
Pałac prezydencki zmienia stanowisko w sprawie debaty przed pierwszą turą wyborów. Zamiast jednoznacznego „NIE”, z ust Tomasza Nałęcza słyszymy, że wszystkie warianty są możliwe. Otoczenie prezydenta zaczyna rozumieć, że lekceważenie dyskusji i swoich konkurentów przynosi więcej szkody niż pożytku.
REKLAMA
Nałęcz: Nic nie jest wykluczone
Debata o debacie w dalszym ciągu trwa w najlepsze. Zwolennikami wspólnego spotkania przed pierwszą turą są wszyscy kandydaci z wyjątkiem jednego – samego prezydenta. Dziś otoczenie Komorowskiego daje jednak wyraźny sygnał, że nic nie jest przesądzone. – Na razie mamy tylko „kandydatów na kandydatów”, bo trzeba zebrać 100 tys. podpisów. Później wszystkie warianty są możliwe – informuje Tomasz Nałęcz w programie „7 Dzień Tygodnia” na antenie Radia Zet.
Debata o debacie w dalszym ciągu trwa w najlepsze. Zwolennikami wspólnego spotkania przed pierwszą turą są wszyscy kandydaci z wyjątkiem jednego – samego prezydenta. Dziś otoczenie Komorowskiego daje jednak wyraźny sygnał, że nic nie jest przesądzone. – Na razie mamy tylko „kandydatów na kandydatów”, bo trzeba zebrać 100 tys. podpisów. Później wszystkie warianty są możliwe – informuje Tomasz Nałęcz w programie „7 Dzień Tygodnia” na antenie Radia Zet.
Do tej pory prezydent Komorowski mówił, że w Polsce nie ma tradycji debatowania przed pierwszą turą i stanowczo deklarował, że zwyczaju łamać nie zamierza. Nałęcz argument tradycji podtrzymuje, ale z drugiej strony zapowiada, iż niczego nie da się wykluczyć.
Ze słów prezydenckiego doradcy wynika również, że nie dojdzie do spotkania „jeden na jeden”, o jakie zabiega kandydat PiS Andrzej Duda. Jeśli debata się odbędzie, wezmą w niej udział wszyscy, którym uda się zebrać wymagane 100 tys. podpisów.
O debacie w niedzielnych programach
Na temat debaty dyskutowano także w niedzielnym programie „Kawa na ławę”. Stanowczo przeciwny tej idei pozostał Andrzej Halicki z PO. – Nie powinno do niej dojść – przekonywał i szybko spotkał się z krytyką pozostałych gości. – To dobrze, że debata jest rozważana – odpowiedział Eugeniusz Kłopotek z PSL. – Powinna odbyć się pomiędzy kandydatami popieranymi przez siły parlamentarne. Byłoby to na korzyść obecnego prezydenta – dodał.
Na temat debaty dyskutowano także w niedzielnym programie „Kawa na ławę”. Stanowczo przeciwny tej idei pozostał Andrzej Halicki z PO. – Nie powinno do niej dojść – przekonywał i szybko spotkał się z krytyką pozostałych gości. – To dobrze, że debata jest rozważana – odpowiedział Eugeniusz Kłopotek z PSL. – Powinna odbyć się pomiędzy kandydatami popieranymi przez siły parlamentarne. Byłoby to na korzyść obecnego prezydenta – dodał.
Sztab Komorowskiego widzi, że pozycja obecnego prezydenta słabnie. Zarówno sondażowo, jak i wizerunkowo. Unikanie spotkania przed pierwszą turą może jedynie pogłębić negatywne wrażenie. Zwłaszcza, że jest skutecznie wykorzystywane przez konkurentów, podbudowanych dodatkowo sondażem IBRiS dla "Rzeczpospolitej”, w którym pokazano, że debaty domaga się 56 proc. badanych Polaków.
Lepiej późno niż wcale
Nie ma co powoływać się na stare zwyczaje, gdyż ten argument łatwo podważyć nie tylko poprzez przywoływanie debaty sprzed pięciu lat. Nasza prezydencka tradycja bogata bowiem nie jest, a wybory prezydenckie w Polsce, w których urzędujący prezydent ubiegał się o reelekcję mieliśmy raptem dwa razy.
Nie ma co powoływać się na stare zwyczaje, gdyż ten argument łatwo podważyć nie tylko poprzez przywoływanie debaty sprzed pięciu lat. Nasza prezydencka tradycja bogata bowiem nie jest, a wybory prezydenckie w Polsce, w których urzędujący prezydent ubiegał się o reelekcję mieliśmy raptem dwa razy.
Zamiast krytykować debatę, pałac prezydencki powinien poważnie zastanowić się nad jej formą, odbić piłeczkę i wyjść z zaproszeniem do pozostałych. To skutecznie odsunęłoby zarzuty o lekceważeniu innych czy braku odwagi. Komorowski wprawdzie jest urzędującym od pięciu lat prezydentem, którego poglądy wszyscy dobrze znamy, ale od 5 lutego jest również kandydatem, którego wyborcy chcą zestawić z innymi.
