Zapowiadany przez premiera przegląd resortów nie doprowadzi do natychmiastowych dymisji. Członkowie rządu, którzy nie do końca radzą sobie z prowadzeniem swojego ministerstwa dostaną czas na poprawę. O ewentualnych zmianach będzie można myśleć za jakiś czas, np. po Euro 2012 - przewidują politycy Platformy Obywatelskiej w rozmowie z PAP.

REKLAMA
W najbliższy piątek rozpocznie się sześciodniowa seria spotkań Donalda Tuska z szefami poszczególnych resortów. Rozmowy w cztery oczy będą odbywały się każdego dnia, więc nie upiecze się nikomu. Jak zapewnił premier, o ich wynikach na bieżąco będzie informował media. Na pierwszy ogień pójdzie minister finansów Jacek Rostowski. Biorąc pod uwagę ostatnie kontrowersje w sprawie emerytur pewne jest, że panowie będą mieli o czym rozmawiać.
Szef klubu PO, Rafał Grupiński uważa, że ocena ministrów powinna być kompleksowa: - Kwestie oceny 100 dni pracy ministrów trzeba pozostawić premierowi. Myślę, że ta ocena musi być kompleksowa i na pewno będzie ona wynikać z doświadczenia czteroletniego rządzenia premiera. Oczywiście jest pytanie, na ile zostaną wyciągnięte wnioski już decydujące o losach któregoś z ministrów, a na ile będą one oczekiwaniem korekty czy zachowań oraz wyznaczenia czasu, w jakim te zmiany należałoby przeprowadzić
Minister Nowak odpowie głową za błędy poprzedników?

Jeszcze sceptyczniej podchodzi do sprawy jego zastępca, Andrzej Biernat, który powiedział, że nie widział jeszcze rządu, w którym po trzech miesiącach wymienia się ministrów: - Myślę, że to się nie stanie - wyjaśnia wiceszef klubu PO.
Donald Tusk

To trochę mnie też kosztuje, to znaczy ja też po głowie obrywam za to, że nie wszyscy moi ministrowie wykonują swoje zadania tak, jakbym chciał, ale dotyczy to nie tylko pani minister Muchy

Te przewidywania wydają się dość prawdopodobne. Trzy miesiące temu Donald Tusk wyznaczył poszczególnym ministrom konkretnie zadania, teraz przychodzi czas na wstępne rozliczenia, niezależnie od tego, jak ich pracę oceniają media. Politycy z zarządu partii w rozmowie z PAP twierdzą, że premier da najsłabszym ministrom czas na poprawę, będący swojego rodzaju "dead-line'm".

- Przychodzili do resortów z konkretnymi zadaniami, teraz pora na pierwsze rozliczenie. Jeśli nie zrobili tego co powinni to można dać im jasno określony czas na korektę - wyjaśniają.
Donald Tusk

Dymisjonowanie ministrów nigdy nie ma na celu podniesienia ratingu rządu czy reputacji premiera. Szczególnie po stu dniach rządu dymisje wystawiałyby mi nie najlepsze świadectwo. Jeśli się na to zdecyduję - teraz czy kiedykolwiek indziej - to jest to zawsze przykra konieczność, a nie marketing

To wszystko składa się na fakt , że w najbliższym czasie nie będzie pojedynczych dymisji, a ewentualna rekonstrukcja będzie realna, ale dopiero za jakiś czas, np. po zakończeniu Euro 2012: - Do mistrzostw zostały dosłownie miesiące, dymisjonowanie teraz np. minister sportu byłoby bardzo ryzykowne. Ktokolwiek przyszedłby na miejsce Joanny Muchy musiałby się wdrażać, a na to nie mamy czasy. Możliwe natomiast, że już po Euro premier zdecyduje się na głębsze, bardziej systemowe zmiany w resortach - tłumaczy polityk z kierownictwa PO.
Premier twierdził, że "z roboty wyleci" ten minister, który podpadnie w sposób, który uniemożliwi w pełnym zaufaniu dalszą współpracę. Dlatego wydaje się, że dymisji jeszcze nie będzie. Poseł Platformy, Waldy Dzikowski trafnie zauważa, że do tej pory ministrowie popełniali jedynie lapsusy i wpadki, a nie kardynalne błędy. W ostatnim czasie najwięcej obrywa się Joannie Musze: - Każdemu się coś zdarza, ale najtrudniejsze jeszcze przed nią. Chodzi oczywiście o Euro 2012 i kwestie bezpieczeństwa. To są prawdziwe wyzwania i wtedy przyjdzie czas na ocenę - broni koleżanki.
Donald Tusk zapewnił, że od momentu, gdy został premierem każdego dnia bierze pod uwagę możliwość rekonstrukcji rządu: - Po tych stu dniach, kiedy wszyscy mają poczucie nie najlepszego debiutu tego rządu - a przynajmniej istotnych jego elementów - taki przegląd jest jak najbardziej zasadny. Jakie będą jego konsekwencje i efekty - zobaczymy - mówił premier.