
Gwałt jest tematem otoczonym w Polsce siecią niedomówień, schematów a przy okazji dość intensywnie zalatującym feministyczno–szowinistyczną wojenką. Zamiast mówić o nim jak o przestępstwie, w którym zawsze jest oprawca i ofiara, każdorazowo dorabiamy do konkretnego przypadku gwałtu ideologię – co się czasem zdarza – dotkliwie krzywdzącą tych, którzy już dostatecznej krzywdy doświadczyli.
„Zamiatanie pod dywan takich wyjątków” jak to określił medioznawca i socjolog, profesor Wiesław Godzic, jest dla całej sprawy raczej ryzykowne.
Co zatem należy robić i jak działać, by chronić niewinnych mężczyzn a jednocześnie zanadto nie ułatwić życia tym, którzy gwałt na sumieniu mają?
Poprawę tego stanu rzeczy typowego nie tylko dla Polski, ale i dla wielu innych krajów, trzeba – zdaniem ekspertów – zacząć od przełamywania stereotypów. Wszyscy musimy przyjąć, że gwałt – tak jak zabójstwo, pobicie czy przemoc ekonomiczna – jest przestępstwem, którego mogą dopuszczać się i kobiety i mężczyźni. Wszyscy musimy też przyjąć, że sprawy określane mianem przestępstwa śledczy powinny wyjaśniać w oparciu o określone dowody, a nie utarte schematy czy płciowe stereotypy.
Jeżeli kobieta jest bardzo przekonująca, ma na ciele jakieś ślady gwałtu, nawet jeśli one są sfingowane, jest postrzegana jako osoba słabsza, ofiara.
Z drugiej strony – jeśli jest nie dość przekonująca, czasem nawet mimo autentycznych śladów gwałtu, zostaje uznana za prowokatorkę lub oszustkę.
Napisz do autorki: malgorzata.golota@natemat.pl
