tu też do czynienia z odwiecznym napięciem bogaci-biedni. Albo, w tym wypadku, trochę bogatsi-trochę biedniejsi.

– Po pierwsze ze struktury socjologicznej Polaków mających zadłużenie we franku szwajcarskim wynika, że są to ludzie ponad przeciętnie zamożni – mówi Ireneusz Jabłoński z Centrum Adama Smitha. – Po drugie, nawet gdyby ta struktura przedstawiała się inaczej, nie ma żadnego powodu po temu, by państwo, rząd czy w efekcie także i podatnicy, mieli dokładać się do tego, co się frankowiczom nie udało. Dlaczego, skoro im pomóc, nie pomóc kredytobiorcom mającym zobowiązania w złotówkach czy dolarach? Im też bywa przecież trudno.
Królik Okrutnik

Każda osoba biorąca kredyt we franku doskonale wiedziała,że kurs może się wahać. Jak szedł w dół i raty były niższe to się wszyscy cieszyli, ale jak poszedł w górę to trwoga i o pomoc. Nie wiem dlaczego z moich podatków należałoby im pomagać skoro to jest ich ryzyko. Jak kupię akcje jakiejś firmy i na nich stracę to też mam się ubiegać o pomoc?

Nie chodzi o podatki, głupcze!
Hejt podlewa oprócz przekonania o wyższości "skoro mam kredyt w PLN", także wizja rządowej pomocy dla frankowiczów, której źródłem miałyby być nasze, z bólem płacone podatki. Tyle tylko, że rząd jak dotąd nie wspomniał o żadnych szczegółach tego wsparcia, a posłowie PO twierdzą wprost, że frankowiczom nic się nie należy. "Dyskutantom" to nie przeszkadza.
Radek Pietroń

To po prostu kolejna szkoła myślenia. Jak z ambergoldem, skokiem z Wołomina czy dawno temu bankiem wielkopolskim... jak ludzie nie myślą, to tak się kończy...

A co na to sami zainteresowani? Tu zdania są podzielone. Jedni idą do sądu składając pozew zbiorowy, w którym zarzucają bankom oszustwo i naciąganie na kredyty walutowe, inni pogodzeni z losem łykają gorzką, szwajcarską pigułkę. – Oczywiście fajnie by było, gdyby rząd mi pomógł, ale nie bardzo wiem jak – pisze Basia, nasza czytelniczka. – Biorąc kredyt we frankach brałam pod uwagę ryzyko kursowe. Przez pierwsze lata spłacania moje raty były niższe niż gdybym miała kredyt w złotych. Zaryzykowałam i teraz ponoszę konsekwencje. Choć muszę przyznać, że nigdy nie przypuszczałam, że wartość franka wzrośnie tak bardzo.



Po co więc ta burza?

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
POLECAMY 0 0"Cały dom robi we wiadra". Sławojki i wychodki w środku polskiego miasta
0 0Przekop Mierzei przyciąga turystów. Nie wszyscy się cieszą
0 0Będzie nowy serial w świecie "Star Wars". Jest mroczny zwiastun