Radość piłkarzy Atletico Madryt i trenera  Diego Simeone po wygraniu Ligi Europejskiej
Radość piłkarzy Atletico Madryt i trenera Diego Simeone po wygraniu Ligi Europejskiej http://www.spanskaliga.info/

Byłych piłkarzy tuż po zakończeniu kariery zawsze ciągnęło do bram ukochanego klubu. Dawno jednak nie odnosili oni aż tak spektakularnych sukcesów, co ostatnio. A w kolejce do sławy czekają kolejni.Powierzenie im misji kierowania zespołem to, patrząc ze strony działaczy, odważny i często ryzykowny krok. Ale jeśli trafisz na odpowiednią osobę, to sukces masz gwarantowany jak w banku.

REKLAMA
W środowy wieczór w Madrycie okazję do świętowania mieli kibice piłkarscy. Ale tym razem, nie ci związani z Realem, a Atletico. Ich ulubieńcy sięgnęli po Puchar Ligi Europejskiej, pokonując w finale tych rozgrywek Athletic Bilbao 3:0. Sukces tym większy,iż odniesiony po raz drugi w ciągu ostatnich trzech lat. Radość na trybunach i przed telewizorami, radość także w gabinetach działaczy klubu z Vicente Calderón. Ci bowiem sporo zaryzykowali, powierzając funkcję pierwszego trenera Diego Simeone.
42-letni Argentyńczyk, była gwiazda m.in. Lazio i właśnie Atletico, do środy nie miał jeszcze na swoim koncie, jako szkoleniowiec, większych sukcesów w europejskich rozgrywkach. Co prawda, w 2007 roku, prowadząc Estudiantes La Plata sięgnął po mistrzostwo Argentyny, ale na salonach piłkarskich Starego Kontynentu wciąż bardziej znany jest jako zawodnik. A może raczej, był do niedawna.
- Dzieci, które rano pójdą do szkoły, będą mogły z dumą nosić koszulki Atletico. To coś, na co warto było zapracować - zaznaczył Simeone po środowej wiktorii. Dla niego wywalczone trofeum ma szczególne znaczenie. Po pierwsze, w trenerskiej karierze, to jak do tej pory jego najwspanialsza chwila. Po drugie, w bezpośrednim pojedynku nie pozostawił złudzeń swojemu mentorowi, byłemu opiekunowi - Marcelo Bielsie.Obaj szkoleniowcy znają się doskonale, bowiem Bielsa prowadził reprezentację Argentyny (1998-2002), kiedy występował w niej były argentyński piłkarz.
- Nie rozmawiałem ostatnio z trenerem Marcelo Bielsą, ale zawsze go podziwiam. Ten finał to ważne wydarzenie dla każdego z nas. Atletico to zespół pucharowy i udział w finale jest czymś wspaniałym dla kibiców - powiedział Diego Simeone, który od grudnia prowadzi hiszpańską ekipę. W tym czasie nastąpił jej marsz nie tylko w Europie, ale i w ligowej tabeli. Z końcowych lokat na aktualnie 5. miejsce. Sam Pep Guardiola przyznał niedawno: „W Atletico widać rękę Simeone”.

Jeszcze większy sukces niż Simeone może niebawem odnieść Roberto Di Matteo. Również ma 42 lata i jest bliski spełnienia wielkiego marzenia Romana Abramowicza - wygrania Ligi Mistrzów przez Chelsea Londyn. Di Matteo w Londynie spędził jako piłkarz sześć lat, zagrał ponad 100 spotkań. Karierę zakończył w 2002. Najnowszej złotej ery klubu nie doczekał jako czynny zawodnik, bowiem rosyjski miliarder zainwestował w Chelsea kilka lat później.
Zatem może już jako szkoleniowiec zapisze się złotymi zgłoskami w klubowej historii? Włodarze ze Stamford Bridge sporo ryzykowali, gdyż Di Matteo nie ma bogatego CV trenerskiego: praca w Milton Keynes Dons F.C. oraz West Bromwich Albion FC z pewnością nie rzucały na kolana. Mimo to zaufali młodemu opiekunowi, a ten w Curriculum vitae może sobie już wpisać zwycięstwo nad Barceloną. W półfinale piłkarskiej Ligi Mistrzów. Choć styl nie był olśniewający, liczy się końcowy efekt. A o autobusie postawionym na Camp Nou aż tak wielu pamiętać nie będzie.
Ba, niewielu trenerów nawet taką taktykę potrafiło w pełni zrealizować na stadionie Barcy.
Znajdą się pewnie i tacy, którzy wytykać będą wpadki di Matteo. Pierwsza i najważniejsza: jego zespół stracił ostatnio szanse na miejsce w czołowej czwórce angielskiej ekstraklasy. To pierwszy taki przypadek od 10 lat. Ale z drugiej strony, nie jest to wyłącznie jego wina. Chelsea gubiła punkty od początku sezonu, a nowego szkoleniowca ma dopiero od marca.Faktem jest, iż występy w Lidze Mistrzów w przyszłym sezonie zawodnicy ze Stamford Bridge zapewnią sobie tylko wygrywając obecną edycję tych rozgrywek. Zatem chyba trudno o większą mobilizację przed zbliżającym się finałem.
Odważnych działaczy, którzy po sezonie mogą wznieść ręcę w górę w geście triumfu, możemy też spotkań w Turynie. Tamtejszy Juventus przerwał bowiem kilkuletnią dominację mediolańskich ekip i zasiadł na mistrzowskim tronie. A twórcą sukcesu Juve jest Antonio Conte – klubowa legenda, piłkarz, który rozegrał w stolicy w Piemontu prawie 300 spotkań. Pracę szkoleniowca rozpoczął po cichu, w 2005 roku w Sienie. Po tym były włoskie średniaki : Arezzo, Bari, Atalanta i ponownie Siena, z której wskoczył na wyższym poziom, do Juventusu.
Klubowi działacze po powrocie do Serie A (zespół zdegradowano klasę niżej za korupcję, szukali człowieka, któremu warto powierzyć misję przywrócenia blasku drużynie. W koncu wpadli na pomysł przeprowadzenia „castingu na drugiego Guardiolę". Byłego zawodnika, który zna filozofię klubu i jest mu oddany. Choć Ciro Ferrara rozczarował, to już drugi z kandydatów – Conte, wręcz przeciwnie. Odmłodził zespół i rozwijał się razem z nim. A Juventus ostatecznie sięgnęła po mistrzostwo Włoch. Conte jest starszy od Di Matteo i Simeone tylko o rok. Na dniach ma przedłuży umowę, która będzie obowiązywać do czerwca 2016 roku.
Każdy chce mieć swojego „Pepa”. Tym bardziej, że młodzi, niekoniecznie bardzo doświadczeni trenerzy, sprawdzają się coraz częściej. - Z pewnością wiele zależy od osobowości, charakteru danej osoby. Od tego jak, jeszcze na boisku, budował swój autorytet wśród piłkarzy czy kibiców. Nie każdy były zawodnik ma odpowiedni posłuch, umiejętności, by po zakończeniu kariery od razu zasiąść na ławce szkoleniowej i z sukcesami kierować drużyną. Tym większa odpowiedzialność działaczy, którzy muszą wyłowić młody talent trenerski - przekonuje Jacek Magiera. Aktualnie jest drugim trenerem warszawskiej Legii, a wcześniej reprezentował ją na boisku.
Także w Walencji zdecydowano się pozbyć Unaia Emery’ego, a w zamian postawić na Mauricio Pellegrino. 40 –letniego nowicjusza w roli szkoleniowca. Dotychczas prowadził raptem jedną z młodzieżowych drużyn Valencii, a w czerwcu 2008 został jednym z trenerów w Liverpoolu FC. Od sezonu 2010/2011, jako asystent Rafy Beniteza, pracował w Interze.
Teraz czeka go pierwsze prawdziwie samodzielne zadanie. Kibicom „Nietoperzy” Pellegrino kojarzy się z największymi sukcesami drużyny w ostatnich latach. Za jego czasów klub ze stolicy Lewantu był dwa razy o krok od sięgnięcia po Puchar Ligi Mistrzów. Raz na drodze stanął Real, raz Bayern. Pellegrino dobrze zna tamtejszą filzofię gry. Może prowadzona przez niego Valencia nawiąże do niedawnych sukcesów? A przynajmniej sprawi, że walka w lidze hiszpańskiej będzie bardziej emocjonująca. W tej chwili zespół Emery’ego co prawda jest trzeci w lidze, ale na horyzoncie nie widać drużyny, która jest wyżej w tabeli. Barcelona jest daleko, daleko – ma prawie 30 punktów więcej.
Na „swojego” postawić chce także AS Roma. Tamtejsi działacze podziękowali ostatnio Luisowi Enrique. Choć spełniono wiele jego transferowych żądań, nie potrafił pokierować należycie zespołem. Roma jest dopiero siódma w lidze, traci sześć punktów do odwiecznego rywala, Lazio. Zdaniem włoskiej prasy, swoją szansę w rzymskim klubie powinien dostać Vincenzo Montella. Jeszcze 2009 roku biegał po boisku w koszulce „Giallorossi”. Teraz ma spełniać swoje marzenia, jako trener zespołu z Rzymu.