
Czy zaplanowany na niedzielę na Uniwersytecie Jagiellońskim wykład ambasadora Rosji Siergieja Andriejewa dojdzie do skutku? Przeszkodzić mu usiłuje ponad 200 sygnatariuszy petycji do rektora uczelni i co najmniej drugie tyle użytkowników Facebooka.
REKLAMA
Przeciwnicy wizyty dyplomaty na krakowskiej uczelni od kilku dni zbierają siły. Nie zamierzają wyłącznie czekać na rozpatrzenie apelu o odwołanie wykładu, ale planują też protest przed gmachem uniwersytetu.
Przeciwnicy przyjazdu rosyjskiego ambasadora dzielą się informacjami m.in. na Facebooku, gdzie powstały wydarzenia: "Odwołać wykład ambasadora Federacji Rosyjskiej na UJ!" oraz "Wygwizdać Putina - nie dla wykładu Ambasadora Rosji na UJ".
– Mury akademickie są przeznaczone do dyskusji, jednak w momencie, gdy za wschodnią granicą giną tysiące ludzi, użyczanie głosu przedstawicielowi atakującego państwa jest etycznie niedopuszczalne – czytamy w petycji do władz UJ. Sygnatariusze przypominają ofiary, do jakich doszło na Ukrainie po rozpoczęciu rosyjskiej agresji, ale sięgają pamięci także dalej. Odwołują się do tragicznych wydarzeń, jakie rozegrały się w murach uczelni w listopadzie 1939 roku, gdy Niemcy aresztowali prawie 200 uczonych z Krakowa.
– Czy przyjęcie ambasadora Federacji Rosyjskiej, po aneksji Krymu i prowadzeniu dalszych działań wojennych na terenach Ukrainy, nie przypominałoby przyjęcia ambasadora III Rzeszy w 1939 roku po utworzeniu Protektoratu Czech i Moraw? – pytają twórcy apelu.
Kontrowersje budzą publiczne wypowiedzi zaproszonego na UJ dyplomaty, który ma w niedzielę opowiadać o polityce zagranicznej. Trzy tygodnie temu goszcząc w TVN24 Biznes i Świat ambasador mówił, że Władimir Putin nigdy nie chciał zająć zbrojnie stolicy żadnego państwa. Jak przekonywał, na wschodzie Ukrainy żadnych wojsk rosyjskich po prostu nie ma.
To nie pierwszy raz, gdy dyplomata zapewniał polską stronę o bezpieczeństwie. Kilka miesięcy temu mówił na antenie RMF FM, że tragiczne wydarzenia, jakie miały miejsce na Ukrainie, są wynikiem „krótkowzrocznej i nieodpowiedzialnej polityki prowadzonej przez określone siły na Ukrainie, a także w innych państwach”. Mówiąc o „innych państwach”, ambasador nie miał na myśli Rosji, do której – jak podkreślił – w sposób całkowicie legalny i sprawiedliwy został przyłączony Krym.
