
Rywale PO od kilku lat ogłaszają, że jeszcze sekunda, jeszcze momencik, a Roman Giertych wróci do polityki, i to właśnie z błogosławieństwem Platformy. Nie tak szybko. Mimo że mecenas znalazł się w towarzyskich kręgach władzy, wciąż ma poważny problem – pamięć o czasach LPR-u i IV RP. Teraz zaczął robić wszystko, by ją wymazać.– Romek wystartował z kampanią pod tytułem "przyzwyczaić do siebie wyborców". Jest adwokatem, może znów być politykiem, ale najpierw musi być autorytetem – mówi jego były kolega.
Giertycha teoretycznie od ośmiu lat nie ma w polityce, ale jak pomyśleć, ile razy w ostatnim czasie pojawiał się w mediach i jak bliskie relacje łączą go z czołowymi politykami, to tak jakby w ogóle nie odchodził. Ledwie wczoraj wszędzie go cytowano, bo w kolejnej odsłonie batalii, jaką toczy z tygodnikiem "Wprost", efektownie zaatakował Sylwestra Latkowskiego. Napisał m.in., że kamery nagrały, jak dziennikarz szukał przy jego śmietniku dowodów na to, że nielegalnie zatrudnia pomoc domową.
Trudno, żeby nie zachwalał, skoro razem z Giertychem współtworzył konserwatywny think tank "Instytut Myśli Państwowej". Kiedy w lutym 2013 roku ogłoszono start tej inicjatywy (na liście założycieli znaleźli się m.in. Kazimierz Marcinkiewicz, Michał Kamiński i Jacek Żalek), złośliwi komentowali, że to nowe zaplecze Platformy Obywatelskiej. I instytucjonalna trampolina, która najpierw wyniesie byłego szefa LPR-u do pierwszej linii Platformy, a potem do ponownego czynnego zaangażowania w politykę.
Suma tych aktywności – role publicysty, przyjaciela i mecenasa polityków, założyciela think tanku – sprawia, że co najmniej od 2012 roku głośno mówi się o tym, że "Giertych wraca". Ostatnio tę tezę odgrzał tygodnik "Do Rzeczy", pisząc, że "chce się stać na tyle użytecznym dla ludzi PO, by zapomnieli o jego politycznej przeszłości i wciągnęli go na swój pokład". Dlaczego jeszcze nie wciągnęli? Sam zainteresowany nie daje odpowiedzi. Mówi tylko, że do polityki się teraz nie wybiera, ale furtki sobie nie zamyka – mówi, że "być może w przyszłości". Nie bez znaczenia dla tej decyzji jest też wysokość dochodów, jakie Giertych ma w swojej kancelarii.
Tu są dwie sprawy. Pierwsza to charakter Romka – jego egoizm i zapatrzenie w siebie powodują, że lubi występować jako autorytet. Po prostu ma parcie na szkło. Inna rzecz, że rzeczywiście przez swoje wypowiedzi próbuje wrócić do polityki. Ale jest na tyle wyrazisty, że trudno mu przyzwyczaić do siebie wyborców PO.
