Premier Donald Tusk i szef "S" Piotr Duda.
Premier Donald Tusk i szef "S" Piotr Duda. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Choć politykiem nie jest, ostatnio wyrasta na szarą eminencję w polityce. A przynajmniej w sprawie emerytur. Wczoraj Sławomir Neumann z PO przekonywał, że to właśnie Piotr Duda, a nie koalicyjny PSL złagodził zapisy reformy emerytalnej. W dzisiejszej "Rzeczpospolitej" czytamy, że całkiem możliwe, iż premier dogadał się z przewodniczącym związkowców.

REKLAMA
Ze słów Neumanna, szefa sejmowej komisji nadzwyczajnej, która rozpatruje ustawy emerytalne, wynika, że to, co przez wiele miesięcy nie udało się ludowcom, udało się Piotrowi Dudzie. Potwierdzeniem tego ma być fakt, że na wtorkowym posiedzeniu rządu miało miejsce wręcz bezprecedensowe wydarzenie. Premier przerwał obrady, żeby spotkać się z szefem "Solidarności", który wręczył mu projekty ustaw. Przerwy w obradach oczywiście się zdarzają, ale ministrowie nie przypominają sobie, żeby miało to miejsce z takiego powodu - czytamy w "Rz".
"Znamy się z Tuskiem nie od dziś i każdy z nas zna swoją rolę. Gdy zobaczyłem premiera, zażartowałem: to ja, Twoje przeznaczenie". Premier się uśmiechnął" - wspomina spotkanie z Donaldem Tuskiem w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej". Niemniej jednak szef rządu nie przystał na propozycję przesunięcia prac nad ustawą na jesień. "Tusk mówi nie, bo nie" - tłumaczy Duda.
Nadzieja ciągle jest
Sam zainteresowany ciągle ma nadzieje, że rząd uwzględni propozycje "S".
- Wiarę trzeba mieć do końca. Można ją porównać do wiary w polską reprezentację na Euro. Wierzę, że będzie dobrze. Gdybym nie miał wiary, spasowalibyśmy już na samym początku - mówił w wywiadzie dla naTemat.
Piotr Gursztyn na łamach "Rz" trafnie zauważa, że ewentualne pertraktacje są zaskakujące tym bardziej, że całkiem niedawno Tusk "pośrednio nazwał w Semie Dudę pętakiem". Poza tym związkowcy niezmiennie protestują. Nie tylko pod Kancelarią Premiera, ale ostatnio także i przed Sejmem.
Agnieszka Burzyńska
dziennikarka RMF FM

Pierwszy raz widzę, jak ktoś rozjeżdża premiera. Duda świetny. Oj premier ma godnego przeciwnika"

Szef związkowców pytany przez "Gazetę Wyborczą", czy jest na wojnie z rządem mówi, że można tak powiedzieć, ale mimo wszystko jest to wojna elegancka. "Nie wyszliśmy od razu na ulice, najpierw zebraliśmy podpisy pod wnioskiem o referendum, była debata w Sejmie, nie wyszedłem na mównicę i nie waliłem butem w stół jak Chruszczow(…)
Trudno jednak mówić o "eleganckiej wojnie", jeżeli przywoła się obrazy chociażby sprzed kilku tygodni. Związkowcy pod drzwiami Kancelarii Premiera ustawili trumnę ze zdjęciem Donalda Tuska. Kilka zdań później, sam Duda w rozmowie z "GW" mówi: "Jeżeli będzie taka potrzeba, wyprowadzimy Polaków na ulice, tak jak było we Francji, Grecji, Włoszech".
Zasłona dymna
Parlamentarzyści z PSL i PiS w rozmowie z "Rz" przekonują, że jest szansa na "układ", ale nie będzie on raczej związany stricte z reformą emerytalną, bo ta jest praktycznie nie do ruszenia.
Po co w takim razie takie zmiany? Przyjęcie, którejkolwiek z mniejszych propozycji "Solidarności", np. dotyczącej umów śmieciowych pokaże, że premier wykazuje się dobrą wolą i idzie na kompromisy. - Przy okazji debaty "67" wyszło wiele innych spraw. Chociażby patologie z umowami śmieciowymi. Od lat toczymy wojnę z tymi umowami. Mówimy o różnych patologiach, np. agencjach pracy tymczasowej. Przedstawiłem premierowi projekty związane z patologiami - mówi Duda dla naTemat.

Cały artykuł z "Rzeczpospolitej" przeczytasz tutaj.