Paweł Kukiz ma przed sobą kilka zagrożeń, które mogą zamienić jego sukces w wyborach prezydenckich w bolesną porażkę
Paweł Kukiz ma przed sobą kilka zagrożeń, które mogą zamienić jego sukces w wyborach prezydenckich w bolesną porażkę Fot. Łukasz Głowala / AG

Sukces Pawła Kukiza jest ewidentny, ale stoi na wyjątkowo wątłych podstawach. Jeśli nie padnie od własnej broni, czyli po wyborach przeprowadzonych według JOW-ów, momentem prawdy może okazać się prezentacja programu, szczególnie gospodarczego. Dziś nie wiadomo – Kukiz to liberał czy może socjalista? Wiadomo za to, że odpowiedź, która w końcu musi paść, nie spodoba się jego wyborcom.

REKLAMA
Lekcja historii
Euforia po sukcesie Kukiza w wyborach prezydenckich nie ustaje. Więcej, prezydencka elekcja to już historia, a polityczne plany i prognozy sięgają jesiennych wyborów parlamentarnych. I dają muzykowi duże nadzieje. Z opublikowanego w “Rzeczpospolitej” sondażu wynika, że “lista Kukiza” mogłaby liczyć na głosy 18 proc. wyborców, co oznacza, że jego ugrupowanie stałoby się trzecią siłą w parlamencie.
Tylko czy nie jest aby za wcześnie, by ludzi Kukiza (czyli właściwie nie wiadomo kogo) wciskać w sejmowe fotele? Historia podobnych wróżb dotyczących bliżej nieokreślonych “projektów”, najczęściej firmowanych głośnym nazwiskiem, wcale optymistycznie nie nastraja. Każdy po szumnych zapowiedziach kończył marnie, powtarzając błędy poprzedniego. Z Kukizem może, nie musi, być podobnie.
Scenariusz 1 – zapowiedź sukcesu i wojna domowa
Ktoś pamięta w jakiej atmosferze Jarosław Gowin odchodził z Platformy Obywatelskiej i zapowiedział budowę własnej partii? Skala była trochę inna niż w przypadku Kukiza, ale zadziałał podobny mechanizm. W pierwszym sondażu, który zakładał, że kiedyś powstanie “partia Gowina”, ugrupowaniu byłego ministra dawano 7 proc.. Inny przykład. Kiedy Przemysław Wipler nosił się z zamiarem wprowadzenia Republikanów do Sejmu, sondaż dał jego ewentualnej partii aż 19 proc.. Podobnie było z Ruchem Narodowym, któremu też na podstawie pierwszych słupków poparcia wieszczono świetlaną przyszłość.
O czym to świadczy? Że trzeba wyjątkowo ostrożnie podchodzić do prognoz uwzględniających “partie - widma”. Dziś wydaje się nie do pomyślenia, by Kukiz na jesieni nie znalazł się w Sejmie. Jednak kilka miesięcy to w polityce epoka, a zbyt wcześnie ogłaszane i pompowane gwiazdy szybko się wypalają. Taką jest dziś “partia Kukiza”.
logo
Kukiz podczas wieczoru wyborczego Fot. Agencja Gazeta
Sam muzyk powinien wyciągnąć wnioski z tego, jak budowane były ugrupowania, którym badania wróżyły sukces w wyborach parlamentarnych. Słusznie mówił w rozmowie z naTemat jego kolega po fachu Krzysztof Skiba – wszystko zależy od ludzi, którymi się otoczy. Choćby historia Gowina pokazała, że “czynnik ludzki” może być poważną przeszkodą. Zanim jego partii przyszło się przekonać, czy wróżba 7 proc. w wyborach się ziści, jej liderzy i obecne w niej środowiska rzuciły się sobie do gardeł.
U wybuchowego i rozchwianego emocjonalnie Kukiza takie ryzyko jest jeszcze większe. Przypomnę, że jeszcze przed wyborami pokłócił się z pierwszym na liście potencjalnych koalicjantów Korwinem. A konflikt ten przypominał zabawę w piaskownicy – dwaj antysystemowcy wymieniali się na Facebooku dość kuriozalnymi oświadczeniami.
W kolejnych miesiącach przed wyborami parlamentarnymi Kukiz nie tylko będzie musiał ułożyć sobie stosunki z Korwinem (tutaj jest ryzyko, że - jak mówił mi Władysław Frasyniuk – znów “pożrą się” szybciej niż się dogadali), ale też skompletować wyborczą drużynę. Brać rozpoznawalne twarze, np. z innych środowisk antysystemowych, i ryzykować konflikt ambicji? Otaczać się miernymi, ale wiernymi? Jak pogodzić apetyty tych, którzy zasłużyli się przy wyborach prezydenckich? To niektóre pytania, na które muzyk będzie musiał odpowiedzieć. Błędy kosztują słono, a wojna - czy to z Korwinem czy w łonie partii - oznaczać może przedwczesną klęskę.
Scenariusz 2 - autodestrukcja
Kukiz balansuje na cienkiej linie. Rzadko zdarza się, by realizacja składanych przez polityków obietnic, zagrażała politycznemu istnieniu ich samych. A tak jest w tym przypadku.
O Jednomandatowych Okręgach Wyborczych dyskutować można w nieskończoność, ale jedno nie ulega wątpliwości – promują największe partie, a w polskich realiach oznaczają dominację PO i PiS i marginalizację małych partii. Dobrze ujął to Korwin – w jego czarnej wizji zachęceni sukcesem Kukiza rządzący zgodzą się na JOW-y, przeprowadzą wybory według nowej ordynacji i okaże się, że muzyk nie będzie miał nawet jednego posła w Sejmie. To byłby w sumie ciekawy eksperyment – najpierw sukces świadczący o społecznym poparciu dla idei JOW-ów, potem porażka ją kompromitująca.
O tym, że taki scenariusz przy wyborach z jednomandatowymi okręgami jest bardziej niż prawdopodobny, świadczą przeprowadzane już teraz symulacje. Według jednej z nich PO i PiS miałyby 459 na 460 mandatów, a Kukiz przy 20-proc. poparciu zaledwie jednego parlamentarzystę.
Scenariusz 3 - w sidłach programu
Paradoksalnie dobra wiadomość dla Kukiza jest taka, że najbliższe wybory z JOW-ami raczej nam i jemu nie grożą. Jeśli więc wszystko potoczy się po jego myśli, partia powstanie i uniknie wewnętrznych konfliktów, pewnie dotrwa do wyborów z wysokim, kilkunastoprocentowym poparciem. Zaskakująco mało mówi się jednak dziś o tym, co miałoby być treścią działalności tego ugrupowania. A od pytania o treść krótka droga do wniosku, że "kukizowcy" skazani są na drastyczną utratę elektoratu.
Dlaczego? Prezydencki elektorat Kukiza nie dzieli się na prawicę i lewicę, nie rozróżniamy go na wyborców bardziej liberalnych czy socjalnych gospodarczo, nie dzielimy według innych kategorii. Elektorat buntu jest elektoratem jednego postulatu. U Kukiza to JOW-y są spoiwem i magnesem dla ludzi z różnych środowisk i o różnych poglądach. Problem w tym, że o ile przy wyborach prezydenckich te poglądy nie miały znaczenia, o tyle dla ewentualnej partii będą miały znaczenie kapitalne. Każde posunięcie partii muzyka poza tematyką ordynacji wyborczej będzie odcinało określoną część tych, którzy motywowani buntem głosowali w wyborach prezydenckich.
Znów warto powołać się na Korwina. U Moniki Olejnik mówił, że Kukiz jest "trybunem ludowym, ale ten lud nie wie czego chce". W najlepszym scenariuszu, zakładającym, że partia Kukiza dostanie się do Sejmu, szybko zniechęci połowę wyborców, bo "trzeba będzie wybrać między lewem a prawem".
dr Jarosław Flis o elektoracie Kukiza

Na Pawła Kukiza głosowały trzy grupy wyborców, które różnią się między sobą. Utrzymanie tych grup pod jednym szyldem, na dłużej, wydaje się bardzo mało prawdopodobne. Pierwsza grupa to ludzie, którzy żywią ogólną niechęć do polskiej polityki i do polskich partii, Druga grupa to ci, którzy chcą pogonić przede wszystkim rządzących, ale których nie przekonało do siebie PiS. Trzecia grupa to ci, którzy chcieli pogrozić rządzącym palcem, a skorzystali przy tym z faktu, że wybory w I turze nie przesądzają ostatecznego wyniku wyborów, w związku z czym oddali bezpieczny głos protestu.

źródło: Onet.pl
Najlepszy przykład to gospodarka. Jako że trudno mówić o jakimś programie muzyka w tym obszarze, nie sposób osadzić go w żadnej doktrynie. Według niektórych Kukiz jest socjalistą. Inni mówią, że liberałem. On sam raz twierdzi, że jest "prawicowcem o lewicowym sercu", innym razem, że w kwestiach gospodarczych najbliżej mu do liberalnego Centrum im. Adama Smitha. Dziś nikt nie wymaga od niego, by udzielał bardziej szczegółowych odpowiedzi. Ale chcąc startować w wyborach parlamentarnych, a potem ewentualnie działać w parlamencie, będzie musiał. Dotyczy to także szeregu innych kwestii, w tym tych najbardziej kontrowersyjnych – światopoglądowych.
To będzie prawdopodobnie najtrudniejszy test – test tożsamości politycznej. Teraz Kukiz ma swój karnawał, który jednak prędzej czy później się skończy. Wtedy trudno będzie mu utrzymać pod jednym szyldem wyborców, których połączyła jedynie wrogość do systemu. Wiele wskazuje na to, że właśnie z tego względu pozostanie sezonowym trybunem ludowym.

Napisz do autora: michal.gasior@natemat.pl