Fot. Rafa3 Micha3owski / AG

Protestujący już od kilku dni związkowcy dali dzisiaj pokaz nie tylko swojej siły, ale i ekspresji. Przyjęcie ustawy podnoszącej wiek emerytalny zaowocował blokadą Sejmu. Wszystkie wyjścia zostały zastawione przez protestujących. Żaden z posłów przez długi czas nie mógł opuścić gmachu przy ulicy Wiejskiej. Jako pierwszemu udało się to Jarosławowi Kaczyńskiemu z grupą posłów PiS. Reszta polityków została wypuszczona dopiero przed godziną 19. To nie pierwszy raz kiedy protest przyjmuje bardzo agresywną formę.

REKLAMA
Wielu komentatorów uważa że forma protestu jaką przyjęli dzisiaj związkowcy to przekroczenie dopuszczalnej granicy. To do czego doszło dziś pod Sejmem adwokat Przemysław Rosati nazwał krótko, przestępstwem. - To jest ograniczanie wolności osobistej i możliwości przemieszczania się. Według kodeksu karnego jest to przestępstwo karalne pozbawieniem wolności od 3 miesięcy do 5 lat. Policja powinna w tym przypadku interweniować. Można protestować, ale nie można ingerować w czyjeś życie osobiste - mówił w rozmowie z naTemat.
Zboże na torach
To nie pierwsze kontrowersyjne formy protestów w Polsce. Niechlubnym królem tej kategorii był Andrzej Lepper. W 2002 roku swoje niezadowolenie z faktu importowania przez Polskę zboża z Niemiec, wraz z Alfredem Budnerem i Krzysztofem Filipkiem wyraził wysypując na tory kilka wagonów ze zbożem, które jechały do Polski. Zniszczeniu uległo wtedy 1,2 tony zboża, a 24 zostały zanieczyszczone. Ostatecznie wszyscy zamieszani w wydarzenie zostali skazani na grzywnę w wysokości 25 tysięcy złotych.
Sprawcy tłumaczyli się później, że działali z wyższych pobudek. Według nich zboże zanieczyszczone było nitrofenem, co miało być motywacją ich działań. Mecenas Piotr Jakubowicz po ogłoszeniu wyroku tak komentował całą sprawę: "Zboże nie było skażone; oskarżonym tylko się zdawało, że działają w interesie społecznym, a to była po prostu anarchia". Taka forma protestu była wyraźnym przekroczeniem granic przyzwoitej debaty społecznej. Odbiła się wtedy jednak szerokim echem w całej Polsce, co w wielu kręgach przysporzyło zwolenników Samoobronie.
Pielęgniarki kontra służby specjalne
Podobne wątpliwości towarzyszyły białemu miasteczku, jakie urzędowało pod Kancelarią Premiera. 19 czerwca 2007 roku pielęgniarki pojawiły się tam by upomnieć się o wyższe wynagrodzenie. Chciały spotkania z ówczesnym premierem, Jarosławem Kaczyńskim. Ten jednak spotkać się nie chciał. W wyniku tego cztery spośród kobiet zgromadzonych pod budynkiem wtargnęły do Kancelarii i zajęły jedno z pomieszczeń konferencyjnych. Czekały tydzień, zanim premier ugiął się i zgodził na spotkanie. Zrobił to dopiero, kiedy pielęgniarki rozpoczęły strajk głodowy. Wcześniej doszło między innymi do zagłuszania telefonów komórkowych czterech kobiet przez służby specjalne i uniemożliwiania im kontaktu ze światem zewnętrznym. W tym przypadku jednak protesty opłaciły się. Wynegocjowano wtedy podniesienie płac. Protest przez niektórych nazwane zostały jednak okupacją, a cała akcja była oceniana ambiwalentnie.
"Biuro przeniesione do Irlandii, cudu nie będzie. D. Tusk"
Do nietypowego protestu związkowców "Sierpnia '80" doszło w 2009 roku. Członkowie związku w tym samym czasie przyszli do biur poselskich posłów Platformy Obywatelskiej w całej Polsce. Pojawili się między innymi w Lublinie u Janusza Palikota, Donalda Tuska w Warszawie, Waldego Dzikowskiego w Poznaniu i wielu innych. Mieli ze sobą listy postulatów, które zamierzali przekazać politykom. Żądali wtedy między innymi zrównania płacy minimalnej w Polsce z tą w Europie Zachodniej, ratowania przemysłu stoczniowego i przywrócenia wcześniejszych emerytur. Na nieobecność posłów zareagowali ostro. W Poznaniu przybili kartkę z postulatami do drzwi i rozpoczęciem strajku na miejscu. Aby uniemożliwić usunięcie ich z budynku, związkowcy zajęli jeden z korytarzy budynku, w którym mieściło się biuro posła, drzwi blokując od środka łańcuchami. Waldy Dzikowski nie pojawił się wtedy na miejscu. Mężczyzn ostatecznie wyprowadzili późnym wieczorem funkcjonariusze policji.
Najdłużej związkowcy przebywali w Warszawie, w biurze Donalda Tuska. Tutaj odkręcili między innym tabliczkę z nazwą partii i przyczepili w tym miejscu kartkę z napisem "Biuro przeniesione do Irlandii, cudu nie będzie. D. Tusk" Po trzech dniach jednak opuścili dobrowolnie budynek po obietnicy negocjacji przez rząd, zapowiadając jednak strajk generalny, gdyby nie dojszło do porozumienia. Z innych miejsc w Polsce związkowców wyprowadziła już wcześniej policja, działając na podstawie doniesień o naruszeniu miru domowego, które w Polsce traktowane jest jako przestępstwo.

"Kobiety sprawią ci lanie"
Ton dzisiejszych protestów został zaintonowany już na początku tego roku. Wzburzenie jakie towarzyszy przeprowadzeniu reformy mogliśmy usłyszeć miedzy innymi pod budynkiem Centrum Partnerstwa Społecznego "Dialog" w Warszawie miesiąc temu. W trakcie posiedzenia Komisji Trójstronnej protestowały kobiety z OPZZ, "Solidarności" i Forum Związków Zawodowych. Sprzeciw dotyczył zagadnienia o którym głośno było również dzisiaj, podniesienia wieku emerytalnego kobiet do 67 lat. Już wtedy padały niewybredne hasła: "Donald kochanie, kobiety sprawią Ci lanie", "Żeby Polska dalej rosła, trzeba wodza, a nie osła". Przed wejściem do budynku premier otrzymał od nich kwiaty oraz garnek z jajkami. Jajka, aby premier "nie robił sobie z nich jaj" oraz kwiaty, które premier wręczał kobietom 8 marca - Oddałyśmy mu kwiaty mówiąc, że kwiatów nie chcemy. Chcemy referendum w sprawie wieku emerytalnego. Chcemy uczciwej debaty, możliwości pracowania do 67. roku życia, nie takiego obowiązku - mówiła wtedy sekretarz "Solidarności" Ewa Zydorek.