
Wizyta Prezydenta w Japonii najwidoczniej przelała czarę goryczy w środowiskach prawicowych. Spotkanie istotnie, wolne od serii wpadek nie było. Za wizerunkowe „gafy” Bronisław Komorowski krytykowany był nieustannie. Jedni robili to bardziej na serio, inni – na żarty. „Mamy buraka za prezydenta!” czytamy na jednym z portali internetowych. Prawa strona wytyka „przemysł pogardy”, a sama stosuje podobne praktyki.
Spotkanie prezydenta Komorowskiego w Japonii to ciąg niefortunnych zdarzeń – nie da się ukryć. Najpierw nieszczęsny fotel spikera, potem jeszcze bardziej niefortunny gen. Koziej, ps. „Szogun”. Wpadki wytykano na potęgę, ze wszystkich stron sceny politycznej (choć w tym przypadku lepsze wydaje się określenie: sceny medialnej). Komentarzy i „memów” w internecie nie brakowało. Prawie wszyscy jednak potrafili postawić sobie odpowiednią granicę. Prawie, bo portal wpolityce.pl zaraz po wizycie doniósł na stronie głównej: „Mamy buraka za prezydenta!”
Podczas najnowszej, oficjalnej wizyty w Japonii prezydent nie spał. Nie wiem, czy wypił za dużo, czy się naćpał, czy zrobił to na trzeźwo (…) Tak reprezentuje nas pierwszy z pierwszych, głowa państwa z wyboru. Mamy troglodytę, nieokrzesańca, pozbawionego kultury, taktu i rozumu, po prostu buraka za prezydenta. Czytaj więcej
„Niepokorne” media nigdy nie dbały o poprawność polityczną względem kokgokolwiek ze strony przeciwnej, bez względu na urząd, jaki pełnił. Głośnym echem odbiły się hasła „prezydent-Komoruski” czy „premier-zdrajca” wypowiadane po katastrofie prezydenckiego tupolewa w 2010 roku. Opinie jakoby rządząca partia „przyczyniła się do mordowania” pod Smoleńskiem rzucane były jak z rękawa. Co ciekawe, prawa strona równolegle stawiała zarzuty pod adresem koalicji dotyczące „przemysłu pogardy” i atakowania Lecha Kaczyńskiego.
Komorowskiemu zarzucano, że był uwikłany w "potężne skandale korupcyjne" z czasów, kiedy pełnił funkcję Ministra Obrony Narodowej. Mówiono, że był agentem WSI i utrzymywano, że istnieje cała masa „wstydliwych faktów” (w większości nigdy nieujawnionych), które pogrążą prezydenta. – Nie mam żadnych wątpliwości, że pan prezydent Bronisław Komorowski jest bardzo mocno powiązany ze służbami tajnymi, przede wszystkim z Wojskowymi Służbami Informacyjnymi – mówi Wojciech Sumliński.
Burza wokół Bronisława Komorowskiego eskalowała na prawicy nie jeden raz. Szczególnie intensywna w dniu, w którym zeznawał w sprawie dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego i byłego oficera WSI płk. Aleksandra L., oskarżonych o płatną protekcję przy weryfikacji żołnierzy WSI. Zdaniem prawej strony, prezydent uciekał od odpowiedzi i wykręcał się niepamięcią. Za skandal uznano, że przesłuchiwany był „w swoich własnych salonach”, a media wyszły „poza krąg zachodniej cywilizacji” nie transmitując wydarzenia na żywo, choć nagrania były dostępne w internecie.
Krytyka i niezgadzanie się z czymś to dobre i potrzebne prawo, którym cieszyć się mogą zarówno media, jak i każdy z obywateli. Obrażanie i poniżanie jest nie tylko niedopuszczalne ze względów czysto etycznych, ale również prawnych. Trybunał Konstytucyjnych, chociażby w słynnej sprawie dotyczącej strony Antykomor.pl wielokrotnie podkreślał, że głowie państwa należny jest szczególny szacunek, a jego znieważenie to w istocie znieważenie samej Rzeczypospolitej.
