Koleżanki wrobiły go w gwałt, ale jedna sytuacja nie może zmienić myślenia o gwałtach

Za większość gwałtów w Polsce odpowiedzialni są mężczyźni, ale zdarzają się też sytuacje, w których to właśnie oni są ofiarą.
Za większość gwałtów w Polsce odpowiedzialni są mężczyźni, ale zdarzają się też sytuacje, w których to właśnie oni są ofiarą. Screen z abc15.com/
Gwałt jest tematem otoczonym w Polsce siecią niedomówień, schematów a przy okazji dość intensywnie zalatującym feministyczno–szowinistyczną wojenką. Zamiast mówić o nim jak o przestępstwie, w którym zawsze jest oprawca i ofiara, każdorazowo dorabiamy do konkretnego przypadku gwałtu ideologię – co się czasem zdarza – dotkliwie krzywdzącą tych, którzy już dostatecznej krzywdy doświadczyli.


Mówimy „mamy w Polsce kulturę gwałtu”, przekonujemy „policja nie dowierza zgwałconym”, uznajemy za pewnik schemat mówiący o tym, że oprawcą jest zawsze mężczyzna a jego ofiarą kobieta. Pomijamy milczeniem tylko jedno – fakt, że naprawdę czasem tak bywa – część kobiet do gwałtu prowokuje i to w określonym celu a część gwałt zmyśla, by mężczyznę w ten czy inny sposób zniszczyć. A szkoda, bo i o tym jasno i wyraźnie mówić trzeba.


Przykładów nie trzeba daleko szukać. Nie dalej jak dziś rano byłam świadkiem rozmowy dwójki znajomych.

– Dlaczego napisaliście o tym chłopaku, którego niesłusznie skazano za gwałt? – pyta kobieta.

– A dlaczego nie? – odpowiada mężczyzna.

– Pisanie w taki sposób o tych sytuacjach potęguje przekonanie, że kobiety, które naprawdę zostały zgwałcone całą sytuację zmyślają.

Obawa to zresztą jak najbardziej uzasadniona w odniesieniu chociażby do niedawnych wydarzeń w Lesie Kabackim, gdy policjanci otwarcie powiedzieli ofierze gwałtu, że ma w ich mniemaniu zbyt łagodne obrażenia i na pewno kłamie. Mimo iż opinia biegłego nie pozostawiała wątpliwości, że do gwałtu doszło.


Tyle tylko że – w sytuacji o której mowa – kosztem dobra kobiet na ołtarzu ofiary trzeba by tu spalić kilku niewinnych mężczyzn.

Tabu jest bardzo groźne
„Zamiatanie pod dywan takich wyjątków” jak to określił medioznawca i socjolog, profesor Wiesław Godzic, jest dla całej sprawy raczej ryzykowne.

– To jest utrzymywanie takiego starego paradygmatu, przekonania, że tylko facet gwałci – mówi badacz. – Gwałt jest czymś strasznym, okropnym, ale nie można gwałtu załatwiać gwałtem. O tym, że nieodpowiednie zachowanie kobiet odgrywa tu konkretną rolę, należy zacząć mówić. Ostrożnie, ale konkretnie. W przeciwnym razie gwałt pozostanie tematem tabu, a tabu mają to do siebie, że prędzej czy później stają się jakimiś dziwolągami w przestrzeni społecznej.


Godzic wyjaśnia, że z sytuacjami, w których dziewczyna czy kobieta do gwałtu prowokowała lub potem mężczyznę o niego fałszywie oskarżała, mamy do czynienia od lat. I zaznacza, że takie przypadki znają nie tylko policyjne kronik, ale i dzieła światowej literatury. – Proszę zwrócić uwagę na to jak często pojawia się w nich wątek lolitek, które wskazują swoich wujków jako gwałcicieli – zaznacza profesor. – Tymczasem często te dziewczyny wcześniej po prostu chciały uprawiać seks. Gdy facet im odmawiał, w akcie zemsty oskarżały go o gwałt. I ten facet pozostaje tu kompletnie bezbronny, bo jak ma udowodnić, że dziewczyny nie molestował?

Sprawy gwałtu są nierzadko dość zawiłe właśnie z racji tego, że w trakcie wyjaśniania przyczyn tragedii – o ile zostanie zgłoszona na policji – mamy słowo przeciwko słowu. Sytuacja staje się już zupełnie dramatyczna, gdy do zbliżenia faktycznie doszło za zgodą obu stron a po jego zakończeniu kobieta grozi mężczyźnie lub w istocie o gwałt go oskarża, by – na przykład – wymusić od niego pieniądze.
Mówić czy nie mówić?
Co zatem należy robić i jak działać, by chronić niewinnych mężczyzn a jednocześnie zanadto nie ułatwić życia tym, którzy gwałt na sumieniu mają?

– Obie te rzeczy trzeba społecznie napiętnować – wyjaśnia psycholog, Barbara Stawarz. – Mówić i edukować, że zarówno gwałt i pomówienie o gwałt to przestępstwa. Podobnie niedopuszczalny jest szantaż czy groźby karalne lub wynikająca z nich w pewnych okolicznościach zemsta. Dopóki tego jasno nie powiemy, sytuacja się nie zmieni.

A o tym, że kobiety seksualne zbliżenie prowokują lub w ogóle je wymyślają mówić trzeba, zdaniem ekspertki, tak samo jasno jak mówi się ostatnio o kwitnącej w wielu cywilizowanych krajach „kulturze gwałtu”.

– Panuje powszechna akceptacja na żarty z gwałtów, a osoby, które reagują na nie, są często traktowane jako sztywne i nieznające się na żartach – mówiła niedawno w rozmowie z naTemat Aleksandra Magryta z Feminoteki. – Przyzwolenie na przemoc seksualną idzie krok dalej i jest to obarczanie winą ofiary przemocy. Typowe teksty o ofiarach gwałtu to: sama sobie winna, po co się tak ubierała, mogła nie iść ciemną ulicą. Ta wiktymizacja zgwałconych kobiet i akceptacja na żarty z przemocy seksualnej jak najbardziej są wyrazem na to, że żyjemy w kulturze gwałtu.

W tej kulturze kobieta ma się przede wszystkim pilnować, ograniczać swoją wolność wyboru, poruszania się. To źle, ale tak samo złe jest generalizowanie i określanie wszystkich mężczyzn mianem potencjalnego gwałciciela.

Te przeklęte stereotypy
Poprawę tego stanu rzeczy typowego nie tylko dla Polski, ale i dla wielu innych krajów, trzeba – zdaniem ekspertów – zacząć od przełamywania stereotypów. Wszyscy musimy przyjąć, że gwałt – tak jak zabójstwo, pobicie czy przemoc ekonomiczna – jest przestępstwem, którego mogą dopuszczać się i kobiety i mężczyźni. Wszyscy musimy też przyjąć, że sprawy określane mianem przestępstwa śledczy powinny wyjaśniać w oparciu o określone dowody, a nie utarte schematy czy płciowe stereotypy.
Barbara Stawarz, psycholog

Jeżeli kobieta jest bardzo przekonująca, ma na ciele jakieś ślady gwałtu, nawet jeśli one są sfingowane, jest postrzegana jako osoba słabsza, ofiara.

Z drugiej strony – jeśli jest nie dość przekonująca, czasem nawet mimo autentycznych śladów gwałtu, zostaje uznana za prowokatorkę lub oszustkę.

Wątek faceta w gwałt „wrobionego”, choć dla wielu kłopotliwy, zaczyna się jednak powoli przez mur milczenia przebijać. Przykładem tego jest jego obecność chociażby na małym ekranie. Mowa tu m.in. o emitowanym przez TVN serialu „Szkoła”. I bardzo dobrze, bo – jak stwierdza prof. Godzic – gwałt jest rzeczą straszną, ale nie można gwałtu zniszczyć drugim gwałtem. A to się odnosi zarówno do sytuacji, w której, generalizując, wszystkich mężczyzn z automatu uznajemy za oprawców kobiet, jak i tej, gdy mając w pamięci jedną sytuację zmyślonego gwałtu, wszystkie takie tragedie uznamy za niebyłe.

Napisz do autorki: malgorzata.golota@natemat.pl