
Matury od kilku dni trwają w najlepsze, ale wyścig w coraz to nowszych pomysłach na ściąganie trwa dużo dłużej. Kreatywność maturzystów wydaje się nie mieć granic. Dziennikarze "Gazety Wyborczej" opisuje historię, w której za tysiąc złotych zaoferowano im zdanie matury z wybranego przedmiotu na minimum 85 procent. A to wszystko za pomocą małej słuchawki, mikrofonu i grubego portfela.
REKLAMA
Drukowanie ściągi i chowanie jej po kieszeniach należy już do prehistorii. Wszechobecna elektronika, telefony z internetem i kreatywność ludzi to wybuchowa mieszanka. Przynajmniej w przypadku oszukiwania.
Unieważnienie matury
Dyrektor komisji egzaminacyjnej może unieważnić egzamin maturalny. Jego decyzja jest ostateczna, maturzysta dowiaduje się o niej w czerwcu. Ukarany może być zarówno ściągający, jak i podpowiadający. W 2011 roku unieważniono 996 egzaminów, dwa lata temu 932.
CZYTAJ WIĘCEJ
źródło: rp.pl
Kilka dni temu głośno było o maturalnym "przecieku". Kilkanaście minut po rozpoczęciu egzaminu z matematyki na jednym z internetowych for zaczęły pojawiać się zadania z prośbą o rozwiązanie. "Dziwny" traf chciał, że były to właśnie te, z którymi mierzyli się tegoroczni maturzyści. Większość z nich została rozwiązana przez pomocnych internautów.
W tym przypadku mogła być to kreatywność jednej osoby, ale nie można wykluczyć też bardziej zorganizowanego procederu. Dziennikarze "GW" dotarli do maturzystki z Kielc, której kolega zaproponował zdanie matury z każdego przedmiotu na 85 procent. Cena? Pięć tysięcy złotych.
Matura do skutku. Poprawiają świetne wyniki, żeby dostać się na lepsze studia
Skąd taka pewność i gwarancja wysokiej zdawalności? Z wydawałoby się genialnego systemu. Jego działanie jest tajemnicą poliszynela. Maturzyści dostają mikroskopijny zestaw, składający się z beżowej słuchawki i mikrofoniku. Do tego schowany telefon ustawiony tak, aby po określonej ilości sygnałów sam odbierał połączenie. Zestaw do ściągania gotowy. Osoba po drugiej stronie słuchawki po kolei dyktuje nam wszystkie odpowiedzi.
Matura do skutku. Poprawiają świetne wyniki, żeby dostać się na lepsze studia
Skąd taka pewność i gwarancja wysokiej zdawalności? Z wydawałoby się genialnego systemu. Jego działanie jest tajemnicą poliszynela. Maturzyści dostają mikroskopijny zestaw, składający się z beżowej słuchawki i mikrofoniku. Do tego schowany telefon ustawiony tak, aby po określonej ilości sygnałów sam odbierał połączenie. Zestaw do ściągania gotowy. Osoba po drugiej stronie słuchawki po kolei dyktuje nam wszystkie odpowiedzi.
No właśnie - odpowiedzi, ale skąd ktoś kto znajduje się poza salą egzaminacyjną zna pytania? Dziennikarze "Gazety Wyborczej" ustalili, że do procederu potrzebna jest jeszcze jedna osoba na sali. Ta, specjalną kamerą umieszczoną w długopisie robi zdjęcia arkuszy, które za pomocą internetu przesyła na stronę internetową. Wtedy "ekspert" rozwiązuje je w domu i dzwoni do klienta, żeby podyktować mu dokładne rozwiązania.
Co ciekawe, strona, na którą wysyłane są pytania znika dokładnie po zakończeniu egzaminu - czytamy w "Gazecie". Historia rodem z filmów o agencie 007. Na Allegro za kilkaset złotych można znaleźć podobne zestawy. Niektóre z nich otwarcie reklamują się nadzwyczaj otwarcie. "Mikro słuchawka, egzamin matura".
Czujesz, że źle wypadłeś na maturze? Poczytaj o tych, którzy jej nie zdali i zdobyli sławę
Dziennikarze dotarli nawet do osoby, która może to wszystko załatwić. Podając się ze potencjalnego klienta, potwierdzili działalność całego procederu. Efekt rozmowy? Tysiąc złotych za rozszerzoną maturę z języka niemieckiego.
Czujesz, że źle wypadłeś na maturze? Poczytaj o tych, którzy jej nie zdali i zdobyli sławę
Dziennikarze dotarli nawet do osoby, która może to wszystko załatwić. Podając się ze potencjalnego klienta, potwierdzili działalność całego procederu. Efekt rozmowy? Tysiąc złotych za rozszerzoną maturę z języka niemieckiego.
Całą historię przeczytasz w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej".
