
Dramatyczny wzrost wartości szwajcarskiej waluty po raz kolejny już wywołał wielką dyskusję o tym czy i jak rząd powinien pomóc Polakom zadłużonym we franku. A dyskusja z kolei, której do merytorycznej często bardzo daleko, po raz kolejny udowodniła, że nie jesteśmy narodem życzliwym. Nawet wobec samych siebie.
Kto kogo zmuszał do brania kredytów we franku? Każdy wiedział,że jest ryzyko a jeśli nie posiadał takiej wiedzy to znaczy, że jest debilem, który nie wie, że waluta ma wahania na kursie. Tak, k**** nawet frank. Mam znajomego, któremu średnio się wiedzie i musiał wziąć kredyt. Wziął go w naszej walucie, bo zdawał sobie sprawę,że z kursem franka różnie bywa. No i teraz ma spokój.
Każdy, kto decydował się na kredyt w walucie obcej, czy to we franku czy w euro, był w banku informowany o tzw. ryzyku kredytowym. O możliwych wahaniach kursu w szczególności. Ale wszystko przesłaniała wizja bardzo niskiej raty i mantry doradców, że "raczej nie wzrośnie".
Kredytobiorcy dzielą się na dwie główne grupy. Pierwsza to ci co brali w złotówkach, nazwijmy ją "Grupą A" i ci co brali we frankach nazwijmy ją "Grupą B". Człowiek, przynajmniej większość ma coś takiego że zazdrości jeden drugiemu. Najpierw Grupa A zazdrościła Grupie B że ci mają mniejszą ratę o te kilkaset złotych i Ci z Grupy B się wozili jacy to oni nie są fajni a ci z Grupy A są głupi i płacą więcej. Teraz sytuacja się odwróciła i ci z Grupy A mogą się poznęcać nad tymi z Grupy B. Należy jeszcze wziąć pod uwagę fakt iż jeżeli ktoś dogryzał mi to ja mu się odgryzę dwa razy mocniej. Bo raz że muszę zaspokoić swoje połechtane ego a dwa że muszę mieć pewność że pójdzie mu w pięty. I tak to te dwie grupy sobie dogryzają.
WSZYSTKIM zarówno z Grupy A jak i Grupy B życzę zdrowia, aby starczyło sił na pracę, która pozwoli spłacać zarówno jednym jak i drugim zaciągnięte kredyty.
Kto wie jednak, czy nie mamy tu też do czynienia z odwiecznym napięciem bogaci-biedni. Albo, w tym wypadku, trochę bogatsi-trochę biedniejsi.
Każda osoba biorąca kredyt we franku doskonale wiedziała,że kurs może się wahać. Jak szedł w dół i raty były niższe to się wszyscy cieszyli, ale jak poszedł w górę to trwoga i o pomoc. Nie wiem dlaczego z moich podatków należałoby im pomagać skoro to jest ich ryzyko. Jak kupię akcje jakiejś firmy i na nich stracę to też mam się ubiegać o pomoc?
Hejt podlewa oprócz przekonania o wyższości "skoro mam kredyt w PLN", także wizja rządowej pomocy dla frankowiczów, której źródłem miałyby być nasze, z bólem płacone podatki. Tyle tylko, że rząd jak dotąd nie wspomniał o żadnych szczegółach tego wsparcia, a posłowie PO twierdzą wprost, że frankowiczom nic się nie należy. "Dyskutantom" to nie przeszkadza.
To po prostu kolejna szkoła myślenia. Jak z ambergoldem, skokiem z Wołomina czy dawno temu bankiem wielkopolskim... jak ludzie nie myślą, to tak się kończy...
Tymczasem, gdyby wsłuchać się w głos ekspertów i samych frankowiczów, tej internetowej burzy w ogóle by nie było. Po pierwsze, nikt na razie nie zabiera się do pomocy, bo, choć teoretycznie możliwe, mityczne rozwiązanie węgierskie byłoby im nie na rękę. Jak ocenia Ireneusz Jabłoński na tym etapie i po aktualnym kursie, zmiana waluty zaciągniętego wcześniej kredytu, wcale nie byłaby dla klientów indywidualnych korzystna, bo zamroziłaby ich dług na de facto wyższym poziomie. Podobnie ma się sytuacja z masowym przewalutowaniem, na którym rząd – jak szacują eksperci – straciłby ponad 40 mld złotych, złoty mocno by się osłabił a system bankowy uległ destabilizacji.
Kredyt we frankach brali "bystrzaki" ," cfaniacy ". Reszta brała w złotówkach ale to byli przeciętniacy z którymi nie warto rozmawiać. Zna ktoś może Niemca, który wziął kredyt we frankach albo Anglika, który wziął kredyt w jenach ? Ja nie znam.
