
Bardziej od dalszych losów szefa "Faktów" interesuje mnie, czy rozpoczynająca się właśnie w Polsce, jako swoiste pokłosie tych publikacji, dyskusja o skali problemu pracowniczej dyskryminacji i mobbingu, ma szansę na stałe zmienić coś w naszej mentalności.
Mobbing to prześladowanie podwładnego lub współpracownika w miejscu pracy. Jego celem jest najczęściej poniżenie, ośmieszenie, zaniżenie samooceny lub wyeliminowanie albo odizolowanie pracownika od współpracowników. Czytaj więcej
Niewiele lepiej sprawa wygląda jeśli chodzi o molestowanie seksualne w pracy. Z opublikowanego w 2014 roku raportu Agencji Praw Podstawowych Unii Europejskiej wynika, że Polska należy do tych krajów Unii Europejskiej, w których problem przemocy (fizycznej lub/i seksualnej) wobec kobiet występuje bardzo rzadko. Przyznaje się do tego jedynie 19 proc. Polek, podczas gdy w Danii podobne dane dotyczą już 52 proc. pań.
Dyskryminacją i molestowaniem seksualnym jest każde nieakceptowane zachowanie o charakterze seksualnym lub odnoszące się do płci pracownika, którego celem lub skutkiem jest naruszenie godności lub poniżenie albo upokorzenie pracownika; na zachowanie to mogą się składać fizyczne, werbalne lub pozawerbalne elementy. Czytaj więcej
A zatem walczyć trzeba. Tylko jak? Skoro sądy zrujnowanych pracowników nie traktują poważnie, przełożeni–oprawcy wydają się bezkarni, a współpracownicy uznają nienormalne zachowanie szefa za normalne lub określają mianem „tego, do czego trzeba się przyzwyczaić”.
Przykład idzie od góry i w przypadku wdrażania działań antyprzemocowych ta zasada jest niezwykle ważna. Jeśli pracownicy nie będą mieli przekonania, że ich sprawa zostanie potraktowana poważnie, że zostaną objęci opieką przez pracodawcę, to szybciej wybiorą drogę sądową (…). Działania antyprzemocowe, jeśli dobrze przeprowadzone, mogą stać się czymś równie oczywistym, jak zasady BHP, misja organizacji, czy jej cele. Czytaj więcej
W swojej ostatniej publikacji „Wprost” opisuje historię dziennikarki, która na swoje nieszczęście wpada w oko Durczokowi. Z relacji tygodnika wynika, że proponował spotkania, prześladował, gnębił. Walczyła, zwierzała się współpracownikom, rozmawiała z przełożonymi. I co? Nic. Bo współpracownicy stwierdzili, że nie ma się czemu dziwić, bo „on pełno takich SMS-ów rozsyła”, a przełożona dodała, że poza tym „tutaj to norma”.
