Kurs franka w ciągu kilku dni drastycznie podskoczył.
Kurs franka w ciągu kilku dni drastycznie podskoczył. Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta

„Zbankrutowaliśmy przez kredyt we franku”, „jestem frankowiczem, życie podporządkowałem kredytowi”, „nie stać mnie na spłatę raty” – podobnych mniej lub bardziej dramatycznych komentarzy czy historii w ostatnich dniach można przeczytać naprawdę sporo. W kontekście tego, co stało się z kursem franka, właściwie tylko takie. I nie ma się co dziwić, wśród 600 tys. polskich frankowiczów jest sporo ludzkich dramatów. Ale nie wolno oszaleć.

REKLAMA
To także tysiące historii ludzi, którzy wzięli taki kredyt, na który ich stać. Niekoniecznie w wielkim mieście na blisko milion złotych. Normalnie, bez komornika na karku, z wyższa ratą, ale nie na tyle, by ogłaszać upadłość i „uciekać z kraju”. Pokazujemy nie czarną, ale szarą stronę kredytu we franku. Białej raczej nie będzie.
– To ludzkie tragedie, ale nie można wszystkich frankowiczów od razu wrzucać do jednego worka, jako roszczeniowych kredytobiorców, którzy wzięli nieodpowiedzialne kredyty. Ja mam i sobie radzę, podobnie jak tysiące innych osób – mówi Dariusz, który kilka lat temu wziął kredyt we franku.

Polscy frankowicze

Na około 600 tys. osób, które wzięły kredyt we franku szwajcarskim, 250 tys. to kredytobiorcy, którzy sięgnęli po niego w najgorszym z możliwych momentów, a Komisja Nadzoru Finansowego już w 2012 roku nazwała te kredyty "niezabezpieczonymi" Czytaj więcej

Co pomyślałeś w zeszłym tygodniu, gdy wszyscy zaczęli donosić o „kryzysie franka”? Dramat, tragedia, koniec świata?

Że trzeba będzie ograniczyć przyjemności.

Kiedy wziąłeś kredyt?
Osiem lat temu – w 2007 roku. Mniej więcej wtedy, kiedy wszyscy.
Ile?
70 tysięcy franków rozłożonych na 21 lat. Wtedy była to równowartość 160 tysięcy złotych. Akurat tyle potrzebowaliśmy do wykończenia budowy domu.
Czemu kredyt we frankach?
Wtedy to była najkorzystniejsza opcja, frank szwajcarski był stabilną walutą. Nikt nam nie doradzał, nie poszliśmy za trendem znajomych, nie skorzystaliśmy z rady doradcy, który zachwalał tę opcję pod niebiosa. To była nasza świadoma decyzja, wtedy nie spodziewaliśmy się, że kurs może aż tak podskoczyć, choć liczyliśmy się z tym. Wzięcie kredytu we franku było dużo korzystniejsze od złotówkowego, na każdej racie oszczędzaliśmy kilkaset złotych. Po ośmiu latach spłacania i zeszłotygodniowego krachu i tak jesteśmy do przodu w stosunku do kredytu, który wzięlibyśmy w złotówkach.

Nie boisz się?
Nie. Żona ma lekkie obawy, ale z drugiej strony urządziliśmy się tak jak marzyliśmy. To właśnie dzięki kredytowi. Tak czy inaczej spłacamy go przez 21 lat. Obawy moglibyśmy mieć, gdybyśmy oboje stracili pracę, ale wtedy byłoby ciężko niezależnie od tego, czy ktoś ma kredyt, czy nie.
Ile zostało do spłaty?
49 tysięcy franków, czyli przy obecnym kursie około 210 tysięcy złotych.
Osiem lat spłacania i… nadal musisz spłacić to, co wziąłeś w złotówkach plus kolejne 50 tysięcy. Ciężko mówić, żeby to wyglądało zachęcająco.
Pamiętaj, że wziąłem kredyt we frankach i we frankach go spłacam. Przy każdym skoku kursu nie byliśmy zadowoleni, ale nigdy nie panikowaliśmy. Poziom naszego życia nie ucierpiał, choć nie zawsze było kolorowo, a dochody w przeciwieństwie do wysokości raty nie zawsze rosły.
Ile wynosiła miesięczna rata na początku, a ile wynosi teraz?
Zaczynało się od ok. 800 zł, dziś razem ze wszystkimi opłatami to 1500-1600 zł. To jakieś 200-300 zł więcej niż w zeszłym tygodniu. Szału nie ma, ale uda się to znaleźć budżecie.
Przecież to dwa razy więcej!
I też nie jestem z tego powodu szczęśliwy, ale nie jest to suma, która rujnuje budżet. To duży skok patrząc teraz, ale wysokość raty zwiększała się raczej systematycznie, nie nagle o 800 zł. Wzięliśmy taki kredyt, na który było nas stać. Nie rzuciliśmy się na apartamentowiec w centrum miasta za kilkaset tysięcy złotych z ratą, która na początku znacząco obciążałaby budżet, a dzisiaj niemal przekraczała miesięczną pensję. Trzeba mierzyć siły na zamiary. Nie wszyscy frankowicze to osoby, które pobrały za duże kredyty, a teraz ich spłata zmienia się w studnię bez dna, gdzie nawet sprzedaż nieruchomości nie pozwoli na spłatę zadłużenia.

Nie myśleliście o przewalutowaniu?
Nie, ewentualnie o wcześniejszym spłaceniu, gdyby kurs znacznie spadł, ale jak widać na razie się na to nie zanosi.
Patrząc na relacje dotyczące polskich frankowiczów, mam wrażenie, że każdy z nich jest w dramatycznej sytuacji. Ciężko powiedzieć, że to nie odbija się na twoim budżecie, ale raczej nie można cię wrzucić do tego samego worka. Skąd ta różnica?

Absolutnie nie powiem, że te 200-300 złotych różnicy miesięcznie w spłacie nie robi mi różnicy. Robi, ale akceptowalną. Wzięliśmy taki kredyt, który jesteśmy w stanie spłacić. Mamy stabilną pracę jeśli chodzi o dochody, ale tak jak mówiłem, gdyby coś się popsuło w tej kwestii, to mielibyśmy kłopoty niezależnie od tego, czy jest do spłaty kredyt, czy go nie ma. Mam kilkoro znajomych, którzy również wzięli kredyt we frankach, wszyscy jesteśmy z małego miasta – u nich sytuacja jest podobna. Nie są zachwyceni, ale nie mają problemu ze spłatą.
Ale jest kilkaset tysięcy osób, które go mają. Głównie w dużych miastach. Państwo powinno im pomóc?
Jeżeli lawinowo zaczną się opóźnienia w spłatach, to tak – uważam, że Państwo powinno zainterweniować.
A kredytobiorcy mogą się tej pomocy domagać na ulicach? Ledwo co zniknęli z nich górnicy. Panuje przekonanie, że skoro oni dostali, to czemu inni też nie mogą.
Wyobrażam sobie, że ludzie w akcie desperacji mogą iść na całość. Co ma stracenia człowiek z zadłużeniem dwu czy trzykrotnie wyższym, niż wartość wziętego kredytu i windykatorem na karku? Skoro państwo socjalnie utrzymuje alkoholików, nierobów czy wszelkiej maści kombinatorów, to powinno również zadbać o tych, którzy uczciwie pracują i naprawdę chcieliby spłacać ten kredyt, ale wpadli w pułapkę.
Czujesz się oszukany?
Absolutnie nie. Jak to się mówi - widziały gały, co brały, dlatego moje brały rozsądnie. Naprawdę współczuję tym, którym zaczyna brakować na spłatę raty, to ludzkie tragedie, ale nie można wszystkich frankowiczów od razu wrzucać do jednego worka, jako roszczeniowych kredytobiorców, którzy wzięli nieodpowiedzialne kredyty.
Gdybyś mógł cofnąć się do 2007 roku, co byś zrobił?

Na pewno znów wziąłbym kredyt, ale głęboko zastanowił się nad walutą. Pewnie poszedłbym za radą, że kredyt trzeba brać w walucie, w której się zarabia, ale mądry Polak po szkodzie. Spłacam franka.