Przecieki z prokuratury jednoznacznie są oceniane jako skandal i kompromitacja
Przecieki z prokuratury jednoznacznie są oceniane jako skandal i kompromitacja Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Agenci wywiadu sporządzali tajne notatki, które potwierdzają, że Leszek Miller i Aleksander Kwaśniewski wiedzieli o więzieniu CIA w Polsce - podała dziś "Wyborcza". To już kolejny raz w ciągu ostatnich kilku lat, kiedy z prokuratory wyciekają informacje o najwyższej klauzuli tajności. Osoby ujawniające najwyższe tajemnice państwa "czują się bezkarnie".

REKLAMA
Doniesienia o więzieniach CIA, śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej - to najważniejsze sprawy dotyczące bezpieczeństwa państwa, w czasie których nastąpił wyciek. Na niższym szczeblu - jak w przypadku śledztwa dotyczącego Madzi z Sosnowca - to zjawisko również występuje.
Przekazywanie mediom informacji z toczących się śledztw, szczególnie tych z klauzulą tajności, "nie służy demokratyzacji". Zdaniem Zbigniewa Ćwiąkalskiego fakt, że do mediów przeciekają szczegóły działań prokuratury, to po prostu skandal. Podobnie uważa większość naszych rozmówców.
Państwo kuleje
- To skandal i granda - grzmi Janusz Zemke, europoseł SLD, były wiceminister obrony narodowej i wieloletni członek sejmowej komisji ds. służb specjalnych. - Nie wiem, po co pracownicy prokuratury to robią. Chyba tylko po to, żeby się skompromitować - dodaje Zemke i stwierdza, że w ten sposób pracownicy prokuratur się "błaźnią".
Nie mniej surowy w ocenie takich zachowań jest Zbigniew Ćwiąkalski. Jego zdaniem, jeśli doniesienie "Wyborczej" jest prawdziwe, to pracownik prokuratury zachował się "karygodnie". Były minister sprawiedliwości przypomina, że gdy rozpoczynał śledztwo w sprawie więzień CIA w 2008 roku, nie było wówczas żadnych przecieków. - Fakt, że teraz nastąpiły, to skandal. Prokuratura w takich przypadkach powinna kategorycznie milczeć - zauważa Ćwiąkalski i podkreśla, że za jego kadencji ujawnienie tajemnic państwowych się nie zdarzało.
Przekazywanie szczegółów pracy prokuratury do mediów to nie tylko łamanie prawa, ale i powodowanie zagrożeń dla państwa, przekonuje Jerzy Budnik z PO, który zasiada w komisji obrony narodowej. - Każde państwo ma prawo do utajnienia niektórych danych, a ich ujawnianie jest dla państwa niebezpieczne. Takie przecieki powodują szkody, mogą stanowić źródło informacji dla osób z zewnątrz, z innych krajów - dowodzi poseł Platformy.
Przecieki niecelowe i głupie
Czemu więc, skoro przecieki są zjawiskiem tak niebezpiecznym, nadal mamy z nimi do czynienia - i to coraz częściej?
Internauci komentują to w różny sposób. Niektórzy wskazują, że tajemnicze źródła mediów mogą chcieć ujawniać afery i negatywne zjawiska w prokuraturze. A tym samym działają na rzecz demokratyzacji, tego, by działania państwa były klarowne dla obywateli, bo polski ustrój jest bardzo młody. - To na pewno nie służy demokratyzacji - ripostuje Zbigniew Ćwiąkalski. - Ujawnianie tajemnic państwowych to łamanie prawa i nie ma się tu czym szczycić - dodaje prawnik. Ćwiąkalski podkreśla, że łamanie prawa źle świadczy o każdej demokracji - zarówno dojrzałej, jak i młodej.
Gdzie więc należy upatrywać przyczyn przecieków? - Takie zachowania wynikają zazwyczaj z głupoty i chęci pochwalenia się przez kogoś swoimi informacjami, pozycją albo źle rozumieją relacje towarzyskie czy przyjacielskie, ujawniają informacje w ramach jakichś przysług czy starych znajomości - wyjaśnia Ćwiąkalski. Były minister zaznacza jednak, że wątpliwe jest, by informacje wyciekały z powodu korupcji i że zjawisko płacenia za donosy raczej u nas nie występuje.
Tezę prawnika potwierdzają Janusz Zemke i Jerzy Budnik. - To wynika ze skrajnej nieodpowiedzialności tych ludzi - mówi nam europoseł SLD. - Myślę, że to na pewno głupota i przechwałki - potwierdza poseł PO.
Nasi rozmówcy wskazują jeszcze kilka elementów, które mogą kierować pracownikami prokuratury dokonującymi przecieków. - Może to być chęć wykorzystania posiadanych informacji do walki politycznej - ocenia Jerzy Budnik. Z kolei Janusz Zemke ocenia, że wynika to z bałaganu, który panuje w prokuraturze, przez co do rozmaitych danych ma dostęp zbyt wiele osób.
Rzecznik prasowy Prokuratury Generalnej wskazuje, że źródła przecieków mogą być poza samą prokuraturą. - Niejednokrotnie współpracujemy z różnymi instytucjami, które mają dostęp do materiałów ze śledztwa - oświadcza Mateusz Martyniuk z PG.
Wyższe kary zbędne
O tym, że pracownicy wymiaru sprawiedliwości decydują się na przekazanie swojej wiedzy mediom, decyduje jeszcze jedna rzecz - bezkarność. Mateusz Martyniuk z Prokuratury Generalnej przekonuje, że "prokuratura walczy z takimi zachowaniami". - Kiedy przeciek zostaje udowodniony, wszczynane jest oddzielne dochodzenie, mające ustalić źródło informacji, jeśli przynoszą one szkodę państwu. Mamy obecnie cały szereg takich spraw - oświadcza rzecznik prasowy PG.
Oczywiście, brzmi to pięknie, ale praktyka przemawia przeciwko organom ścigania.
- Zazwyczaj jest tak, że tych autorów przecieków się nie znajduje. W związku z tym czują się bezkarni - przekonuje Zbigniew Ćwiąkalski. Jego zdaniem, to właśnie wykrywalność przestępstwa decyduje o tym, czy dana osoba je popełnia. - O karze prawdopodobnie tacy ludzie w ogóle nie myślą. O wiele większe znaczenie ma to, jak duża jest szansa, czy zostaną złapani - stwierdza były minister sprawiedliwości.
Obecnie osobom, które ujawniają tajemnice państwowe, grozi do 5 lat więzienia. Zdaniem posła Budnika, to za mało i trzeba się zastanowić, czy nie podnieść tego pułapu. Nie po to, by straszyć wysoką karą, ale dlatego, że "ten górny poziom rzadko kiedy jest zasądzany i egzekwowany".
Problem ma jednak głębszy wymiar, niż prosta zależność przestępca-wykrycie-kara. Zarówno Janusz Zemke, jak i Zbigniew Ćwiąkalski przyznają, że nadszedł najwyższy czas, by coś zrobić z przeciekami. Tylko co? Były minister wymienia rozwiązania, które Prokurator Generalny powinien zastosować. - Dziś ściganie i sądzenie w pełni leży w rękach prokuratury. Nawet, jeśli znajdzie się źródło przecieków, to to samo środowisko musi zdecydować o uchyleniu immunitetu, żeby można było tę osobę oskarżyć. Jeśli

Prawnicy w ministerstwach. Kim są, co decyduje, że się nimi stają i co decyduje o tym, że nimi być przestają? CZYTAJ WIĘCEJ

tego nie zrobi, to ta osoba pozostaje bezkarna, a przecież wiadomo, że swoi kryją swoich - wskazuje prawnik. Należałoby to zmienić tak, by prokuratura decydowała o uchyleniu immunitetu tylko w pierwszej instancji, zaś w drugiej - miałby to robić sąd powszechny. - Żeby jedno środowisko nie oceniało swoich ludzi - tłumaczy Ćwiąkalski. Według byłego ministra, warto by było również przeprowadzić szkolenia wśród pracowników sprawiedliwości, podnieść świadomość konsekwencji tworzenia przecieków.
Media nie takie święte?
Wina osób pracujących w prokuraturze wydaje się w takich przypadkach niepodważalna. Ale czy media też dokładają do tego swoje trzy grosze?
- Cały problem leży po stronie państwa, a dziennikarze tylko wykonują swoją pracę - ocenia Janusz Zemke. Europoseł podkreśla, że trzeba ścigać osoby odpowiedzialne za przekazywanie informacji, ale media nie powinny - nawet przy sprawach takiej rangi - ujawniać swoich informatorów.
Przy czym należy pamiętać, jak wskazuje Zbigniew Ćwiąkalski, o tym, że "środki masowego przekazu mogą w ten sposób prowokować". - Choćby po to, by ktoś te informacje potwierdził lub im zaprzeczył - wyjaśnia były minister sprawiedliwości.
Najdalej w swojej interpretacji roli dziennikarzy posuwa się jednak Jerzy Budnik. - Media, jak wszyscy obywatele, powinny brać odpowiedzialność za bezpieczeństwo państwa - przypomina poseł PO. - Jeśli dowiadują się czegoś, co jest tajne, to powinny absolutnie powstrzymać się od publikacji takiego materiału, bo inaczej zagrażają sytuacji wewnętrznej państwa - stwierdza członek sejmowej komisji obrony narodowej.
Z takim podejściem nie zgadza się profesor Wiesław Władyka, publicysta "Polityki" i historyk prasy. - Media absolutnie powinny ujawniać wszystko, czego się dowiedzą. Tutaj cała wina leży po stronie prokuratury, z której wyciekają informacje - ocenia dziennikarz. A co z zarzutami o to, że publikowane przez media materiały mogą zagrażać państwu?
- Jeśli państwo ma się rozpaść z powodu medialnych doniesień, to niech szlag trafi takie państwo - kwituje prof. Władyka.