
Być jak Barack Obama – to z pewnością marzenie niejednego polskiego polityka. Zwłaszcza tego, który ubiega się o urząd prezydenta. Kandydaci próbują ziścić swoje pragnienia, a ich sztaby dwoją się i troją, aby im to ułatwić. Efektowne konwencje, wsparcie celebrytów i próby bycia mistrzem mediów społecznościowych – amerykańskich trendów w polskiej kampanii nie brakuje. „Yes, we can” – powiedzieć łatwo, zrealizować trudniej.
Spośród wielu amerykańskich zapożyczeń, na pierwszy plan wysuwają się konwencje wyborcze kandydatów. Wśród nich komentowana najczęściej konwencja Andrzeja Dudy. Odpowiednio „przeciągane” wejście kandydata na scenę, przywitanie z obecnymi na sali działaczami i sympatykami Prawa i Sprawiedliwości, stosownie dobrana muzyka i zdjęcia. – To było wystąpienie w iście amerykańskim stylu – podkreślał dr Wojciech Jabłoński z UW, co potwierdzali też inni specjaliści od marketingu politycznego.
W podobnym blasku amerykańskich trendów próbowała zaprezentować się również Magdalena Ogórek. Podobnie opóźniane wejście, muzyka...
O ile w przypadku konwencji swoich sił spróbowała na razie jedynie dwójka kandydatów, tak po inne amerykańskie wzorce z chęcią sięgają też pozostali. Do bycia „mistrzem internetu” nie potrzeba pieniędzy, ale chęci i umiejętności. Te jednak – co widać wśród naszych kandydatów – równie trudno zdobyć.
W całym wyborczym zestawieniu najlepiej wypada Andrzej Duda. Widać, że Twittera prowadzi samodzielnie, w przeciwieństwie np. do Janusza Palikota. Stara się wchodzić w interakcje z użytkownikami. Podobnie jak Adam Jarubas. Obaj wyróżniają się na tle pozostałych. Magdalena Ogórek, choć pozycjonuje się jako kandydatka „wirtualna” – wirtualnie nie istnieje. Janusz Korwin-Mikke zaś stawia bardziej na Facebook'a niż Twittera i wśród „lajkujących” kandydatów radzi sobie całkiem nieźle.
Adam Jarubas, Paweł Kukiz, Andrzej Duda i inni kandydaci coraz częściej odwiedzają Polskę lokalną. Jedni tradycyjnie – samochodem albo autobusem (bądź jak kto woli – DUDABUSEM), inni – w myśl zasady „wyróżnij się albo zgiń” – samolotem. Air Korwin One – tak brzmi nazwa awionetki, którą Janusz Korwin-Mikke już wkrótce wyruszy na spotkania z wyborcami. Nazwa – jak przekonuje sztab kandydata – to także nawiązanie do amerykańskich trendów, konkretniej – do słynnego Air Force One, jakim podróżuje prezydent USA.
Od zachodnich PR-owych zagrywek na razie odcina się Bronisław Komorowski. Prezydent krytykuje „konfetti i balony”, a tytuł wydanej przez niego książki: „Zwykły polski los” nie pozostawia wątpliwości do jakich tradycji się odwołuje. Z drugiej strony, trudno wyobrazić sobie, aby Platforma nie zadbała o odpowiednią oprawę swojego kandydata. W końcowym etapie kampanii – konwencji i konfetti nie zabraknie z pewnością również u Komorowskiego.
