Czy polska ma w ogóle szansę stać się państwem frontowym?
Czy polska ma w ogóle szansę stać się państwem frontowym? Fot.Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta/ natemat

Sytuacja na Ukrainie robi się coraz bardziej poważna. Rosja pręży muskuły, lata bombowcami nad Europą, buduje bazy. Europa Zachodnia stara się być racjonalna, USA natomiast nie przebiera w słowach. Polska natomiast jest jakby zupełnie oderwana od rzeczywistości - nie dość, że nieprzygotowana do wojny, to jeszcze macha szabelką. Czy aby na pewno?

REKLAMA
Wpis Jacka Poniedziałka na blogu naTemat wywołał lawinę komentarzy. Autor sugeruje w nim, że nie powinniśmy prowokować Rosji, że wysyłanie na Ukrainę broni to strzelania z największych armat oszołomstwa oraz, że z Rosją nikt nie wygra.
Niektórzy odnoszą się  do tekstu pozytywnie, czytelnicy zauważyli, że ktoś wreszcie napisał coś niepoprawnego politycznie, ale równocześnie bardzo prawdziwego. Część komentarzy jest natomiast w tonie oskarżycielskim, sugerują, że chowanie głowy w piasek i zostawienie Ukrainy w potrzebie jest co najmniej nieeleganckie, a przede wszystkim niebezpieczne. Tym samym dajemy do zrozumienia, że Rosja może zrobić co chce.
Nie obyło się też bez porównań historycznych sprzed drugiej wojny światowej, zagarnięcia przez Hitlera kawałka Czech oraz Austrii. Jednak czy rzeczywiście możemy porównywać te dwie odmienne rzeczywistości historyczne? I czy naprawdę można powiedzieć, że machamy szabelką?
– Absolutnie nie określiłbym Polski jako państwa, które wymachuje szabelką – mówi mi Krzysztof Boruc, ekspert wojskowości z Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas. – Uważam nawet, że jako państwo jesteśmy bardzo wycofani – dodaje.
Ekspert zaznacza też, że uległe stanowisko Francji i Anglii jest efektem działania rosyjskiego wywiadu i koronkowej roboty rosyjskich służb dyplomatycznych.
Czy USA działa tak samo jak Rosja?
Jacek Poniedziałek podkreśla w swoim blogowym wpisie, że Amerykanie, którzy teraz najgłośniej żądają wycofania wojsk rosyjskich z Ukrainy, sami zachowywali się w ten sposób w innych częściach świata.
Jacek Poniedziałek na swoim blogu

Kiedy Stany Zjednoczone i ich „cywilizowana” koalicja atakowały państwa Ameryki Łacińskiej czy Afryki i Azji, Rosja pilnowała swoich interesów (bez wkraczania wojskiem) na Bliskim Wschodzie, a także w innych częściach Afryki i Azji. Tak działo się niemal zawsze od czasów schyłkowego ZSSR.

Dodaje też, że Rosja nie wypowiadała Ameryce wojny, gdy ta interweniowała w Zatoce Perskiej, Afganistanie czy w Afryce. Pytam więc eksperta, czy takie porównania są w ogóle zasadne.
– Uważam, że te argumenty są całkowicie chybione. Proszę podać mi przykład państwa, w którym USA zmieniło granice. Wyłączając Kosowo, które do tej pory odbija się Amerykanom czkawką. A takiego czynu dokonała Rosja. Ponadto, w tym momencie mamy do czynienia z krajem, który złamał traktaty i umowy międzynarodowe. I właśnie dlatego można dziś otwarcie powiedzieć, że mamy wojnę w Europie.
O jakie umowy chodzi? Mowa tu między innymi o traktacie budapeszteńskim z 1994 roku, który sygnowały Londyn, Moskwa i Waszyngton. Dokument stanowił, że Ukraina godzi się na usunięcie broni jądrowej ze swojego terytorium, w zamian zafundowano jej natomiast suwerenność i integralność. Mamy więc dzisiaj do czynienia z całkowitym zignorowaniem traktatu podpisanego zaledwie 20 lat temu.
Co ma Kuba do Ukrainy?
Dalej Poniedziałek argumentuje, że nie należy dziwić się wzburzeniu Rosjan, wynikającym ze tego, że Ukraina chce wejść do NATO.
Jacek Poniedziałek na swoim blogu

Ukraina była państwem neutralnym. Wynikało to oczywiście również z wielkiej presji Rosjan. Ale takie jest położenie tego kraju na miękkim podbrzuszu Niedźwiedzia.

Czy Stany Zjednoczone tolerowałyby rosyjski sojusz wojskowy i obecność rosyjskich wojsk, samolotów, czołgów i rakiet na terytorium Kuby, Dominikany czy choćby Meksyku?

Krzysztof Boruc zauważa jednak, że Jacek Poniedziałek nie zwrócił uwagi na kolejność chronologiczną wydarzeń, które miały miejsce na Ukrainie. – Przecież pomysł dotyczący włączenia tego państwa do NATO powstał dopiero po agresji rosyjskiej. To nie Ukraina jako pierwsza postanowiła zrezygnować ze swojej neutralności, to wielki sąsiad ją do tego zmusił. Powszechnie przecież wiadomo, że tonący brzytwy się chwyta.
Najważniejsze: Czy pomagając Ukrainie możemy sobie zaszkodzić?
Jacek Poniedziałek roztacza na swoim blogu katastroficzną wizję Polski jako państwa frontowego, które wychodząc przed szereg naraża się na pierwsze strzały. Czy jako sojusznicy Ukrainy dobrowolnie stawiamy się w pozycji kolejnego kraju, który może być ofiarą rosyjskiej agresji?
– Na samym wstępie trzeba zaznaczyć, że żadna zbrojna interwencja Polski na Ukrainie nie jest możliwa. Po pierwsze dlatego, że funkcjonujemy w strukturach NATO. Drugi powód jest bardzo prozaiczny, nie mamy wojska, które mogłoby się na taką misję udać. Słyszałem kiedyś porównanie, że polskie siły zbrojne zmieszczą się na Stadionie Narodowym. Osobiście uważam, że stadion wojewódzki spokojnie by je pomieścił.
Ekspert zaznacza, że nie jesteśmy przygotowani do takich działań, sprzęt mamy w ilościach defiladowych, ponadto społecznie taka inicjatywa jest skazana na porażkę. Polacy deklaratywnie są wielkimi patriotami, jednak niewiele osób byłoby skłonnych rzeczywiście pójść na pole bitwy.
A co, jeśli chodzi o wysyłanie broni na Ukrainę? Czy to nie jest niepotrzebne drażnienie potężnego sąsiada?
Przede wszystkim należy sobie zadać pytanie, kto tu kogo drażni, a kto jest drażnionym? Ponadto, jak zaznacza Krzysztof Boruc, Ukraina jest normalnym państwem, na które nie nałożono żadnego embarga dotyczącego dostaw broni, dlatego nie ma najmniejszego powodu, by zrezygnować z tego rodzaju wymiany handlowej między państwami.
– Proszę mi wierzyć, Rosja naprawdę nie potrzebuje powodów, by zaatakować jakieś państwo. Jeśli będzie chciała to zrobić, to fakt, że handlujemy z kimś bronią lub że mamy tarcze antyrakietowe będzie całkowicie pozbawiony znaczenia.
O co więc chodzi Rosji. Jeśli chce zaatakować, to na co czeka? Jeśli nie, to dlaczego pręży muskuły?
– Coraz częściej mówi się o tym, że w całym zamieszaniu na wschodzie Europy wcale nie chodzi o Ukrainę. Prawdziwym motywem działania Władimira Putina może być chęć rozbicia europejskich struktur politycznych. Świadczyć o tym może chociażby gigantyczna siatka szpiegów rosyjskich.
I na tym polu Rosja odnosi spektakularne sukcesy. Jeśli chodzi o umiejętne sianie strachu Rosjanie od lat są prawdziwymi ekspertami. Felieton Jacka Poniedziałka jest tego znakomitym przykładem.