
Rywale PO od kilku lat ogłaszają, że jeszcze sekunda, jeszcze momencik, a Roman Giertych wróci do polityki, i to właśnie z błogosławieństwem Platformy. Nie tak szybko. Mimo że mecenas znalazł się w towarzyskich kręgach władzy, wciąż ma poważny problem – pamięć o czasach LPR-u i IV RP. Teraz zaczął robić wszystko, by ją wymazać.– Romek wystartował z kampanią pod tytułem "przyzwyczaić do siebie wyborców". Jest adwokatem, może znów być politykiem, ale najpierw musi być autorytetem – mówi jego były kolega.
Komentator Giertycha teoretycznie od ośmiu lat nie ma w polityce, ale jak pomyśleć, ile razy w ostatnim czasie pojawiał się w mediach i jak bliskie relacje łączą go z czołowymi politykami, to tak jakby w ogóle nie odchodził. Ledwie wczoraj wszędzie go cytowano, bo w kolejnej odsłonie batalii, jaką toczy z tygodnikiem "Wprost", efektownie zaatakował Sylwestra Latkowskiego. Napisał m.in., że kamery nagrały, jak dziennikarz szukał przy jego śmietniku dowodów na to, że nielegalnie zatrudnia pomoc domową.
W podobny sposób – czasem na poważnie, czasem z przymrużeniem oka – wypowiada się na wiele tematów. Tylko w tym roku kilkukrotnie był zapraszany przez Monikę Olejnik i dziennikarzy TVN24. Atakował PiS, chwalił kolegę Michała Kamińskiego, który wylądował w rządzie Kopacz, komentował konwencję kandydatki SLD na prezydenta Magdaleny Ogórek. Widać, że dobrze czuje się w roli komentatora.
Jeszcze lepiej w roli facebookowego publicysty. Właśnie na portalu społecznościowym były wicepremier publikuje swoje komentarze i - z nieskrywaną satysfakcją - zdradza szczegóły wytaczanych procesów. Kilka tygodni temu rozgłos zdobyła jego propozycja nałożenia na związkowców obowiązku publikowania oświadczeń majątkowych. Często bije w PiS i Kaczyńskiego, ale też np. odnosi się do działalności prawicowych publicystów.
– Cenię jego komentarze i myślę, że podobnie myśli wielu Polaków. To bardzo inteligentny, młody i wykształcony człowiek, którego opinie po prostu się w Polsce liczą – zachwala w rozmowie z naTemat poseł PO Stefan Niesiołowski.
Ulubieniec Trudno, żeby nie zachwalał, skoro razem z Giertychem współtworzył konserwatywny think tank "Instytut Myśli Państwowej". Kiedy w lutym 2013 roku ogłoszono start tej inicjatywy (na liście założycieli znaleźli się m.in. Kazimierz Marcinkiewicz, Michał Kamiński i Jacek Żalek), złośliwi komentowali, że to nowe zaplecze Platformy Obywatelskiej. I instytucjonalna trampolina, która najpierw wyniesie byłego szefa LPR-u do pierwszej linii Platformy, a potem do ponownego czynnego zaangażowania w politykę.
– Roman robi wszystko po kolei. Wiadomo, że dziś jego obecność w PO wywołałaby pewien zgrzyt w elektoracie tej partii. Dlatego zaczął od zacieśniania stosunków towarzyskich z politykami Platformy. I rzeczywiście wylądował w otoczeniu tego pierwszego szeregu platformersów – mówi naTemat Andrzej Zapałowski, były poseł LPR, członek władz krajowych partii.

To już nie jest tajemnicą. Giertych ma bliskie relacje towarzyskie z wieloma politykami Platformy – najbliższe z marszałkiem Sejmu Radosławem Sikorskim. "Związki z rządzącą partią sięgają 2008 roku i spotkań z Grzegorzem Schetyną w warszawskich Łazienkach, gdzie wspólnie obmyślali, jak obalić PiS-owskie władze w Telewizji Publicznej. Podobno często widuje się, na kolacjach, z premierem Donaldem Tuskiem, a ten bardzo liczy się z jego zdaniem" – pisał o nim "Newsweek", kiedy wyszło na jaw, że będzie reprezentował Michała Tuska w sporze sądowym z "Faktem".
Kandydat na platformersa Suma tych aktywności – role publicysty, przyjaciela i mecenasa polityków, założyciela think tanku – sprawia, że co najmniej od 2012 roku głośno mówi się o tym, że "Giertych wraca". Ostatnio tę tezę odgrzał tygodnik "Do Rzeczy", pisząc, że "chce się stać na tyle użytecznym dla ludzi PO, by zapomnieli o jego politycznej przeszłości i wciągnęli go na swój pokład". Dlaczego jeszcze nie wciągnęli? Sam zainteresowany nie daje odpowiedzi. Mówi tylko, że do polityki się teraz nie wybiera, ale furtki sobie nie zamyka – mówi, że "być może w przyszłości". Nie bez znaczenia dla tej decyzji jest też wysokość dochodów, jakie Giertych ma w swojej kancelarii.
Moi rozmówcy przekonują, że jest coś, czego jeszcze brakuje Giertychowi w tej całej układance, która ma mu dać powrót do polityki. Chodzi o jego wizerunek. Były wicepremier ciężko pracuje, by ludzie nie widzieli w nim Giertycha sprzed kilku lat, ale wciąż ma z tym problem. Pamięć wyborców może i jest krótka, ale nie aż tak.
– Ja bym go zaprosił do Platformy. Ale problemem jest to, czy zaakceptują go z jednej strony nasi wyborcy, a z drugiej inni politycy PO. Potrzeba czasu – podkreśla Niesiołowski. Jak mówi, Giertych ten czas "dobrze wykorzystuje". Zapewne oznacza to, że dobrze służy walce z PiS, a tym samym zamazuje swój udział w projekcie IV RP.
Andrzej Zapałowski
Zdaniem Niesiołowskiego pytanie nie brzmi "czy", ale "kiedy" to zrobi. – Wierzę w Chronosa [Bóg czasu - red.]. On jest odpowiedzią na pytanie, czy Giertych będzie w PO – ucina poseł.
