„Po co Kuba Zachodowi” – świat zmienia nastawienie do Hawany, bo mu się to opłaca?

Zmiana w stosunkach Kuba–USA to przede wszystkim podjęta przez Waszyngton próba uzyskania wpływu na kreowanie sytuacji w tym państwie po, prawdopodobnie rychłym, odejściu Fidela Castro.
Zmiana w stosunkach Kuba–USA to przede wszystkim podjęta przez Waszyngton próba uzyskania wpływu na kreowanie sytuacji w tym państwie po, prawdopodobnie rychłym, odejściu Fidela Castro. Fot. Kamira / www.shutterstock.com
Obama ogłasza normalizację stosunków z Kubą, szefowie dyplomacji USA i Kuby wspólnie siadają do rozmów, do Hawany jedzie francuski prezydent, który deklaruje pomoc w zniesieniu nałożonych na Kubę ograniczeń a jesienią swoją podróż na Kubę planuje papież Franciszek. Co sprawiło, że właśnie teraz świat przypomniał sobie o Kubie i co obie strony mogą na tym zyskać lub.... stracić? Wyjaśniają nasi eksperci.


Grudniowy przełom
Zaczęło się w grudniu ubiegłego roku, gdy amerykański prezydent Barack Obama ogłosił normalizację stosunków z Kubą. Waszyngton zapowiedział, że otworzy w Hawanie swoją ambasadę i zniesie obowiązujące od ponad pół wieku embargo umożliwiając m.in. inwestowanie na Kubie. Obama informował wówczas, że w kraju zaczną niebawem działać amerykańskie banki i sieci płatnicze. Możliwe miało być też – ku uciesze Amerykanów – importowanie kubańskich cygar na własny użytek (do wartości 100 dol.).
Obama stał się też pierwszym prezydentem od czasów rewolucji kubańskiej, który rozmawiał z Hawaną. A dokładniej mówiąc z Raulem Castro – przewodniczącym Rady Państwa. Powszechnie, zmianę w stosunkach z Kubą, uznano zresztą za jedno z największych osiągnięć prezydentury amerykańskiego przywódcy.


Ala na tym USA nie poprzestały. W kilka miesięcy po grudniowym przełomie doszło do pierwszego od 50 lat spotkania szefów dyplomacji obu krajów. W kwietniu w Panamie John Kerry i Bruno Rodriguez odbyli szereg rozmów określanych mianem milowego kroku na drodze do odbudowy stosunków Kuba–USA. A w międzyczasie Barack Obama opowiedział się za usunięciem Kuby z listy krajów sponsorujących terroryzm i przekazał Kongresowi stosowną opinię w tej sprawie. Jeśli kongresmeni nie zablokują prezydenckiej decyzji w ciągu 45 dni, zmiany zaczną obowiązywać. To z kolei umożliwi ponowne otwarcie ambasad obu krajów.

Dlaczego właśnie teraz?
Ameryka pozostawiała Kubę w izolacji przez ponad 50 lat. Co jakiś czas wysyłano na Kubę szpiegów, a w międzyczasie Kubańczycy do USA przemykali się nielegalnie – przez Zatokę Meksykańską. I tyle. Teraz nie tylko rząd USA, lecz także reszta państw zachodniego świata sprawia wrażenie jakby doznały politycznego olśnienia i uznały Kubę za kraj, którego obecność jest niezbędna w kreowaniu dalszej polityki międzynarodowej.

– To fałszywe spojrzenie – mówi dr Paweł Zerka, ekspert ds. Ameryki Łacińskiej oraz Dyrektor Programu „Globalny Horyzont” w Demos Europa. – Świat cały czas pamiętał o Kubie. Faktycznie jednak, w ostatnich kilku latach zarówno UE, jak i Stany Zjednoczone, zdecydowały się na zmianę polityki wobec Hawany. Co więcej, widać wyraźnie, że sam reżim kubański też zdecydował się na zmianę podejścia. Obserwowana „odwilż” między Kubą a Zachodem jest zatem efektem splotu sprzyjających okoliczności. Aczkolwiek motywacje każdej ze stron są dość złożone.


I tak na przykład, zdaniem latynoamerykanistki dr Katarzyny Dembicz z Centrum Studiów Latynoamerykańskich przy Uniwersytecie Warszawskim, istotnym czynnikiem jest tu zbliżający się koniec drugiej kadencji Baracka Obamy. Prezydent USA nie czuje się już skrępowany politycznie kolejnymi wyborami, może więc bez obaw działać zgodnie z obietnicami z kampanii prezydenckiej poprzedzającej pierwszą kadencję.

Jak zaznacza badaczka, znamienite są tu jednak także zmiany zachodzące na Kubie. – (...) najważniejsze spośród nich to postępujące otwarcie Kuby na świat oraz reformy gospodarcze i społeczne, które również wpływały na zbliżanie się Stanów Zjednoczonych i Kuby – wyjaśnia w rozmowie z naTemat dr Dembicz.

Po co nam Kuba? Po co Kubie my?
Są wśród ekspertów tacy, którzy przekonują, że chodzi przede wszystkim o kwestie gospodarcze i ekonomiczne. Ale są i tacy, którzy za najważniejszy cel zmiany polityki USA wobec Kuby uznają zwyczajnie potrzebę większej kontroli tego, co dzieje się na wyspie.

– Ameryka chce i potrzebuje, by jej polityka wobec Ameryki Łacińskiej była bardziej skuteczna – mówi w rozmowie z naTemat mieszkający w Polsce Kubańczyk Jorge Calaforra, ekonomista i redaktor pisma „Foresight Cuba”. – USA chcą więc złagodzić trwający od lat konflikt z Kubą, by mieć na niej większe wpływy. W moim odczuciu chodzi więc przede wszystkim o zmniejszenie korupcji i kontrolowanie nielegalnej emigracji do Stanów.

Calaforra zwraca także uwagę, że Waszyngtonowi może zależeć na zwiększeniu kontroli nad Kubą ze względu na prawdopodobnie rychłe odejście Fidela Castro. – Zostało mu pewnie parę lat – dodaje ekspert. – A jak na razie nie ma takiego lidera, który mógłby przejąć po nim schedę. Zachód nie chce tu stać bezczynnie. Chce mieć wpływ na to, co będzie się działo na Kubie po odejściu Castro.
Ten sam motyw, jego zdaniem, dotyczy reszty zachodnich państw. W tym także Francji, której prezydent Francois Hollande podczas swojej niedawnej wizyty w Hawanie mówił "Francja uczyni co w jej mocy, aby przyczynić się do "potwierdzenia tego otwarcia, aby środki, które tak zaszkodziły rozwojowi Kuby, mogły być ostatecznie anulowane". Francja zresztą jest krajem, który co roku, od 1991 r. począwszy, w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ głosuje za rezolucją na rzecz zniesienia embarga nałożonego na Kubę.

– Francja – podobnie jak wiele innych państw UE – szuka szansy na biznes, a jednocześnie nie chce pozostawać w tyle przemian geopolitycznych – dodaje Zerka.

Gospodarka, bezpieczeństwo
Na lepszych relacjach z Kubą świat może zyskać. Ale przede wszystkim zyska na tym sama Kuba, którą wieloletnie rządy Castro doprowadziły na skraj bankructwa. – Po objęciu władzy Fidel zniszczył wszystkie instytucje, które całkiem nieźle działały – wyjaśnia Calaforra. – Castro wręcz wykorzystał konflikt z USA, by zlikwidować w kraju każdy rodzaj opozycji czy przedsiębiorczości wewnętrznej. To wszystko trzeba odbudować.
Kluczowe tu może okazać się właśnie zniesienie embarga. To, zdaniem ekspertów, skutecznie zachęci do inwestycji nie tylko mieszkających za granicą rodaków, lecz także obcokrajowców. A inwestycje mają szansę znacząco poprawić ekonomiczną sytuację mieszkańców wyspy i przy okazji sprawić, że partia komunistyczna dłużej utrzyma władzę.

– W pewnej mierze Kuba jest „gratką” gospodarczą dla amerykańskiego biznesu – przyznaje Zerka. – Ale dużo ważniejsze są tu w moim przekonaniu kwestie strategiczne, kwestie bezpieczeństwa. Obok Kuby przepływają statki kierujące się z Zatoki Meksykańskiej na Atlantyk. Do tego Kuba leży w odległości niecałych 200 km od Florydy. O ile sam reżim komunistyczny militarnie nie byłby w stanie zagrozić Ameryce, to takie zagrożenie stałoby się realne, gdyby w przyszłości wpływy na Wyspie wzmocniło jakieś mocarstwo nieprzychylne wobec USA (Rosja? Chiny?). Kryzys kubański sprzed pół wieku wciąż służy za przestrogę.

W całym tym ambarasie nie wolno zapominać także o roli, jaką w amerykańsko–kubańskim „pojednaniu” odegrał... Kościół. A może raczej – mówiąc bardziej konkretnie – papież Franciszek. To właśnie on pośredniczył w negocjacjach toczących się w Kanadzie w ubiegłym roku. I to również on jesienią wybiera się w podróż na Kubę. I, o ile dopatrywanie się w tym istotnych kwestii politycznych nie ma większego sensu, o tyle wizerunkowo takie zachowanie głowy Kościoła Katolickiego ma znaczenie ogromne. Bo, jak przekonują eksperci, potwierdza to dodatkowo kres politycznej izolacji i postęp jaki w relacjach międzynarodowych zrobiła Kuba.

Napisz do autorki: malgorzata.golota@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

  • ZOBACZ TAKŻE:
  • Kuba
Trwa ładowanie komentarzy...