
Premier Ewa Kopacz zapowiedziała kilkanaście tysięcy kamer w polskich szkołach, które w 2016 roku zostaną sfinansowane przez Ministerstwo Edukacji. Decyzja jednak nie wszystkim się podoba. Wątpliwości co do dodatkowego monitoringu ma m.in. Rzecznik Praw Obywatelskich Irena Lipowicz.
REKLAMA
Obietnica monitoringu w szkołach nie jest nowa. Jako pierwszy mocno promował ją i wcielał w życie minister Roman Giertych. Do 2007 roku w monitoring zainwestowano aż w 11 tys. szkół. Teraz Ewa Kopacz chce, aby kamer było jeszcze więcej, co zresztą jest częścią jej programu „Bezpieczna+”, o którym informowaliśmy w NaTemat. MEN już wkrótce ma zacząć go realizować, a dodatkowe kamery pojawią się w szkołach w 2016 roku.
Brak odpowiednich regulacji prawnych
Decyzja wzmożonej kontroli uczniów nie wśród wszystkich zbiera przychylnie opinie. Przeciwko systemom monitoringu wystąpili ostatnio m.in. Fundacja Panoptykon, Centrum Edukacji Obywatelskiej czy Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych. Niepewność wyraziła również Irena Lipowicz. Rzeczniczka zwraca uwagę, że żaden dokument prawny nie precyzuje tej kwestii (a powinien). Brakuje dookreślenia w sprawie chociażby udostępniania nagrań, ich zabezpieczenia lub usuwania.
Decyzja wzmożonej kontroli uczniów nie wśród wszystkich zbiera przychylnie opinie. Przeciwko systemom monitoringu wystąpili ostatnio m.in. Fundacja Panoptykon, Centrum Edukacji Obywatelskiej czy Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych. Niepewność wyraziła również Irena Lipowicz. Rzeczniczka zwraca uwagę, że żaden dokument prawny nie precyzuje tej kwestii (a powinien). Brakuje dookreślenia w sprawie chociażby udostępniania nagrań, ich zabezpieczenia lub usuwania.
To nie pierwsza taka interwencja prof. Lipowicz. W odpowiedzi na poprzednie apele, MEN wprowadziło m.in. obowiązek oznaczania kamer i skonkretyzowało listę miejsc, w których nie mogą być zamieszczane (np. sale lekcyjne i toalety). To jednak za mało. Rzecznik Praw Obywatelskich domaga się kolejnych zmian, przez co realizacja programu Kopacz „Bezpieczna+” opóźni się minimum do 2016 roku. – Na razie szkoły skupią się na działaniach edukacyjnych i profilaktycznych – wyjaśniają przedstawiciele ministerstwa.
Dyrektorzy szkół w obronie monitoringu
Z drugiej strony, nie brakuje również zwolenników zaostrzonej kontroli uczniów, a wśród nich są przede wszystkim dyrektorzy szkół, w których taki monitoring już funkcjonuje. Zapewniają, że doskonale spełnia swoją funkcję. – Odkąd je mamy, skończył się problem z dewastowaniem boiska. Nikt nieuprawniony nie dostanie się też bezkarnie do środka budynku – mówi Artur Ławrowski, dyrektor jednego z zespołów szkół w Krakowie.
Z drugiej strony, nie brakuje również zwolenników zaostrzonej kontroli uczniów, a wśród nich są przede wszystkim dyrektorzy szkół, w których taki monitoring już funkcjonuje. Zapewniają, że doskonale spełnia swoją funkcję. – Odkąd je mamy, skończył się problem z dewastowaniem boiska. Nikt nieuprawniony nie dostanie się też bezkarnie do środka budynku – mówi Artur Ławrowski, dyrektor jednego z zespołów szkół w Krakowie.
Przekonuje jednocześnie, że nie wyobraża sobie szkoły bez kamer. Te przydają się przede wszystkim w tzw. sytuacjach nadzwyczajnych. Obecnie coraz trudniej uciec od zjawisk agresji i przemocy. W skrajnych przypadkach, wiele z nich kończy się w sądzie. Nagranie z monitoringu to świetny dowód w sprawie, który pozwala wyjaśnić ją znacznie szybciej.
Zdaniem przeciwników monitoringu, szkoły powinny kłaść nacisk głównie na to, jak zapobiegać agresji, a nie później – za sprawą kamer – dochodzić do tego, kto jest za nią odpowiedzialny.
Źródło: Wyborcza.pl
