Roman Giertych może planować powrót do polityki, ale musi sprawić, że Polacy zapomną o jego poprzednim wcieleniu
Roman Giertych może planować powrót do polityki, ale musi sprawić, że Polacy zapomną o jego poprzednim wcieleniu Fot. Albert Zawada / AG

Rywale PO od kilku lat ogłaszają, że jeszcze sekunda, jeszcze momencik, a Roman Giertych wróci do polityki, i to właśnie z błogosławieństwem Platformy. Nie tak szybko. Mimo że mecenas znalazł się w towarzyskich kręgach władzy, wciąż ma poważny problem – pamięć o czasach LPR-u i IV RP. Teraz zaczął robić wszystko, by ją wymazać.– Romek wystartował z kampanią pod tytułem "przyzwyczaić do siebie wyborców". Jest adwokatem, może znów być politykiem, ale najpierw musi być autorytetem – mówi jego były kolega.

REKLAMA
Komentator
Giertycha teoretycznie od ośmiu lat nie ma w polityce, ale jak pomyśleć, ile razy w ostatnim czasie pojawiał się w mediach i jak bliskie relacje łączą go z czołowymi politykami, to tak jakby w ogóle nie odchodził. Ledwie wczoraj wszędzie go cytowano, bo w kolejnej odsłonie batalii, jaką toczy z tygodnikiem "Wprost", efektownie zaatakował Sylwestra Latkowskiego. Napisał m.in., że kamery nagrały, jak dziennikarz szukał przy jego śmietniku dowodów na to, że nielegalnie zatrudnia pomoc domową.
W podobny sposób – czasem na poważnie, czasem z przymrużeniem oka – wypowiada się na wiele tematów. Tylko w tym roku kilkukrotnie był zapraszany przez Monikę Olejnik i dziennikarzy TVN24. Atakował PiS, chwalił kolegę Michała Kamińskiego, który wylądował w rządzie Kopacz, komentował konwencję kandydatki SLD na prezydenta Magdaleny Ogórek. Widać, że dobrze czuje się w roli komentatora.
Jeszcze lepiej w roli facebookowego publicysty. Właśnie na portalu społecznościowym były wicepremier publikuje swoje komentarze i - z nieskrywaną satysfakcją - zdradza szczegóły wytaczanych procesów. Kilka tygodni temu rozgłos zdobyła jego propozycja nałożenia na związkowców obowiązku publikowania oświadczeń majątkowych. Często bije w PiS i Kaczyńskiego, ale też np. odnosi się do działalności prawicowych publicystów.
– Cenię jego komentarze i myślę, że podobnie myśli wielu Polaków. To bardzo inteligentny, młody i wykształcony człowiek, którego opinie po prostu się w Polsce liczą – zachwala w rozmowie z naTemat poseł PO Stefan Niesiołowski.
Ulubieniec
Trudno, żeby nie zachwalał, skoro razem z Giertychem współtworzył konserwatywny think tank "Instytut Myśli Państwowej". Kiedy w lutym 2013 roku ogłoszono start tej inicjatywy (na liście założycieli znaleźli się m.in. Kazimierz Marcinkiewicz, Michał Kamiński i Jacek Żalek), złośliwi komentowali, że to nowe zaplecze Platformy Obywatelskiej. I instytucjonalna trampolina, która najpierw wyniesie byłego szefa LPR-u do pierwszej linii Platformy, a potem do ponownego czynnego zaangażowania w politykę.
– Roman robi wszystko po kolei. Wiadomo, że dziś jego obecność w PO wywołałaby pewien zgrzyt w elektoracie tej partii. Dlatego zaczął od zacieśniania stosunków towarzyskich z politykami Platformy. I rzeczywiście wylądował w otoczeniu tego pierwszego szeregu platformersów – mówi naTemat Andrzej Zapałowski, były poseł LPR, członek władz krajowych partii.
logo
Fot. Sławomir Kamiński / AG
To już nie jest tajemnicą. Giertych ma bliskie relacje towarzyskie z wieloma politykami Platformy – najbliższe z marszałkiem Sejmu Radosławem Sikorskim. "Związki z rządzącą partią sięgają 2008 roku i spotkań z Grzegorzem Schetyną w warszawskich Łazienkach, gdzie wspólnie obmyślali, jak obalić PiS-owskie władze w Telewizji Publicznej. Podobno często widuje się, na kolacjach, z premierem Donaldem Tuskiem, a ten bardzo liczy się z jego zdaniem" – pisał o nim "Newsweek", kiedy wyszło na jaw, że będzie reprezentował Michała Tuska w sporze sądowym z "Faktem".
Kandydat na platformersa
Suma tych aktywności – role publicysty, przyjaciela i mecenasa polityków, założyciela think tanku – sprawia, że co najmniej od 2012 roku głośno mówi się o tym, że "Giertych wraca". Ostatnio tę tezę odgrzał tygodnik "Do Rzeczy", pisząc, że "chce się stać na tyle użytecznym dla ludzi PO, by zapomnieli o jego politycznej przeszłości i wciągnęli go na swój pokład". Dlaczego jeszcze nie wciągnęli? Sam zainteresowany nie daje odpowiedzi. Mówi tylko, że do polityki się teraz nie wybiera, ale furtki sobie nie zamyka – mówi, że "być może w przyszłości". Nie bez znaczenia dla tej decyzji jest też wysokość dochodów, jakie Giertych ma w swojej kancelarii.
Moi rozmówcy przekonują, że jest coś, czego jeszcze brakuje Giertychowi w tej całej układance, która ma mu dać powrót do polityki. Chodzi o jego wizerunek. Były wicepremier ciężko pracuje, by ludzie nie widzieli w nim Giertycha sprzed kilku lat, ale wciąż ma z tym problem. Pamięć wyborców może i jest krótka, ale nie aż tak.
– Ja bym go zaprosił do Platformy. Ale problemem jest to, czy zaakceptują go z jednej strony nasi wyborcy, a z drugiej inni politycy PO. Potrzeba czasu – podkreśla Niesiołowski. Jak mówi, Giertych ten czas "dobrze wykorzystuje". Zapewne oznacza to, że dobrze służy walce z PiS, a tym samym zamazuje swój udział w projekcie IV RP.
Andrzej Zapałowski

Tu są dwie sprawy. Pierwsza to charakter Romka – jego egoizm i zapatrzenie w siebie powodują, że lubi występować jako autorytet. Po prostu ma parcie na szkło. Inna rzecz, że rzeczywiście przez swoje wypowiedzi próbuje wrócić do polityki. Ale jest na tyle wyrazisty, że trudno mu przyzwyczaić do siebie wyborców PO.

Zdaniem Niesiołowskiego pytanie nie brzmi "czy", ale "kiedy" to zrobi. – Wierzę w Chronosa [Bóg czasu - red.]. On jest odpowiedzią na pytanie, czy Giertych będzie w PO – ucina poseł.