Dzisiejsi narodowcy nie rozumieją nacjonalizmu?
Dzisiejsi narodowcy nie rozumieją nacjonalizmu? Fot. Paweł Kozioł / Agencja Gazeta

– Dziś ci, którzy za narodowców się uważają, nie potrafią już nawet zrekonstruować zasad naczelnych tej idei – to stwierdzenie, pochodzące z przedwojennego tekstu w czasopiśmie "Zadruga", idealnie pasuje do rzeczywistości. Artykuł nadesłał mi jeden z naszych czytelników.

REKLAMA
Polacy nie stronią od dyskusji o swoich "narodowych" przywarach. Dowód? Po publikacji tekstu sprzed 45 lat, piętnującego rodzime wady, dostaliśmy kolejne maile. Jeden z nich zawierał ciekawe rozważania na temat kondycji polskiego nacjonalizmu. Powstałe na rok przed wojną, a... jakby pisane dziś.
Autorem tekstu, umieszczonego we wznowionym wydaniu książki "Honor i ojczyzna" (pierwsze wydanie w 1943 roku) jest Zbigniew Sadkowski, ps. Juliusz Zbigniewski, przedwojenny dziennikarz. – Znajdujemy się w stanie, który nazwać można przewle­kłym stanem cofania się wszystkiego, co okre­ślić się daje, jako zespół czynników składających się na pojęcie wielkości naro­du – czytamy w pierwszych słowach artykułu. Dalej autor wylicza wszystko to, co jego zdaniem, wpływa na erozję naszego życia narodowego.
Są to: zanik sił twórczych we wszystkich dziedzinach życia, "wyrażający się prawie zupełnym bra­kiem wielkiej twórczości technicznej, artystycznej, gospodar­czej, naukowej"; zanik siły biologicznej narodu, czyli nic innego jak degeneracja fizyczna i malejący przyrost naturalny; "atrofia zbiorowej woli narodu" oraz "nastawienie bierno-obronne". Słowem Polacy – w przekonaniu Sadkowskiego – mają poważny problem sami ze sobą.
logo
"Honor i ojczyzna", red. W. J. Kobyliński, Warszawa 2014.
To, co autor pisze dalej, z powodzeniem można odnieść do sytuacji dzisiejszej. – W tym stanie rzeczy, każda myśl nowa ulega degenera­cji w zetknięciu się ze zgniłym podłożem w atmosferze przesy­conej ja­dem małości, jałowizny, bierności i przyziemności. W takiej atmos­ferze nastąpiło pomieszanie wszelkich sprzecz­nych z sobą, a nawet wykluczających się pojęć – wyjaśnia Sadkowski. Wizjoner?
Zbigniew Sadkowski

Wszystkie nowe pojęcia, wypracowane przez tych, co zdołali się wyła­mać z sugestii ogółu, zostały przez ten ogół zdegradowane, a po degeneracji, jako jednoznaczne, uległy zmieszaniu. Do wspólnego tedy tygla wpakowano: liberalizm, socjalizm, ka­tolicyzm, nacjonalizm i t.d. Nic nie zostało sobą. Z tego kon­glomeratu, jaki się wytworzył, czerpią swą strawę ducho­wą przywódcy polskich mas i to w ich pojęciu jest „idea pol­ska”.

"Honor i ojczyzna", red. W. J. Kobyliński, Warszawa 2014.
Niewykluczone, bo dalsza diagnoza polskiej narodowej choroby, która zwie się "wypaczony nacjonalizm", w dalszym ciągu zatrważa swoją aktualnością. – Nacjonalizm polski, po­dobnie jak i inne idee przewod­nie, już od kolebki, został skazany na zde­gra­do­wa­nie, prze­wartościowanie i pomie­szanie z wszys­t­ki­mi istniejący­mi już skład­nikami polskiego bigosu pojęciowego – czytamy.
I tak, zgodnie z broszurą, "ci, którzy za narodowców się uważają, nie potrafią już nawet zrekonstru­ować zasad na­czelnych tej idei". Dlatego też, częstokroć pokrętnie i niezrozumiale, buduje się społeczne przekonanie, jakoby "nacjo­nalizm był orga­nicznie związany z ka­tolicyz­mem, liberaliz­mem, demo­kracją".
logo
Współcześni narodowcy na ulicach polskich miast. Nacjonalizm nie jest jednak równoznaczny z bojówkarstwem. Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta
Autor tekstu czuje powinność wytłumaczenia wszystkim zainteresowanym, czym jest tzw. czysty nacjonalizm. Mianowicie zasadza się on na instynktach drzemiących w społeczeństwie. Chodzi o coś, co Sadkowski nazywa "popędem zespalającym".
– Popęd ten spra­wia, że jednost­ka, widząc zło i nędzę swego narodu, nie rejte­ruje, lecz albo cierpi, albo dokłada wszelkich starań, by istnie­jący stan uległ zmianie. A więc instynkt zespalający utrwala w nas postawę cierpiętniczo-mę­czeńską, albo też postawę sprawiającą, że jednostka ma nieustają­ce nigdy pragnienie walki z tym, co małe i niegodne narodu – tłumaczy autor.
Poza tą oryginalną formą popędliwości, niejako genetycznie polskiej, istnieją też inne podstawy nacjonalizmu. W ujęciu Sadkowskiego, to instynkty wielkości i "wiecznego bytowania" – czyli bogacenie się, rozwój, słowem: wszystko, co najlepsze dla narodu.
Zbigniew Sadkowski

Nie jest istotne dla jakiegoś programu politycznego to, czy w taki, czy w inny spo­sób ustosunkował się do Rosji, Niemiec lub Rzymu, istot­ne jest to, jak ustosunkował się do Narodu Polskiego. Czy uznał jego wielkość, jego jedność organiczną, czy wierzy w jego wieczne bytowanie na ziemi jako duchowej całości pokoleń. Czy uznał, że Byt ten podlegać może we wszystkich przeja­wach swego istnienia jedynie sobie i tyl­ko sobie.

"Honor i ojczyzna", red. W. J. Kobyliński, Warszawa 2014
Nacjonalistą może nazywać się natomiast ten, kto przedkłada pierwszeństwo intere­su narodowego ponad intere­sy jed­nostki, grupy, klasy czy organizacji. Jeśli zaś jest inaczej, powstaje problem "definicyjny". Jak pisze Sadkowski, prowadzi to do kłopotliwej sytuacji, gdy "wszyscy prawie uważają się za narodow­ców, jednocze­śnie nawzajem odma­wiając sobie prawa do tego miana". Przewrotność całej sytuacji polega na tym - zauważa ze smutkiem autor - że wszyscy mają jednak... rację.
Słowa Sadkowskiego o naturze polskiego nacjonalizmu można, a nawet należy rozpatrywać w odniesieniu do współczesności. Jak pisaliśmy już w naTemat, perspektywa cierpienia za ojczyznę i jednoczenie się przeciw niewidzialnym wrogom, przy zastosowaniu miary przeszłości do wydarzeń bieżących, jest bolączką narodowców także dziś.
Wielu z dzisiejszych piewców nacjonalizmu chce Polski narodowej i "wielkiej", zapominając o realiach, w jakich żyjemy. I tak np. obecnie - patrząc z perspektywy narodowców - mamy wrogów Żydów, Niemców i Rosjan, przez sam fakt naszych historycznych zaszłości (lub co gorsza - przez ich brak). Nienawiść do innych idzie czasem w parze z rzekomą obroną Boga, honoru czy ojczyzny. Z Romanem Dmowskim na ustach i sztandarach.
Dziś jest on zakładnikiem nie tylko narodowców, ale i polityków. Mówienie o jego zasługach - a miał ich dla powstania niepodległej Polski naprawdę wiele - jest w dobie przywiązania do poprawności politycznej często co najmniej niestosowne, bo konsekwencją takich słów są oskarżenia o faszyzm czy rasizm.
logo
Fot: Harris & Ewing/Congress Library
Wielu Polaków po prostu Dmowskiego nie rozumie. Zarówno "patriotów", jak i ich zaciekłych przeciwników. Współtwórca polskiej niepodległości oraz sygnatariusz Traktatu Wersalskiego pozostawił po sobie bogatą spuściznę, a jest kojarzony głównie za sprawą "Myśli nowoczesnego Polaka"; jego poglądy przez lata ewoluowały. Chciał Polski narodowej, ale to "chciał" trzeba rozpatrywać w kontekście określonej rzeczywistości, w jakiej żył.
Aleksander Hall

Oczywiście, należy przyznać, że Dmowski był antysemitą. Był to antysemityzm spowodowany oceną zagrożeń wynikających z istnienia dużej niezasymilowanej warstwy społecznej odgrywającej ważną rolę w życiu gospodarczym kraju. Należy podkreślić, że nie miał on nic wspólnego z rasizmem biologicznym propagowanym przez niemiecki nazizm. To zupełnie inne typy antysemityzmu. Czytaj więcej

Muzeum Historii Polski
Wtedy, przed wojną, nasz kraj nie był jednolity po względem narodowym czy religijnym. Teraz jest, a mimo to Dmowskiego przywołuje się co rusz, ze szkodą dla niego samego. Dziś wiele jego idei zwyczajnie straciło na ważności, "przeterminowało się". Nie każdy jednak dostrzega tę oczywistość.