Jak upadał Zień. Krawiec w Lublinie, milioner w Warszawie, "golas" w Brazylii

W Polsce był namiastką Diora. Czy awantura w firmie to koniec Marki Macieja Zienia
W Polsce był namiastką Diora. Czy awantura w firmie to koniec Marki Macieja Zienia YouTube.com, Pokazy Mody TV
Najpierw od nowych inwestorów dostał ponad milion złotych na rozkręcenie biznesu. Potem ich podejście do oczekiwanego tempa pracy zaczęło się różnić, projektant odwołał przygotowywany pokaz mody i ulotnił się do Brazylii. Podobno z kont firmy Zień wypłacił sobie sporą sumkę – oskarżają współpracownicy, a on sam odpiera zarzuty. – To jest już biznesowy koniec znanego projektanta mody – twierdzą jego sponsorzy.


– Nawet jeśli wróci do kraju, nikt nie wyłoży złotówki na jego nowy pokaz czy kolekcje. Utracił zaufanie – mówi mi przedstawiciel firmy, która od lat sponsorowała pokazy mody. Wzajemne oskarżenia publikowane na Facebooku to odsłona konfliktu pomiędzy projektantem Maciejem Zieniem a Józefem Kosiorkiem, przedsiębiorcą z Łomży, który zainwestował w firmę Zienia. W opublikowanym oświadczeniu spółka twierdzi, że Maciej Zień wyjechał do Brazylii zabierając część kolekcji i kilkadziesiąt tysięcy złotych. Ponadto 16 czerwca wynosił towar z butiku, dzień później doszło do awantury, interweniowała policja. W odpowiedzi, również na Facebooku, Zień tłumaczył swoje działania tym, że spółka nie uregulowała wobec niego płatności. Degrengolada trwa.


Ostatni raz Zień pokazał się w świetle jupiterów w listopadzie ubiegłego roku. Ale jego pokaz mody był tylko cieniem dawnego blasku. – Zapowiadano wielkie WOW. Super niespodziankę i świetne miejsce. Okazało się, że rzutem na taśmę Maciej wyprosił Ministerstwo Kultury o udostępnienie pomieszczeń Zamku Ujazdowskiego. Zobaczyliśmy imprezę po taniości, słabe światła, rzędy zwykłych krzeseł, nie było nawet wybiegu dla modelek – mówi gość pokazu.

Twórca i biznes
Nie tego oczekiwał Józef Kosiorek, właściciel łomżyńskiej fabryki mebli Fargotex i sponsor piłkarskiego klubu Jagiellonia Białystok. Wcześniej, we wrześniu 2014 roku, zainwestował w firmę Zienia obejmując udziały o wartości 1,2 mln złotych. Funkcję wiceprezesa przestała pełnić Małgorzata Walczak z funduszu WI Inwestors – wieloletniego partnera biznesowego projektanta. Fundusz od lat dokładał do organizacji pokazów Zienia kwoty, bez których nie mógłby on zorganizować takich widowisk.

Według relacji znajomych Zienia, 56-letni krewki przedsiębiorca stanowczo zażądał, aby Zień wziął się za robotę. – To, co działo się wcześniej, to już była żenada. Pamiętam jak Maciek nie przyszedł na spotkanie w sprawie pokazu nowej kolekcji, a jego zatroskani asystenci tłumaczyli, że jest zmęczony po powrocie z Paryża – mówi rozżalony współpracownik projektanta.


W modowym światku mówiło się, że Maciej Zień przeżywał twórcze męki. W jego projektach widać było „inspiracje” i zapożyczenia. – Wymyślił motyw orchidei, moim zdaniem dziwaczny, i nieczytelny. Więcej czasu poświęcał na imprezy i życie towarzyskie niż na pracę w firmie – mówi współpracownik. Kilka miesięcy temu spakował się i wyjechał do Brazylii, gdzie w lutym 2015 wziął ślub ze swoim życiowym partnerem Antonio. Tymczasem w Warszawie odwlekały się przygotowania do wiosennego pokazu. Imprezę przełożono z kwietnia na maj, a Józef Kosiorek objął stanowisko prezesa Zień Sp. z o.o. Nie zapowiadało się na powrót projektanta, więc odwołano planowany pokaz.
Męki twórcy
Fatalny okres dla Macieja Zienia rozpoczął się już wcześniej, bo w 2013 roku od skandalizującego pokazu mody w kościele. Zień dostał zgodę proboszcza parafii św. Augustyna w Warszawie, ale to nie uchroniło projektanta przed krytyką. To wtedy wycofało się większość jego stałych sponsorów m.in L’Oreal i Citroen. Zapewniali oni odpowiednio wysoki budżet wydarzeniom, po których w mediach ukazywały się świetne recenzje kolekcji. Dobre wrażenie projektant zapewniał sobie wysyłając do redaktorek naczelnych pism kobiecych sukienki i przyznając im rabaty na zakupy w butiku przy ul. Mokotowskiej w Warszawie.

Uwagę od najlepszego projektanta zaczęły odrywać nowe nazwiska jak Łukasz Jemioł, duet Paprocki i Brzozowski. Zień cierpiał, bo byli to ludzie po szkołach i z kierunkowym wykształceniem. On był tylko krawcem, którego talent mógł zaistnieć dzięki sponsoringowi i kontaktom. Zazdrosny miał prosić kilku kluczowych sponsorów pokazów m.in. firmę Apart, aby kontynuowali pracę tylko z nim.

Ciosem w ego okazał się program o modzie Projekt Runaway w TVN - występowali w nim modelka Ania Rubik, fotograf Maciej Tyszka i Joanna Przetakiewicz, właścicielka butiku kreatywnego La Mania. W programie była przewidziana rola mentora dla rywalizujących ze sobą młodych projektantów. Licencja programu przewidywała, że musi zostać nim ktoś z kierunkowym wykształceniem. Zieniowi odmówiono udziału, był tylko gościem jednego z odcinków.

Czy będzie powrót króla?
Jak wynika z danych finansowych, w czasach prosperity w latach 2010-2012 przy 3 mln przychodów spółka miała dobre wyniki 130- 200 tys. zł zysku rocznie. To całkiem nieźle jak na mizerię polskiego rynku. Wyrafinowana moda nie znajduje tu zbyt wielu nabywców. Celebryci pozujący na ściankach korzystają z showroomów wypożyczających kreacje, buty, torebki i biżuterię. Prawdziwych klientek gotowych zapłacić za sukienkę 5-10 tys. zł nie ma zbyt wielu. Do takich należała córka miliardera Michała Sołowowa. Na swój ślub zamówiła suknię za 30 tys. zł. Gdy rozpoczęły się oczepiny, Zień który był na uroczystości, wziął nożyczki i ręcznie wykonał już imprezową wersję sukienki.

Bez takich wydarzeń i nie wypuszczając na rynek nowych kolekcji Zień odcina sobie źródło zysków. Mówi się, że ostatnio w biznesie miały pojawić się straty (jeszcze nieopublikowane dane za 2013 i 2014 rok). Czyżby kura przestała znosić złote jaja?

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl