Andrzej Duda w swoim pierwszym wywiadzie zapowiada spełnienie wszystkich obietnic złożonych podczas kampanii.
Andrzej Duda w swoim pierwszym wywiadzie zapowiada spełnienie wszystkich obietnic złożonych podczas kampanii. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

U progu swojej prezydentury Andrzej Duda przekonuje, że będzie „prezydentem spełnionych obietnic”. Chce przywrócić Polakom godność i zadbać o to, by byli dumni ze swojego kraju. Idealny? Nie. Przekonuje, że ma swoje wady i czasami jest wybuchowy, ale kiedy trzeba – potrafi się powstrzymać.

REKLAMA
Na pytanie dziennikarza czy będzie „celebrował” swoją nową funkcję, prezydent żartobliwie przyznał, że „sprawi sobie nowy pierścień”, aby jego goście mieliw co go całować. Ironizuje też, że swoim przyjaciołom każe mówić do siebie „panie prezydencie” i przyklękać na kolano.
Już w pierwszych słowach wywiadu dla weekendowego wydania "Rzeczpospolitej" Andrzej Duda nazywa się „energetycznym wampirem”. Z lekkim oburzeniem odpowiada na sugestię Roberta Mazurka, że bierze narkotyki, bo w przeciwnym razie fizycznie nie wytrzymałby tak intensywnej kampanii. Przyznaje, że pali, bo „w końcu każdy ma jakieś wady” i czasami jest wybuchowy, choć zawsze potrafi się powstrzymać.
Bez pomocy specjalistów PR
Nieco ironicznie odpowiada też za zarzuty, iż został „wyszkolony na potrzeby kampanii”. Nie zgadza się z tym i przekonuje, że najlepszymi „trenerami” w tej kwestii byli zwykli ludzie, z którymi spotykał się i rozmawiał podczas swojej kampanii. – Oni szkolą znacznie skuteczniej niż specjaliści od marketingu – mówił.
Dementuje też żmudne przygotowania przed drugą debatą prezydencką w telewizji TVN, w której zaprezentował się zupełnie inaczej niż podczas pierwszego starcia z Bronisławem Komorowskim. Był bardziej pewny siebie, narzucał tematy, a obecnego prezydenta zaskoczył m.in. przygotowaną dla niego flagą z symbolem Platformy Obywatelskiej. Komentatorzy widzieli w tym wszystkim rękę specjalisty od wizerunku – dr Marka Kochana. Sam Duda w wywiadzie z Mazurkiem przekonuje jednak, że jedyne przygotowania jakie miał to „krótki trening polegający na tym, że zadawano mu pytano”. – To wszystko – podsumowuje.
Andrzej Duda

Nie da się w ciągu dwóch dni zrobić z kogoś innego człowieka. A reszta to efekt nabytego doświadczenia i rad ludzi, którzy dzwonią i mówią: „Andrzej, to było świetne, tak dalej” albo „To popraw, tam nie jest najlepiej” . Czytaj więcej

Prezydent spełnionych obietnic
Przyznaje, że z natury jest człowiekiem oszczędnym, choć oszczędza tylko na sobie. Zapowiada, że spełni swoje wyborcze obietnice i złoży wszystkie zapowiedziane inicjatywy. Już w tygodniu głośno mówiło kolejności ustawę o obniżeniu wieku emerytalnego oraz ustawę dotyczącą podniesienia kwoty wolnej od podatku.
W dalszej kolejności będzie się starał o to, aby rodziny uboższe otrzymały 500 zł na każde dziecko. Punkty te znalazły się w umowie społecznej, jaką podczas kampanii symbolicznie podpisał z obywatelami (opisywana na naTemat) i nie zamierza się z nich wycofywać.
Podstawowy cel kampanii jest prosty – przywrócić Polakom godność, aby byli dumni ze swojego kraju i swojej historii. Zarówno w kraju, jak i za granicą.
Andrzej Duda

Chciałby (...) by Polacy czuli się szanowani i by żyli godnie – może nie od razu opływali we wszystko, ale by wiedzieli, że próbujemy razem, że polityka jest dla nich i politycy są dla nich.  Czytaj więcej

W długim wywiadzie nie zabrakło też wątków pozapolitycznych. Prezydent elekt mówił o swoich zainteresowaniach i o tym, co lubi robić w wolnej chwili. Przyznaje, że jedną z największych jego pasji są narty, czym niejednokrotnie, zarówno w teorii jak i w praktyce chwalił się też podczas kampanii. Lubi czytać, zwłaszcza literaturę polityczną i kryminały.
Powrót do sprawy smoleńskiego pomnika
O wywiadzie w „Plus Minus” mówiło się już długo przed publikacją. Głośno mówiło się m.in. o planie budowy pomnika smoleńskiego przed Pałacem Prezydenckim (mimo iż Rada Warszawy podjęła już decyzję o jego lokalizacji w innym miejscu), a także o deklaracji Andrzeja Dudy w sprawie porozumienia z homoseksualistami. Nowy prezydent przyznał, że jeśli przyjdą do niego, aby rozmawiać o związkach partnerskich – nie odmówi.
Przestrzega jednak, że potrzeby legalizacji takich związków nie widzi. Jako alternatywę planuje wprowadzić „status osoby najbliższej”, która miałaby dostęp do informacji w szpitalu albo do odbioru poczty. Na pytanie czy byłby w stanie zatrudnić osoby homoseksualne w swojej Kancelarii, zapowiedział, że chce kierować się kompetencjami, a nie orientacją seksualną.
Źródło: "Rzeczpospolita"