
Paweł Kukiz - muzyk, który przebojem wdarł się do polskiej polityki, gra koncert życia. W sensie przenośnym i dosłownym. Od kiedy jest na fali, jego muzyczna kariera nabrała rumieńców, z czego skwapliwie korzysta. Koncert z bisem to dochodowy biznes i szansa na polityczną agitację ze sceny. To działa.
Kukiz śpiewającą zbija poparcie Za godzinny występ Kukiz inkasuje pokaźną sumkę - ok. 30 tys. zł brutto – ustalił "Super Express". Kwota jest do podziału na cały zespół. W lipcu Kukiz i Piersi zagrają cztery razy: w Piotrkowie Trybunalskim, Margoninie, Krynicy-Zdrój i Borzęcinie. Łatwo sobie policzyć, że muzycy za zagranie piosenek zgarną w przeciągu jednego miesiąca ok. 120 tys. zł. Kalendarz koncertów zaczyna się też zapełniać na kolejne miesiące. Wiadomo, że Kukiz zagra w Cieszonowie, a we wrześniu w Londynie.
Wygląda na to, że były lider zespołu Piersi znalazł sposób na połączenie przyjemnego z pożytecznym. Przyjemne jest śpiewanie i zarabianie, a pożyteczne - zbijanie politycznego kapitału przed nadchodzącymi wyborami parlamentarnymi i przed wrześniowym referendum, w którym będą się ważyć losy najważniejszego postulatu muzyka - jednomandatowych okręgów wyborczych.

Coraz lepiej sprzedają się też płyty muzyka - nowsze i starsze, jak np. ta nagrana kiedyś z Janem Borysewiczem. Po wielu latach znalazła się na liście 100 najlepiej sprzedających się polskich płyt w kategorii pop-rock sieci Empik. Muzyk widocznie zwęszył interes, chce wykorzystać swoje pięć minut. Na początku czerwca Kukiz i jego zespół wypuścili pierwszy singiel z zapowiadanej płyty "Słońce Peru". Nie wiadomo dokładnie, kiedy ma się ukazać na rynku, ale patrząc na jego aktywność można się spodziewać, że Kukiz nie pozwoli długo na nią czekać. Wiadomo - trzeba kuć żelazo, póki gorące.
Singiel "Wakacyjna miłość" został udostępniony na YouTube.com na kanale Juicy Music, nowej na rynku wytwórni płytowej, która wzięła pod skrzydła Kukiza i jego kompanów. Na razie ma 36 tys. wyświetleń - wynik nie jest powalający, ale to pewnie dlatego, że akurat w tej piosence nie ma wątków agitacji politycznej, a to przecież właśnie takie utwory stały się ostatnio znakiem firmowym Kukiza. To one przysparzają mu fanów i ściągają tłumy na jego koncerty. To typowo wakacyjna piosenka o miłości, jak wskazuje sam tytuł.
Hirek Wrona, znany dziennikarz muzyczny nie szczędzi Kukizowi słów krytyki na łamach "Super Expressu", a jego sposób muzykowania oparty na wplataniu w piosenki słów, które powinny padać raczej z sejmowej mównicy niż ze sceny, nazywa świetnym pomysłem, który skończy się katastrofą. – Wymyślił sobie genialny plan, ale takie połączenie skończy się dla niego katastrofą. Artyści muszą być ludźmi wolnymi, a polityk nigdy do końca nie może być człowiekiem wolnym. Odbiorcy zawsze wyczuwają fałsz u twórcy. Obawiam się, że Kukiz może stracić wiarygodność i mówię to z pewnym smutkiem.
Nie zawsze było tak kolorowo Kariera muzyczna Kukiza jeszcze nie tak dawno temu wisiała na włosku. Jego muzyczne kłopoty zaczęły się, kiedy postanowił na poważnie zaangażować się w politykę, a koncertowanie zamienił na wiece. Nie spodobało się to jego wytwórni płytowej. Sony Music Polska, bo właśnie tam artysta wydawał płyty, zerwała z nim kontrakt. Podobno z powodu jego startu w wyborach prezydenckich. Kukiz rozdmuchał sprawę i twierdził , że muzyczny gigant chce go wykończyć finansowo.
– Jestem tuż po rozmowie telefonicznej z Maciejem Kutakiem, dyrektorem generalnym Sony Music Polska. Poinformował mnie, iż w związku z udziałem w kampanii prezydenckiej uważa nasz kontrakt za zerwany. (...)Oni po prostu chcą mnie finansowo wykończyć. Chcą, żebym się poddał... Nigdy! Po moim trupie! Przyjdzie wkrótce czas – mówił parę miesięcy temu muzyk.

Czas przyszedł, ale zanim się to stało, bywało, że Kukiz jako muzyk cienko przędł, co zresztą lubił podkreślać, dzieląc się z opinią publiczną swoimi bolączkami. W zeszłym roku na łamach "Gazety Polskiej Codziennie" muzyk żalił się na ciężki los artysty. – Po tym, jak uderzyłem w system, liczba koncertów spadła mi dziesięciokrotnie! Tylko ZAiKS pozwala mi przetrwać na rynku i jakoś żyć – mówił wtedy zdenerwowany.
Kukiz sugerował też, że mimo tego, że popyt na jego płyty jest, to wytwórnia Sony sabotuje realizację takich zamówień, a cała dystrybucja jego płyt pozostawia wiele do życzenia. – Kiedy sobie to wszystko pozbieram do kupy to zaczynam rozumieć, dlaczego nie ma starych moich płyt w Empikach i innych sklepach. Zaczynam rozumieć, dlaczego płyta "Zakazane Piosenki" ukazała się z opóźnieniem, a nie w dniu premiery. Dlaczego mimo zamówień sklepów (mam na to dowody) Sony Music Polska nie realizowała zamówień tych sklepów – twierdził.
Chyba trochę dramatyzował, bo jako radny Sejmiku Śląskiego musiał przecież pokazać swoje oświadczenie majątkowe. W zeszłym roku muzyk zarobił ponad 302 tys. zł, a na koncie zebrał 27 tys. zł oszczędności, duży dom, kawał ziemi. To całkiem sporo, a po tegorocznym żniwie polityczno-muzycznym też nie powinien narzekać. O ile wyborcy nie wyczują, że uderza w fałszywą nutę, co ostatnio zdarza mu się coraz częściej. Na razie na koncertach tłumy, ale politycznie Kukiz jest coraz bardziej osamotniony. Na własne życzenie, bo odcina się od każdego, kto nie śpiewa, jak on zagra.
