Łukasz Piszczek - jeden z czołowych prawych obrońców świata
Łukasz Piszczek - jeden z czołowych prawych obrońców świata fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Na newsy tego typu zawsze patrzyło się z przymrużeniem oka. Niby nazwiska naszych piłkarzy pojawiały się w kontekście wielkich klubów, niby mówiło się, że Szczęsnego chce Barcelona, a Lewandowskiego kusi Chelsea, ale poza nielicznymi wyjątkami (Dudek i Kuszczak) takie pogłoski przeważnie się nie sprawdzały. Za każdym razem od newsa do transferu było daleko. W tym tygodniu gruchnęła plotka sezonu, a nawet kilku ostatnich lat. Łukasz Piszczek do Realu Madryt.

REKLAMA
Taki mamy już rynek transferowy, że jak wybucha jakakolwiek głośniejsza plotka dotycząca naszego futbolu, to media szaleją i cytują ją bez opamiętania. Tak było przy „transferach” Kluiverta i van Nistelrooya do Wisły, tak było przy „zainteresowaniu” Juventusu Wawrzyniakiem i Szymkowiakiem. Wszyscy (chyba) wiedzieli, że to absurd, ale jednocześnie powtarzali bez zmiłowania. Informacja przeskakiwała z jednego źródła do drugiego i żyła własnym życiem, mimo że takie transakcje od początku do końca były po prostu nierealne.
Ale... no właśnie. Czy przeprowadzka Piszczka do Madrytu jest faktycznie nieprawdopodobna? Czy rzeczywiście trzeba ją włożyć między bajki? Nazwisko defensora Borussii na sto procent figuruje w notesie Jose Mourinho, bo jakkolwiek by nie patrzeć – to jeden z najlepszych prawych obrońców świata, który na dodatek idealnie pasuje do taktyki „The Special One”.
Dziś „Królewscy” grają bez typowego prawego obrońcy. Sergio Ramos został przekwalifikowany na środek, żeby lepiej wykorzystywać jego grę głową i dobrą kontrolę piłki. Na prawą stronę przesunięto natomiast Alvaro Arbeloę, który odnajduje się tam po prostu dobrze, ale nie znakomicie, a tego oczekuje się piłkarzy na takim poziomie. Hiszpan skupia się na bronieniu i przepychaniu z napastnikami, a Piszczek poza świetną grą w defensywie potrafi ruszyć do przodu i dziś jest porównywany do najlepszego prawego obrońcy na świecie, Daniego Alvesa z Barcelony, który non stop hasa w ataku.
Tyle że obrońców tego typu i na takim poziomie jest jednak na świecie kilkunastu i w hiszpańskich mediach przelewa się właśnie fala spekulacji, na kogo powinien postawić Jose Mourinho. Na stronię „Marki” pojawiła się wczoraj ankieta, kogo Real powinien zakontraktować w letnim okienku transferowym. Jeszcze rano nasz rodak był gdzieś daleko w tyle z kilkoma procentami głosów, ale minęło kilkanaście godzin i owczy pęd Polaków sprawił, że Piszczek „jest” dziś transferowym celem numer jeden „Królewskich”. Nie ma znaczenia, że 60-70% madrytczyków wolałoby postawić na wychowanka, 20-letniego Daniela Carvajala.
Ich głos nie ma jednak większego znaczenia. Real zawsze wolał wykładać grube miliony za „gotowych” piłkarzy, niż kształtować ich od zera jak Barcelona. Zapłacili 30 baniek za Fabio Coentrao, 30 za Pepe czy 27 za wspomnianego Ramosa i sami wywindowali sobie wymagania, bo skoro są skłonni wydawać taką fortunę za obrońców, to dlaczego Piszczek miałby pójść po promocji za choćby dychę? Problem Borussii polega natomiast m.in. na tym, że Łukasz jest Polakiem, bo gdyby nazywał się da Silva lub Walker, to wymagania siłą rzeczy byłyby wyższe, ale... może czas na wyznaczenie nowych standardów? Żeby Polacy niezależnie od umiejętności przestali być tymi gorszymi, a raczej tańszymi?
Na razie to tylko spekulacje, cena za Piszczka rośnie, dyrektor Borussii mówi, że na pewno go nie sprzedadzą, ale... jeśli Real faktycznie będzie chciał go kupić, to postawi na swoim. Niezależnie od ceny. Tyle tylko, że na razie krecią robotę wykonał – przynajmniej z perspektywy Łukasza – kataloński „Sport”, który przypomniał jego korupcyjną przeszłość. A na takie rzeczy w Madrycie z pewnością zwrócą uwagę. I kto wie, czy nie będzie to kluczowe w kontekście jego dalszych losów
Autor jest dziennikarzem Weszlo.com.