
Minął zaledwie dzień od wyborów w Grecji, w których spektakularny sukces odniosła skrajnie prawicowa Złota Jutrzenka, a już potwierdzają się obawy, jakie niesie za sobą dostanie się tej marginalnej dotąd partii do parlamentu. Złota Jutrzenka czuje się z tym tak dobrze, że już chwilę po wyborach zabrała się za atak na media.
REKLAMA
"To jest niebezpieczne dla każdego, kto mieszka w Grecji. Ten wynik jest niewiarygodny dla mnie. To jest bardzo poważne, bardzo niebezpieczne" - komentował wczoraj wyniki wyborów dla brytyjskiego "Guardiana" Javad Aslan z mniejszości pakistańskiej. Dodając, że boi się o Grację, ponieważ nie można wierzyć partii, która dosłownie walczy na noże i na co dzień używa przemocy. Jednak spora część Greków jest dziś jej za tą przemoc wdzięczna. Jak starsza kobieta z Aten, o której pisaliśmy wczoraj. Chwaliła chłopców ze Złotej Jutrzenki za to, że przegonili z jej okolicy imigranckich narkomanów i awanturników. Dzięki czemu zdobyli jej głos.
Do znamiennej sceny doszło już podczas pierwszej powyborczej konferencji lidera greckich neonazistów Nikolaosa Michaloliakosa. Przed jego wejściem na salę wszyscy przedstawiciele prasy zostali poproszeni o wstanie w geście szacunku dla przywódcy. Wielu nie miało jednak ochoty, by ktoś dyktował im w jakiej pozycji mają wykonywać swoją pracę i nie wstało. "Złoci chłopcy" natychmiast wyprosili ich z sali uznając, że nie zasługują oni, by wysłuchać Michaloliakosa.
Jednak rosnącą w siłę partię stać zwykle na puste gesty. Xenia Kounalaki, jedna z dziennikarek opisujących dokonania Złotej Jutrzenki już przed wyborami otrzymała list, ze słów którego wynikało, że ludzie tacy, jako ona powinni mieć się na baczności, bo wreszcie przyjdzie na nich czas. Tacy, jak ona, czyli dziennikarze pracujący dla zagranicznych redakcji (Kounalaki pisze dla niemieckiego "Der Spiegel"). Ta dziennikarka dodatkowo znalazła się na celowniku "złotych chłopców" ponieważ nie ma czystej greckiej krwi, a jest po części Niemką.
Do niedzieli neonaziści ze Złotej Jutrzenki byli znani przede wszystkim z organizowania masowych burd, podczas których atakowano mniejszości. W greckiej polityce przez lata "złoci chłopcy" mieli udział na poziomie 0,1 proc. Trudno było bowiem zyskać więcej głosząc hasła o wyższości białej rasy. Sławy nie dodało im również wysłanie grupy członków na wojnę na Bałkanach, by walczyli po stronie zbrodniarza Slobodana Miloszevica. W świetle bankructwa Grecji ich postawa znalazła jednak akceptację wielu ludzi mających nadzieję, że przepędzenie z kraju imigrantów sprawi, iż pracę znowu będą mieli rodowici Grecy.
