Wydaje się, że czasy kiedy ściągało się ze zwykłych "ściąg" już przeminęły.
Wydaje się, że czasy kiedy ściągało się ze zwykłych "ściąg" już przeminęły. Fot. Krzysztof Koch / Agencja Gazeta

Matury od kilku dni trwają w najlepsze, ale wyścig w coraz to nowszych pomysłach na ściąganie trwa dużo dłużej. Kreatywność maturzystów wydaje się nie mieć granic. Dziennikarze "Gazety Wyborczej" opisuje historię, w której za tysiąc złotych zaoferowano im zdanie matury z wybranego przedmiotu na minimum 85 procent. A to wszystko za pomocą małej słuchawki, mikrofonu i grubego portfela.

REKLAMA
Drukowanie ściągi i chowanie jej po kieszeniach należy już do prehistorii. Wszechobecna elektronika, telefony z internetem i kreatywność ludzi to wybuchowa mieszanka. Przynajmniej w przypadku oszukiwania.

Unieważnienie matury

Dyrektor komisji egzaminacyjnej może unieważnić egzamin maturalny. Jego decyzja jest ostateczna, maturzysta dowiaduje się o niej w czerwcu. Ukarany może być zarówno ściągający, jak i podpowiadający. W 2011 roku unieważniono 996 egzaminów, dwa lata temu 932.
CZYTAJ WIĘCEJ


źródło: rp.pl
Kilka dni temu głośno było o maturalnym "przecieku". Kilkanaście minut po rozpoczęciu egzaminu z matematyki na jednym z internetowych for zaczęły pojawiać się zadania z prośbą o rozwiązanie. "Dziwny" traf chciał, że były to właśnie te, z którymi mierzyli się tegoroczni maturzyści. Większość z nich została rozwiązana przez pomocnych internautów.
W tym przypadku mogła być to kreatywność jednej osoby, ale nie można wykluczyć też bardziej zorganizowanego procederu. Dziennikarze "GW" dotarli do maturzystki z Kielc, której kolega zaproponował zdanie matury z każdego przedmiotu na 85 procent. Cena? Pięć tysięcy złotych.

Matura do skutku. Poprawiają świetne wyniki, żeby dostać się na lepsze studia

Skąd taka pewność i gwarancja wysokiej zdawalności? Z wydawałoby się genialnego systemu. Jego działanie jest tajemnicą poliszynela. Maturzyści dostają mikroskopijny zestaw, składający się z beżowej słuchawki i mikrofoniku. Do tego schowany telefon ustawiony tak, aby po określonej ilości sygnałów sam odbierał połączenie. Zestaw do ściągania gotowy. Osoba po drugiej stronie słuchawki po kolei dyktuje nam wszystkie odpowiedzi.
No właśnie - odpowiedzi, ale skąd ktoś kto znajduje się poza salą egzaminacyjną zna pytania? Dziennikarze "Gazety Wyborczej" ustalili, że do procederu potrzebna jest jeszcze jedna osoba na sali. Ta, specjalną kamerą umieszczoną w długopisie robi zdjęcia arkuszy, które za pomocą internetu przesyła na stronę internetową. Wtedy "ekspert" rozwiązuje je w domu i dzwoni do klienta, żeby podyktować mu dokładne rozwiązania.
Co ciekawe, strona, na którą wysyłane są pytania znika dokładnie po zakończeniu egzaminu - czytamy w "Gazecie". Historia rodem z filmów o agencie 007. Na Allegro za kilkaset złotych można znaleźć podobne zestawy. Niektóre z nich otwarcie reklamują się nadzwyczaj otwarcie. "Mikro słuchawka, egzamin matura".

Czujesz, że źle wypadłeś na maturze? Poczytaj o tych, którzy jej nie zdali i zdobyli sławę


Dziennikarze dotarli nawet do osoby, która może to wszystko załatwić. Podając się ze potencjalnego klienta, potwierdzili działalność całego procederu. Efekt rozmowy? Tysiąc złotych za rozszerzoną maturę z języka niemieckiego.
Całą historię przeczytasz w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej".